W drugiej połowie Lech Poznań wprowadzał piłkę do gry z rzutu rożnego. Po dośrodkowaniu w pole karne na strzał głową zdecydował się Robert Gumny. Piłka mogła powędrować w światło bramki, jednak odbiła się od Tobiasa Becha.
Piłkarze Lecha od razu zaczęli domagać się rzutu karnego. Ich zdaniem piłkarz AGF Aarhus odbił bowiem piłkę ręką, która nie znajdowała się blisko ciała. – Sędzia może powiedzieć, że to była odległość (ręki od ciała, red.) zbyt bliska, że nie było tutaj celowości. Zobaczymy, jak to będzie interpretował – mówił komentujący to spotkanie na antenie TVP Sport Grzegorz Mielcarski.
– To jest strzał w światło bramki. Myślę, że tutaj sędzia powinien podejść do monitora. To jest przywilej zawodników – dodał. Gra została na chwilę wstrzymana, jednak sędzia Juxhin Xhaja nie podyktował „jedenastki”. Nie zdecydował się nawet na przyjrzenie się tej sytuacji na monitorze VAR.
Sytuacja ta mogła mieć spore znaczenie dla przebiegu tego spotkania. Miała ona miejsce w drugiej połowie, kiedy Lech przegrywał już 0:2. Ewentualny rzut karny i bramka mogłyby zmienić obraz meczu i dać mistrzom Polski sygnał do walki.
Tak się jednak nie stało, a kolejne minuty również nie potoczyły się po myśli zespołu z Poznania. W regulaminowym czasie gry przyjezdni wygrali 3:0, wyrównując stan rywalizacji (Lech zwyciężył pierwszy mecz 4:1, red.). W dogrywce oba zespoły dołożyły po jednej bramce, co oznaczało, że kwestię awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów rozstrzygnęły rzuty karne.
W serii „jedenastek” lepiej spisali się piłkarze z Aarhus, którzy wykorzystali cztery podejścia. Lech zmarnował z kolei dwa rzuty karne, żegnając się z walką o LM.
ZOBACZ WIDEO: Tak Lewandowski ocenił debiut. „Praktycznie niemożliwe”