
Miauczenie kota wydobywające się z kontenera na elektrośmieci przy ul. Rybitwy w Gdańsku postawiło na nogi Straż Miejską. Po przyjeździe na miejsce okazało się jednak, że mundurowi – po raz kolejny w ostatnim czasie – zostali wezwani do zabawki, a nie prawdziwego zwierzaka.
od razu powiadamiam służby
31%
upewniam się, że to uzasadnione podejrzenie, a nie fałszywy alarm i dopiero wtedy reaguję
48%
nic nie robię, liczę na to, że ktoś inny zareaguje
21%
Głośne „miau” wydobywało się – według zgłaszającego od kilku dni – z kontenera na elektrośmieci przy ul. Rybitwy w Letnicy. Wszystko wskazywało więc na to, że w środku uwięziony jest kot. Miauczenie z kontenera na elektrośmieci
– Takie zgłoszenie trzeba było potraktować poważnie. Na miejsce pojechali strażnicy z referatu ekologicznego i dokładnie sprawdzili wskazany kontener. Rzeczywiście, z jego wnętrza dochodziło charakterystyczne miauczenie. Tyle że żadnego kota w środku nie było – mówi Andrzej Hinz z gdańskiej Straży Miejskiej.
Było za to coś, co bardzo skutecznie go udawało.
Więcej w serwisie Ogłoszenia
(67)
W środku zabawka, a nie żywe zwierzę
– W kontenerze znajdowała się mechaniczna zabawka wydająca dźwięki kota. I najwyraźniej miała jeszcze sporo do powiedzenia – żartuje strażnik. – Tym razem akcja ratunkowa zakończyła się bez konieczności wyciągania kota z kontenera. A morał? Jeśli coś miauczy w miejscu, w którym zdecydowanie nie powinno miauczeć, lepiej sprawdzić. Nigdy nie wiadomo, czy za „miau” stoi zabawka, czy prawdziwy futrzak – podkreśla Hinz.

W czerwcu dostali wezwanie do pluszowego lisa
To nie pierwsza tego typu historia w ostatnim czasie w Gdańsku.
W czerwcu strażnicy zostali wezwani na interwencję dotyczącą lisa lub psa przywiązanego do drzewa w parku.

Nietypowa akcja ratunkowa. Wezwanie do pluszowego lisa
Na miejscu okazało się, że owszem, jest lis, ale pluszowy. Pluszowy lisek, co oczywiste, nie wymagał pomocy weterynarza, karmy ani spaceru.
– Choć zgłoszenie okazało się fałszywym alarmem, dziękujemy za czujność. Zdecydowanie wolimy sprawdzić dziesięć pluszaków niż przeoczyć jedno zwierzę, które naprawdę potrzebuje pomocy – podkreśla Hinz.