Calum Scott najlepiej czuje się tam, gdzie piosenka potrzebuje nie tylko dobrego głosu, ale także interpretacji. Swoim sobotnim koncertem w Operze Leśnej potwierdził, że jego największą siłą pozostaje umiejętność budowania emocji – od tanecznego „Dancing On My Own”, przez przejmujące „No Matter What” i „Mad”, po ballady, które wybrzmiały w wyjątkowej scenerii sopockiego amfiteatru. Publiczność dostała przekrojowy koncert, w którym znalazło się miejsce zarówno na hity, jak i osobiste historie stojące za muzyką.


Koncerty pop w Trójmieście – Kalendarz imprez IMPREZY I WYDARZENIA

więcej

Calum Scot – piosenki i muzyka, które opowiadają historie i wyrażają emocje

zawsze elegancko, niezależnie od charakteru wydarzenia
4%

raczej swobodnie, stawiam na wygodę
26%

dopasowuję strój do rangi wydarzenia
26%

przede wszystkim kieruję się warunkami pogodowymi
44%

Calum Scott należy do grona tych wokalistów, których kariera opiera się przede wszystkim na głosie i emocjonalnej interpretacji. Brytyjski artysta zdobył międzynarodową popularność dzięki własnej interpretacji „Dancing On My Own” Robyn. Ten cover stał się jednym z najważniejszych momentów jego kariery, pokazując, że Scott potrafi nadać znanym utworom własny charakter i wydobyć z nich zupełnie nowe emocje.

Później jego pozycję ugruntowały albumy „Only Human” oraz „Bridges”. Jego znakiem rozpoznawczym pozostają piosenki, w których techniczna sprawność wokalna podporządkowana jest historii opowiadanej przez tekst.

Scott nie buduje swojej popularności wyłącznie na efektownych możliwościach głosu. Najważniejsze jest dla niego przekazanie emocji.

„Avenoir” – najbardziej osobisty album Caluma Scotta

Trasa koncertowa, w którą artysta wyruszył pod koniec ub. r., promuje trzeci studyjny album artysty – „Avenoir”, wydany jesienią 2025 r. Tytuł płyty pochodzi od pojęcia stworzonego przez Johna Koeniga na potrzeby The Dictionary of Obscure Sorrows i odnosi się do pragnienia, by doświadczać wspomnień w odwrotnym porządku – jakby można było spojrzeć na własne życie z perspektywy czasu, który jeszcze nie nadszedł.

To określenie dobrze pasuje do charakteru najnowszego materiału Scotta. Jeśli „Only Human” i „Bridges” budowały jego pozycję jako wokalisty zdolnego do wielkich, emocjonalnych ballad, Avenoir pokazuje przede wszystkim artystę bardziej skupionego na osobistych doświadczeniach, relacjach i refleksji nad tym, co kształtuje człowieka.

Dlatego koncertowa narracja nie opiera się wyłącznie na przebojach. Pomiędzy piosenkami Scott opowiada o ich powstawaniu i o historiach, które stoją za poszczególnymi utworami.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Mimo przesunięcia rozpoczęcia o 15 min, kolejka do wejścia była tak długa, że wielu uczestników nie zdążyło na czas i zajmowało swoje miejsca na widowni, gdy Calum Scott już śpiewł w najlepsze.

Tłumy przed wejściem, które ciężko było „rozładować”

Na kilkanaście minut przed rozpoczęciem koncertu kolejka przed wejściem do Opery Leśnej sięgała aż do połowy Alei Sław. Już wtedy było jasne, że tak dużego tłumu nie uda się sprawnie rozładować i część osób nie zdąży zająć miejsc przed rozpoczęciem występu.

Była to sytuacja, z którą – mimo że od blisko dwóch dekad regularnie i często uczestniczę w wydarzeniach w Operze Leśnej – spotkałam się chyba po raz pierwszy. Czym była spowodowana? Tego nie udało mi się ustalić.

Organizatorzy przesunęli koncert o kwadrans, ale wielu widzów i tak pierwsze jego minuty spędziło jeszcze w kolejce. Część osób wbiegła na widownię podczas pierwszego utworu, próbując szybko odnaleźć swoje miejsca.

Te niedogodności nie wpłynęły jednak na atmosferę wieczoru. Widownia wypełniła się niemal całkowicie, a gdy tylko Scott rozpoczął występ, uwaga wszystkich skupiła się już wyłącznie na scenie.

Koncerty na filmach czytelników

więcej

Od energicznej zabawy do wzruszeń przy przejmujących balladach

Setlista „The Avenoir Tour” została skonstruowana tak, by pokazać różne strony twórczości Scotta. Początek koncertu przyniósł bardziej energetyczne utwory, przy których publiczność natychmiast poderwała się z miejsc. Było śpiewanie, taniec i spontaniczne reakcje charakterystyczne dla koncertów artysty, którego piosenki od lat obecne są w radiu.

Później tempo zwolniło. W bardziej kameralnej części koncertu zabrzmiały między innymi „Gone”, „Mad” i „No Matter What”. To właśnie w takich utworach najlepiej słychać, dlaczego Scott zdobył tak dużą popularność. Jego głos ma charakterystyczną barwę, ale równie ważny jest sposób, w jaki interpretuje tekst.

Nie chodzi wyłącznie o technikę. Scott potrafi budować napięcie, operować dynamiką i sprawić, że nawet dobrze znane utwory zachowują osobisty wymiar.

Podczas koncertu nie zabrakło także nowych kompozycji z albumu Avenoir, w tym singla „God Knows”, oraz największych przebojów: „You Are The Reason”, „Rise” i „Dancing On My Own”.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

Calum Scott śpiewa przechadzając się po widowni

Bliskość i interakcja z publicznością

Jednym z elementów wyróżniających koncerty Scotta jest sposób budowania relacji z publicznością. W Sopocie artysta sporo mówił między utworami. Opowiadał o powstawaniu piosenek, własnych doświadczeniach i o tym, jak życiowe wydarzenia wpływają na jego twórczość.

Nie zabrakło także polskich akcentów. Scott pochwalił się, że od ostatniej wizyty w Polsce nauczył się kolejnych słów w naszym języku. Przywitał się po polsku i dziękował za ciepłe przyjęcie.

Mimo że występował przed kilkoma tysiącami osób, potrafił stworzyć atmosferę bliższą kameralnemu spotkaniu (w pewnej chwili, jak przed tygodniem zrobił to

Seal

, zdecydował się też na spacer po widowni w trakcie wykonywania jednej z piosenek). To zresztą jedna z cech, która wyróżnia jego koncerty – bezpośredniość i umiejętność znalezienia wspólnego języka z odbiorcami.


WIĘCEJ NA TEN TEMAT
Nowe lokale – sprawdziliśmy, które warto odwiedzić

Więcej artykułów
(210)

Przejmujący duet z głosem Whitney Houston

Jednym z najbardziej interesujących momentów koncertu było „I Wanna Dance With Somebody”. Scott nie potraktował przeboju Whitney Houston jako klasycznego coveru. W jego interpretacji taneczny hit zyskał bardziej melancholijny charakter, a emocjonalny wymiar tekstu wysunął się na pierwszy plan.

W Sopocie wokalista wykonał ten utwór w duecie z głosem Whitney Houston, wykorzystując oryginalne partie wokalne legendy popu. Było to spotkanie dwóch różnych pokoleń artystów i przykład tego, jak współczesna technologia może służyć muzycznej interpretacji.

Na widowni bawiło się blisko 5 tys. osób.

Zespół na scenie skromny, ale akompaniament bogaty

Na scenie Scottowi towarzyszył kilkuosobowy zespół, ale koncert miał znacznie bardziej rozbudowane brzmienie, niż sugerowałby sam skład muzyków. Wokalista korzystał z rozwiązań charakterystycznych dla współczesnych dużych produkcji koncertowych – obok instrumentów granych na żywo pojawiały się dodatkowe warstwy aranżacyjne, przygotowane wcześniej i zsynchronizowane z występem. Dzięki temu możliwe było odtworzenie bogactwa brzmienia znanego z nagrań studyjnych bez rezygnowania z energii koncertu na żywo.

Takie rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdziło się w balladach, które są fundamentem repertuaru Scotta. Rozbudowane tło instrumentalne pozwoliło wydobyć z nich bardziej przestrzenny, niemal filmowy charakter, podkreślając zarówno dynamikę kompozycji, jak i możliwości interpretacyjne wokalisty. Nie zmieniało to jednak faktu, że najważniejszym elementem pozostawał jego głos – to on prowadził narrację utworów i budował emocjonalny kontakt z publicznością.

Siarczysty deszcz jako pełnoprawny element koncertu

Największą niespodziankę tego wieczoru przygotowała jednak pogoda.

W trakcie koncertu nad Sopotem rozpętała się ulewa. W wielu plenerowych miejscach oznaczałoby to problem, ale Opera Leśna po raz kolejny pokazała swoją wyjątkowość.

Dach chronił publiczność przed deszczem, jednocześnie pozostawiając otwartą przestrzeń wokół sceny i widowni. Dzięki temu można było obserwować opady spadające na otaczający las, słuchając muzyki bez konieczności szukania schronienia.

Szum deszczu mieszał się z dźwiękami koncertu. To był jeden z tych momentów, których nie da się zaplanować. Natura dopisała własną warstwę do przygotowanego wcześniej widowiska.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

You Are The Reason, wykonane na bis, kilkutysięczna publiczność zaśpiewała razem z gwiazdą wieczoru

Koncert, po którym artysta nie mógł tak po prostu zejść ze sceny

Po ok. półtorej godzinie Scott pożegnał się ze sceną, ale publiczność szybko wywołała go na bis. W finałowej części koncertu zabrzmiały między innymi „Rise” i „You Are The Reason”, odśpiewane jednym chórem razem z publicznością.

Tym razem niewiele osób zdecydowało się opuścić widownię przed końcem wydarzenia, co jest charakterystyczne nie tylko dla wydarzeń w Operze Leśnej, ale w Trójmieście w ogóle. Być może dlatego, że padało i wychodzenie na tę ulewę było dla wielu osób ostatnią rzeczą, na którą wówczas miały ochotę. Przede wszystkim jednak dlatego, że był to wieczór, którego trudno było tak po prostu zakończyć, bo zabawa była znakomita i nie chciało się jej kończyć.


Katalog.trojmiasto.pl –
Chcesz zostać gwiazdą estrady? Oni ci w tym pomogą


więcej

Wybierając się na koncerty, pamiętajcie, że to wprawdzie opera, ale jednak leśna

Droga powrotna dla wielu osób była już mniej komfortowa. Woda płynęła alejkami, a niejedna elegancko ubrana uczestniczka musiała zdjąć sandałki na cienkich obcasach i boso dotrzeć do samochodu czy taksówki, bo podczas brodzenia w wodzie buty same zsuwały się ze stóp.

To zresztą dobra lekcja dla wszystkich wybierających się na koncert do Opery Leśnej. Warto pamiętać, że choć w nazwie tego miejsca najpierw pojawia się słowo „opera”, równie ważny jest jej drugi człon – „leśna”, bo to on determinuje warunki koncertowe. Wygodne buty i odzież przygotowana na zmianę pogody często okazują się najlepszym wyborem.

A ci, którzy wracali do domu przemoknięci, być może za jakiś czas właśnie tę część wieczoru będą wspominać z największym sentymentem. Bo koncerty zapamiętuje się nie tylko za sprawą muzyki. Czasem równie ważne są miejsce, ludzie i okoliczności, które sprawiają, że jeden wieczór różni się od wszystkich innych.