Wpis premiera

„Wczoraj w nocy, podczas masowego ataku rakietowego na Ukrainę, jedna z rakiet manewrujących Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła 50 km od miasta Lublin” – poinformował szef polskiego rządu we wpisie na platformie X. Jak przekazał, rakieta była uzbrojona. 

Premier podkreślił, że najprawdopodobniej pocisk należał do Rosji. Podziękował również sojusznikom za wsparcie. „Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy” – napisał. 

Po eksplozji został krater

Według wcześniejszych informacji łącznie wykryto 20 obiektów, które zbliżyły się do polskiej przestrzeni powietrznej. Jeden z nich wleciał w nią na głębokość ok. 80 kilometrów i spadł w okolicach Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie. W wyniku eksplozji powstał krater o średnicy 10 metrów i głębokości 5 metrów. Pocisk wykryto ok. godz. 3.40, a po upływie 6 minut zniknął z radarów. 

Ekspert wskazuje na prowokację

Prawdopodobnie doszło do jeszcze jednego naruszenia. W tym przypadku rakieta otarła się o granicę i najpewniej zawróciła na wschód. Na antenie Polskiego Radia 24 Mariusz Cielma z „Nowej Techniki Wojskowej” ocenił, że to prawdopodobnie świadoma prowokacja. Wskazuje na to chociażby typ pocisku, który jest rakietą manewrującą. 

– Jak sama nazwa wskazuje, ma on zaprogramowaną trasę lotu. Oznacza to, że ktoś musi wcześniej szczegółowo opracować jego trajektorię. Nie jest to proste uzbrojenie działające na zasadzie rzuconego kamienia, który spada po jednej linii. Pocisk ten może zmieniać kurs, co Rosjanie regularnie wykorzystują. Dzięki temu są w stanie zaatakować broniony obiekt lub miasto z najmniej prawdopodobnego kierunku – mówił. 

– Jeśli ktoś precyzyjnie planuje trasę przelotu takich pocisków tak, aby ocierały się o granicę, ma w tym konkretny cel. Chodzi o wywołanie niepokoju oraz zmuszenie naszego wojska do podjęcia określonych działań – ocenił ekspert. 

Redakcja poleca