Rozmowa rozpoczęła się od pytania, które od miesięcy powraca w debacie publicznej: czy Rosja może w najbliższym czasie uderzyć na Polskę lub inne państwo NATO. Zdaniem gen. Gromadzińskiego taki scenariusz jest obecnie mało realny.

— Nie tylko w ciągu roku, ale w najbliższych pięciu latach Rosja nie będzie w stanie podjąć żadnej działalności militarnej przeciwko NATO, żadnemu z krajów NATO oficjalnie — ocenił.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Generał podkreślił, że Rosja nie dysponuje dziś odpowiednim potencjałem gospodarczym do prowadzenia pełnoskalowego konfliktu z Sojuszem Północnoatlantyckim. Jednocześnie zaznaczył, że nie oznacza to braku zagrożenia.

— Nie wykluczam sabotażu, dywersji i innych działań poniżej progu wojny. Tego typu zagrożenia są jak najbardziej realne — powiedział.

Marcin Wyrwał: Dobrze, że zawyły syreny w Lublinie. Tylko co dalej? Nie mamy, gdzie się schronić!

Przeczytaj tekst w Onecie

Sklejka 20260730 1711Sabotaż zamiast inwazji?

Według byłego dowódcy Eurokorpusu większym zagrożeniem niż rosyjskie czołgi przekraczające granicę są działania prowadzone w szarej strefie między pokojem a wojną.

W tym kontekście wskazywał na przypadki rakiet i dronów wpadających na terytoria państw NATO oraz możliwość przeprowadzenia operacji podobnych do ukraińskiej akcji „Pajęczyna”, podczas której przy użyciu dronów ukrytych w kontenerach zaatakowano rosyjskie lotniska.

— Takie coś może się zdarzyć i tego nie można wykluczyć. Tylko żeby to zrobić, Rosjanie muszą mieć bardzo dobrze rozwinięty system rozpoznania, wsparcie lokalne i odpowiednie przygotowanie. To jest możliwe — ostrzegł.

Jego zdaniem problemem jest również brak zdecydowanej reakcji Zachodu na kolejne incydenty. — Definitywnie tych zdarzeń jest za dużo. Jeżeli nie zareagujemy, dojdzie kiedyś do tragedii z ofiarami śmiertelnymi i wtedy wszyscy będą narzekać, że nie podjęto działań wcześniej — mówił.

„Nie jesteśmy w stanie osłonić całego kraju”

Najostrzejsza krytyka generała dotyczyła polskiego systemu obrony przeciwlotniczej. Pytany, czy Polska byłaby dziś w stanie skutecznie obronić rafinerię, terminal LNG lub inną strategiczną infrastrukturę przed atakiem rakietowym, odpowiedział bez wahania: „Nie wierzę w to. Mamy za mało środków przeciwlotniczych, aby pokryć cały teren kraju”.

Według niego właśnie rozbudowa wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej powinna być absolutnym priorytetem państwa. — Dla nas najważniejsze jest budowanie obrony balistycznej, przeciwrakietowej, przeciwlotniczej i przeciwdronowej. My tego nadal nie robimy w wystarczającym stopniu — stwierdził.

Jak podkreślił, bez odpowiedniej osłony nawet nowoczesne wojska lądowe pozostaną łatwym celem.

Zagraniczne ośrodki alarmują w sprawie polskich umocnień na granicy z Rosją. Obejrzałem ją z ziemi. Jest jeszcze gorzejKrytyka ochrony infrastruktury wojskowej

W trakcie rozmowy pojawił się także temat fizycznego zabezpieczenia jednostek wojskowych i infrastruktury krytycznej. Punktem wyjścia były obserwacje Marcina Wyrwała, który opisywał wizytę przy jednej z jednostek wojskowych, gdzie przez kilka godzin mógł swobodnie obserwować teren bez żadnej reakcji służb.

Generał nie krył zaniepokojenia. — Nie podchodzimy do tej ochrony na poważnie, bo nie było jeszcze zdarzenia. W Polsce wszystko jest akcyjne. Jeśli coś się wydarzy, wtedy zaczynamy działać i często marnujemy pieniądze — ocenił.

Jako przykład wskazał działania podejmowane po incydentach na kolei, gdy do ochrony torów skierowano żołnierzy, zamiast wykorzystać nowoczesne systemy monitoringu. — Mamy drony, mamy kamery, mamy technologię. Można to robić znacznie skuteczniej i taniej, ale trzeba podejść do problemu systemowo — dodał.

Tarcza Wschód? „Nie tędy droga”

Duża część rozmowy dotyczyła także projektu Tarcza Wschód. Choć rząd przedstawia program jako jeden z fundamentów przygotowań obronnych Polski, gen. Gromadziński sceptycznie ocenia pomysł rozbudowy rozległych umocnień przy granicy.

— Nie widzę sensu budowania tak dużych umocnień infrastrukturalnych na granicy. Są one pierwszym celem do zniszczenia w początkowej fazie konfliktu — ocenił.

W jego opinii obrona powinna być budowana nie na samej granicy, lecz w głębi kraju.

— Tarcza Wschód powinna oznaczać przygotowanie do obrony pasa o głębokości nawet 100 kilometrów. Kanalizowanie ruchu wojsk, odpowiednie wykorzystanie lasów, infrastruktury i przeszkód terenowych. Współczesna obrona nie polega na stawianiu kolejnych rzędów betonowych jeży — tłumaczył.

Polska armia jest silniejsza niż kiedykolwiek

Mimo licznych uwag krytycznych generał podkreślał, że Polska wykonała ogromny krok naprzód w modernizacji armii. Jako przykład wskazał artylerię, która niemal całkowicie przeszła już na standard natowski 155 mm, oraz gigantyczne zakupy wyrzutni HIMARS i południowokoreańskich Chunmoo.

— Mamy dziś naprawdę bardzo silne wojska lądowe. Naprawdę z dużym potencjałem — podkreślił. Zdaniem wojskowego skala zakupów sprawia, że Rosja musi brać pod uwagę wysokie koszty ewentualnej agresji.

Problem numer jeden: wszystko działa osobno

Jednocześnie gen. Gromadziński zwracał uwagę, że nowoczesny sprzęt nie wystarczy, jeśli nie zostanie połączony w jeden spójny system. — My mamy zdolności wyspowe. W pewnych segmentach mamy bardzo nowoczesne rozwiązania, ale nie mamy ich spiętych w całość — mówił.

Jako przykład podał konieczność integracji samolotów F-35 z F-16, wojsk lądowych z systemami zarządzania polem walki oraz wykorzystania sztucznej inteligencji do analizy ogromnych ilości danych pochodzących z sensorów i dronów.

— Polska nie ma czasu. Jesteśmy za blisko potencjalnego przeciwnika. Dlatego szybkość działania i uproszczenie systemów dowodzenia są kluczowe — podkreślił.

Rewolucja dronowa jeszcze nie dotarła do Polski

Generał przyznał również, że Polska nie wykorzystuje w pełni doświadczeń płynących z wojny w Ukrainie. Choć chwalił polskie firmy, takie jak WB Electronics, i przypominał, że polska armia należała do pionierów wykorzystywania bezzałogowców do kierowania ogniem artylerii, jednocześnie krytykował tempo wdrażania nowych rozwiązań.

— Zapowiedzi i przecinanie wstęg to za mało. Jak zobaczę, że coś zostało realnie wdrożone do sił zbrojnych, wtedy uwierzę — stwierdził.

Według niego drony nie powinny tworzyć odrębnego rodzaju wojsk, lecz wzmacniać istniejące formacje. — Dron nie jest nowym rodzajem sił zbrojnych. To narzędzie, które ma zwiększać możliwości artylerii, rozpoznania, wojsk lądowych i lotnictwa — argumentował.

„Jesteśmy w połowie drogi”

Na zakończenie rozmowy Marcin Wyrwał ponownie wrócił do głównego pytania: jak daleko Polska jest od pełnej gotowości na ewentualny konflikt z Rosją?

Gen. Gromadziński ocenił, że kraj znajduje się mniej więcej w połowie drogi. — Jesteśmy na poziomie około 50 proc. zdolności. W niektórych obszarach osiągnęliśmy 70 czy 80 proc., w innych ledwie 30 proc. — powiedział.

Najmocniejszym elementem pozostają wojska lądowe, natomiast największe słabości to obrona przeciwlotnicza, logistyka i marynarka wojenna. Mimo wszystko generał pozostaje umiarkowanym optymistą. Jego zdaniem Polska dysponuje cechą, która wielokrotnie pomagała jej w kryzysowych sytuacjach.

— Mamy ponadprzeciętną zdolność do adaptacji. Potrafimy bardzo szybko dostosowywać się do nowych warunków. Tylko chciałbym, żeby tym razem nie trzeba było ratować się improwizacją. Potrzebujemy systemowych rozwiązań i planowego działania — podsumował.