Nagły, rekordowy skok popytu na pellet i drewno kominkowe w środku lata pokazuje, że Polacy coraz szybciej reagują na zmiany cen i dostępności opału. W ciągu jednej doby zapytania o drewno wzrosły o 738 proc., a o pellet o 117 proc., podczas gdy jego cena osiąga historyczne poziomy 2200-2500 zł za tonę. Puste magazyny, braki surowca i wyjazdy po opał do Czech sprawiają, że sezon grzewczy 2026 zaczyna się już w lipcu.
- Nagły skok popytu w środku lata pokazuje, że Polacy coraz częściej planują sezon grzewczy z dużym wyprzedzeniem, reagując na chłodniejszy dzień wzrostem zapytań o opał o setki procent.
- Ceny pelletu osiągają rekordowe poziomy 2200-2500 zł za tonę, a braki surowca sprawiają, że magazyny pustoszeją natychmiast po dostawie, zmuszając część mieszkańców do wyjazdów po opał do Czech.
- Rynek ostrzega, że jesienią pellet może być nie tylko drogi, ale przede wszystkim trudno dostępny, dlatego eksperci radzą zabezpieczyć zapasy już teraz, zanim rozpocznie się sezon grzewczy.
Lato 2026 przynosi nieoczekiwany zwrot na rynku opału. W ciągu zaledwie jednej doby popyt na drewno kominkowe wzrósł o 738 proc., a na pellet o 117 proc. – wynika z danych Oferteo.pl. To skala, która w środku sezonu urlopowego nie zdarza się praktycznie nigdy. Wystarczył jeden chłodniejszy dzień, by Polacy masowo zaczęli myśleć o zimie. Rynek opału reaguje natychmiast: ceny pelletu rosną, zapasy topnieją, a część składów świeci pustkami.
Magazyny świecą pustkami. Tanio nie jest, a Polacy rzucili się na pellet
Pellet, który jeszcze kilka lat temu uchodził za jedno z najtańszych paliw, dziś staje się produktem niemal luksusowym. W wielu miejscach w Polsce dystrybutorzy przyznają, że kolejne dostawy sprzedają się „na bieżąco”, a magazyny, które o tej porze roku były pełne, są niemal puste. W mniejszych składach zostaje po kilka worków, a sprzedawcy nie potrafią określić, kiedy pojawi się kolejny transport.
Ceny pelletu osiągają rekordowe poziomy. Portal „Nowej Trybuny Opolskiej” wskazuje, że za tonę certyfikowanego opału trzeba dziś zapłacić 2200-2500 zł, podczas gdy rok temu kosztował ok. 1400 zł. To wzrost przekraczający 50 proc. i jeden z najwyższych w historii rynku. W efekcie – jak czytamy – mieszkańcy terenów przygranicznych coraz częściej jeżdżą po pellet do Czech, gdzie tona kosztuje ok. 1920 zł – nawet kilkaset złotych mniej niż w Polsce.
Coraz więcej kotłów, mroźna zima i spowolnienie w przemyśle drzewnym
Branża wskazuje na nakładanie się kilku czynników: rosnącą liczbę kotłów pelletowych (ok. 450 tys. instalacji w kraju), wyjątkowo mroźną zimę, która opróżniła magazyny, oraz spowolnienie w przemyśle drzewnym i meblarskim. To ostatnie ograniczyło dostępność trocin – podstawowego surowca do produkcji pelletu. Ich cena wzrosła z ok. 30 zł do ponad 110 zł za metr przestrzenny. Do tego dochodzi mniejsze pozyskanie drewna z lasów oraz zanik importu ze wschodu: pellet z Białorusi zniknął po sankcjach, a dostawy z Ukrainy ograniczyła wojna.
Magazyny, które o tej porze roku zwykle były pełne, dziś są niemal puste. Nie jesteśmy w stanie ich zapełnić. Produkcja sprzedaje się praktycznie na bieżąco
– mówi portalowi nto.pl Łukasz Horbacz z Polskiej Rady Pelletu.
Ekspert podkreśla, że problem ma charakter strukturalny: liczba kotłów rośnie, a dostępność surowca nie nadąża. Jego zdaniem jednym z rozwiązań mogłoby być obniżenie stawki VAT na pellet, co – według wyliczeń branży – mogłoby obniżyć cenę tony nawet o 500 zł.
Nagły wzrost popytu w lipcu to również efekt zmiany strategii zakupowych – zauważa WP Finanse. Polacy coraz częściej kupują opał z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, aby uniknąć jesiennej gorączki cenowej i problemów z transportem.
Skok zapytań o drewno opałowe o ponad 700 proc. w lipcu to dowód ogromnej świadomości ekonomicznej
– komentuje tymczasem Marta Kaleta-Domaradzka z Oferteo.pl. Jej zdaniem konsumenci działają dziś w dwóch perspektywach jednocześnie: reagują na upały, montując klimatyzację, ale równocześnie zabezpieczają opał na zimę.
Właściciele kotłów pelletowych, szukając oszczędności, coraz częściej pytają o tańsze alternatywy – pellet ze słonecznika czy agropellet. Różnica w cenie jest znacząca: 800-1000 zł za tonę agropelletu i 1200-1600 zł za pellet ze słonecznika. Eksperci ostrzegają jednak, że takie paliwa mogą powodować spieki, korozję wymienników i utratę gwarancji.
Pellet ze słonecznika i agropellet mają inną kaloryczność i trzeba inaczej ustawić sterowniki, żeby taki opał nadawał się do danego kotła
– mówi Jan Młynarczyk z Głuchołaz, cytowany przez nto.pl.
Podejrzanie tani pellet? Uwaga, to może być oszustwo
Na rynku pojawia się również coraz więcej oszustów. Fałszywe oferty pelletu po „promocyjnych” cenach kuszą klientów, żądając przedpłat.
Podejrzanie niska cena u nieznanego sprzedawcy to sygnał ostrzegawczy, a nie okazja. Nie wpłacajcie przedpłat
– apeluje Łukasz Horbacz, dystrybutor pelletu i członek Polskiej Rady Pelletu w rozmowie z „Nową Trybuną Opolską”.
Jak wskazuje, jedno z największych śledztw w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Siedlcach – ofiarą padło ponad 8 tys. osób.
Branża nie ma wątpliwości: najtrudniejsza część sezonu może dopiero nadejść. Jeśli obecne tempo sprzedaży się utrzyma, jesienią pellet może być nie tylko drogi, ale przede wszystkim trudno dostępny. Dlatego wielu ekspertów radzi, by nie czekać na wrzesień czy październik – w tym roku pellet przestał być paliwem, które można kupić „na ostatnią chwilę”.

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.


