Dudek, podobnie jak inni żużlowcy, mógł mieć spore obawy, czy uda mu się znaleźć odpowiednie przełożenia. Ze względu na zagrożenie opadami deszczu organizatorzy odwołali bowiem kwalifikacje i przykryli owal plandeką, którą zdjęli dopiero na pół godziny przed startem turnieju.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Jeśli chodzi o tor, to pozytywne zaskoczenie. Byliśmy tu chyba o godz. 11:00 i było dużo niepewności co z tą pogodą. Sytuacja na radarach wyglądała tak, jej we Wrocławiu: miało padać, nie miało padać, miało być później, wcześniej. Generalnie wszystko wyszło super, zwłaszcza patrząc na to, że ten tor po piątkowych zawodach za bardzo nie był przygotowany, bo chyba padał tu deszcz — stwierdził Dudek.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

— Ogólnie było dobrze. Phil [Morris] też na szczęście za dużo nie grzebał przy równaniach. Końcówka już była taka, że zaczął bronować krawężnik oraz płot i mówię: uuu, dużo się pozmienia, ale okazało się, że mi to pasowało pod względem przełożeń, więc super — dodał Polak.

W całej rundzie zasadniczej 34-latek był niemal bezbłędny. Punkty stracił tylko w 14. biegu, gdy minął linię mety trzeci, za Bartoszem Zmarzlikiem i Maxem Fricke.

— Dobrze trafiliśmy z ustawieniami. Na tym polega żużel, kto szybciej poustawia przełożenia, ten jeździ z przodu. Przy numerze 13 (nie było kwalifikacji, więc zawodnicy wylosowali numery na liście startowej — przyp. red.) i tym układzie pól startowych, który miałem, wykorzystałem też czwarte pole w pierwszej serii. Potem dopiero w dwóch ostatnich biegach Michael Jepsen Jensen pokazał, jak można z niego zdobyć punkty, bo czwarte pole ze startu było bardzo twarde. Dużo zatem fajnego poukładało się w tych zawodach. Po pierwszym biegu, gdy zobaczyliśmy jak chłopacy ślizgają się na tym torze, uznaliśmy, że tor jest jednak inny, niż przewidywaliśmy i jeszcze przed moim pierwszym wyścigiem zrobiliśmy dużą zmianę. Idealnie wszystko zagrało. Tak, że za dużo nie trzeba było grzebać — zdradził Dudek.

Patryk Dudek coraz bliżej utrzymania w Grand Prix

Polak awansował bezpośrednio do finału, razem z Brady’m Kurtzem, a przez biegi ostatniej szansy przebili się: Robert Lambert i Michael Jepsen Jensen.

Dudek, dzięki wygranej w rundzie zasadniczej, wybierał pole startowe jako pierwszy i ku zaskoczeniu kibiców nie wybrał czerwonego kasku. Zaskoczył kompletnie, decydując się na trzecie pole i biały kask.

— Patrząc na ostatnie biegi finałowe w różnych zawodach żużlowych pierwsze pole z reguły jest trudne. Tutaj też nie dawało jakiegoś wielkiego handicapu. Jeśli po prawej masz Lamberta, Kurtza i Jepsena Jensena, który z czwartego na bank będzie ciął w kredę. Kurtz pojedzie prosto na płot, a „Lambo” też będzie wszędzie, to raczej bez sensu brać pierwsze pole. Uznałem, że lepiej coś zakombinować z trzeciego przy równym starcie. A czułem się na tyle dobrze z tego pola, że myślałem: kurde. Czemu miałbym nie wygrać startu i ich założyć? Wydaje mi się, że wyszło ok — stwierdził Dudek.

Gdyby finał miał pojechać jeszcze raz, to decyzji też by nie zmienił.

— Ja nie lubię odpowiadać, co by było gdyby. Było minęło, szach mat. To takie wróżenie z fusów. Z drugiego miejsca jestem bardzo zadowolony. Zdobyłem sporo punktów i ulokowałem się stabilniej w TOP7, gwarantującym miejsce w Grand Prix na przyszły sezon.

Polak przed turniejem miał spore obawy, czy uda mu się jeszcze włączyć do walki o utrzymanie w cyklu.

— Patrząc na to, że Leon Madsen i Max Fricke wygrali po jednym turnieju, a to daje 20 punktów i mega skok w rankingu, wiedziałem, że — przy oczywiście nieszczęściu kontuzjowanych chłopaków: Fredrika Lindgrena, Jacka Holdera i Daniela Bewleya — też potrzebuję na pewno pojechać w jakimś finale, by o tę siódemkę powalczyć. Bartek [Zmarzlik] na pewno się utrzyma, Kacper Woryna zdobył miejsce w Grand Prix Challenge w Terenzano, więc nie liczę na to, że dostanę na przyszłoroczny sezon mistrzostw świata „dziką kartę”. Trzeba walczyć. Teraz wskoczyłem do tej siódemki, chociaż jeszcze nawet nie wiem, jaką mam przewagę nad innymi chłopakami. Na pewno się to wyrównało. Przed nami jeszcze trzy turnieje. Zobaczymy, co się wydarzy — skwitował Dudek.

Reprezentant Polski z 9. miejsca przesunął się na 5. pozycję. Nad ósmym w klasyfikacji generalnej Maxem Frickiem ma zaledwie siedem „oczek” przewagi. Do końca sezonu w Grand Prix pozostały jeszcze trzy rundy.

Poza utrzymaniem w TOP7 Dudek ma jeszcze drugą szansę na pozostanie w Grand Prix. Musiałby drugi sezon z rzędu zostać indywidualnym mistrzem Europy. Tam też do rozegrania są jeszcze trzy rundy, a Polak na razie jest współliderem (ma 14 punktów, tyle samo co Leon Madsen). Która ścieżka do Grand Prix jest łatwiejsza?

— Trudno powiedzieć. To są takie pytania, na które nie potrafię odpowiedzieć — skwitował reprezentant Polski.