Łukasz Witczyk – korespondencja z Katowic

Dla GKS-u Katowice był to powrót do europejskich pucharów po 23 latach przerwy. W 2003 roku doszło do pamiętnej kompromitacji z macedońską Cementarnicą Skopje, z którą GieKSa nie odniosła zwycięstwa i przegrała przez gorszy bilans goli strzelonych na wyjeździe. Rywalom w dwumeczu wyszedł jeden strzał i pozbawił Katowiczan marzeń o podboju Europy.

To jednak odległa przeszłość, a w klubie od tego czasu zmieniło się dosłownie wszystko. Wszyscy w GKS-ie liczyli na to, że europejska przygoda potrwa dłużej niż jeden dwumecz. Jednak po pierwszym spotkaniu bliżej awansu była MSK Żylina, która u siebie wygrała 2:1. To oznaczało, że GieKSa od pierwszego gwizdka musiała gonić.

ZOBACZ WIDEO: Wisła Kraków zachwyciła. Nie tylko w Polsce

Zgodnie z zapowiedziami GKS od pierwszego gwizdka ruszył do ataków i robił wszystko, by jak najszybciej odrobić straty. Dwie świetne okazje zmarnował Adam Zrelak, a po jednym z uderzeń piłka trafiła w słupek. Chwilę później tuż nad poprzeczką z rzutu wolnego strzelił Bartosz Nowak. Swoje szanse mieli też goście. W 18. minucie Marko Roginić był w sytuacji sam na sam z Gabrielem Kobylakiem i pewnie nawet sam strzelec nie wie, w jaki sposób posłał piłkę obok słupka.

GKS miał optyczną przewagę, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Katowiczanie wymieniali więcej podań, częściej byli przy piłce i w polu karnym rywali, ale ci zamurowali bramkę i na niewiele pozwalali gospodarzom w ofensywie. Do przerwy gole nie padły.

Drugą połowę od mocnego uderzenia mogła rozpocząć ekipa z Żyliny. W polu karnym jednak kilku centymetrów brakło Krisztianowi Bariemu, by strącić piłkę i wpakować ją do bramki. Dla GieKSy to był sygnał ostrzegawczy. Wnioski zostały wyciągnięte błyskawicznie. Już w 49. minucie po dośrodkowaniu głową bramkarza Żyliny pokonał Zrelak. Dwumecz zaczął się od nowa.

Radość trwała krótko. W 57. minucie, ograniczająca się do bronienia i konstruowania kontrataków ekipa ze Słowacji, zdołała doprowadzić do wyrównania. Kompletnie zaskoczonego Kobylaka pokonał Frantisek Kosa i trybuny Areny Katowice na chwilę zamilkły.

Po straconym golu GKS starał się atakować, ale próby Katowiczan kończyły się na linii pola karnego rywali. Z dośrodkowaniami bez problemów radził sobie bramkarz Jakub Badzgon. Ze stałych fragmentów zagrożenie próbował stwarzać Nowak, ale tego wieczora miał rozregulowany celownik. Trudno jednak atakować, gdy przeciwnik broni się całym zespołem.

Na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry trener Rafał Górak zdecydował się na trzy ofensywne zmiany i już po chwili przyniosły one efekt. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego w wykonaniu Nowaka piłkę głową strącił Mateusz Wdowiak, co kompletnie zmyliło golkipera słowackiego zespołu. Piłka wpadła do bramki, a Nowa Bukowa dosłownie odleciała. Nie ostatni raz tego dnia.

Trzy minuty później fatalny błąd w defensywie popełnił jeden z graczy Żyliny. Wykorzystał to wprowadzony na boisko kilka minut wcześniej Ilja Szkurin i z najbliższej odległości pokonał Badzgona. Było 3:1, a ten wynik awansem premiował GKS. Teraz to goście ze Słowacji musieli gonić, ale nie mieli argumentów i musieli pożegnać się z europejskimi pucharami.

GKS Katowice – MSK Żylina 3:1 (0:0)
1:0 – Adam Zrelak 49′
1:1 – Frantisek Kosa 57′
2:1 – Mateusz Wdowiak 79′ 
3:1 – Ilja Szkurin 82′

Składy: 

GKS Katowice: Gabriel Kobylak – Alan Czerwiński, Arkadiusz Jędrych, Lukas Klemenz – Erik Jirka (75′ Marcin Wasielewski), Kacper Łukasiak (90′ Sebastian Milewski), Bartosz Wolski, Borja Galan (75′ Mateusz Wdowiak) – Eman Marković (64′ Szymon Bartlewicz), Adam Zrelak (75′ Ilja Szkurin), Bartosz Nowak.

MSK Żylina:  Jakub Badzgon – Tobias Paliscak, Jan Minarik, Aleksandre Narimanidze – Timotej Hranica (89′ Patrik Baleja), Fabian Bzdyl (89′ Daniel Homet), Miroslav Kacer (64′ Xavier Adang), Krisztian Bari – Frantisek Kosa (69′ Michal Fasko), Marko Roginić, Patrik Ilko (64′ Andrei Florea).

Żółte kartki: Lukas Klemenz, Kacper Łukasiak (GKS Katowice) oraz Timotej Hranica, Tobias Paliscak (MSK Żylina).

Sędzia: Bence Csonka (Węgry).