Naprawdę trudno powiedzieć, dlaczego akurat teraz Walaska nie ma już w Falubazie. Zespół od początku sezonu zawodzi na całej linii. Od dawna wiadomo, że nie będzie go w play-off, ale w play-down i przed nim najpewniej dwumecz o miejsca 5-8 z Gezetem Stalą Gorzów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Nie wiemy, co się tam tak naprawdę wydarzyło, kto zwolnił Walaska, czy Walasek odszedł też sam, trochę wygląda to na czeski film — mówi Zbigniew Fiałkowski, były żużlowy działacz. — W żużlu możliwe jest wszystko i nic mnie nie zdziwi. Także to, że zawodnicy zwalniają menedżera czy trenera. Pewne jest tylko, że prezes rządzi. Jeżeli w Falubazie wzięli takiego menedżera, a nie innego, to powinni mu zaufać, tym bardziej że dużo do końca ligi już nie zostało — dodaje.
Czytaj nas częściej w Google
Dodaj w GoogleJak dziecko we mgle
Grzegorz Walasek od początku, głównie z racji tego, że Falubazowi nie szło, nie miał wysokich notowań i często był krytykowany. — Z całym szacunkiem dla niego, ale w parku maszyn snuł się jak dziecko we mgle. Ale jak już mówiłem, skoro na niego postawiono, zaufano mu, to powinien poprowadzić zespół do końca. Chyba że w klubie są jeszcze inne powody, o których nie wiemy — twierdzi Fiałkowski.
Przypomnijmy, że Grzegorz Walasek dość niespodziewanie został trenerem Falubazu. Jeszcze rok temu był czynnym zawodnikiem. Dostał jednak propozycję trenera ekstraligowej drużyny i zakończył karierę. Czy z perspektywy czasu to był dobry ruch, aby zawodnikowi bez doświadczenia powierzać takie stanowisko?
— To jest loteria. Byli bardzo dobrzy zawodnicy, a potem mierni trenerzy, ale też na odwrót. Wydaje mi się, że dużo o predyspozycjach ewentualnego kandydata na trenera mówi to, jak się zachowuje w parku maszyn i poza nim. Czy pomaga kolegom z drużyny czy nie? Wiele czynników decyduje o tym, czy ktoś nadaje się czy nie. Można by napisać encyklopedię. Ale menedżer w żużlu to jedno, a trener drugie. Co może pomóc jakikolwiek trener zawodnikom, którzy na żużlu jeżdżą kilkanaście lat? Rzeczywisty trener raczej nadaje się do prowadzenia juniorów. To jednak też nie wszystko. Zawodnicy sami muszą ciężko pracować. Pamiętam, jak kiedyś byłem w Gorican na zgrupowaniu GKM. Podszedł do mnie jeden z juniorów i pyta, czy Tomasz Gollob może mu pomóc w startach? Tomek się o tym dowiedział, podszedł do niego i mówi, jeżeli spalisz 100 sprzęgieł i wykonasz 1000 startów, to wtedy powiem ci, co robisz źle. Gdy do GKM przyszedł Rafał Okoniewski, to dostałem wiele wykładów, jak powinien zachowywać się zawodnik na starcie. Na własne oczy widziałem, ile Rafał Okoniewski, który nie był jeszcze trenerem, ale naszym młodym zawodnikom pomógł. Natomiast jeżeli chodzi o menedżera, to jest przede wszystkim od prowadzenia drużyny w meczu. Co on jednak może, gdy zespół jest silny i wygrywa wyścigi? Może usiąść na trybunach i pić kawę. Oczywiście, jak dzieje się źle, to może wkroczyć do akcji i zwrócić uwagę na kwestie torowe, ale już na przykład sprzętowe, to sprawa między zawodnikiem a jego teamem. Myślę, że jedną z najważniejszych ról menedżera jest budowanie atmosfery w drużynie. Jaka była w Falubazie? Wszyscy widzieliśmy — dodaje.
Co pokażą kamery?
Zdaniem Zbigniewa Fiałkowskiego sytuacja Falubazu na tle innych ekip w PGE Ekstralidze jest najbardziej zagadkowa. — Nikt do końca nie wie, co się tam dzieje — mówi Fiałkowski. — Balon pęczniał i wybuchł. Najpierw było zwolnienie prezesa Adama Golińskiego, a teraz Grzegorz Walasek. Kto wie, czy to już koniec personalnych zmian, czy dopiero początek. Na pewno w klubie próbują robić dobrą minę do złej gry. Teraz zobaczymy, co pokażą kamery w parkingu podczas meczów PGE Ekstraligi. Czy coś się tam zmieniło po odejściu Walaska. Bo od początku sezonu nie widziałem tam atmosfery. Nie było widać, żeby ten parking żył — dodał.