NATO analizuje możliwość zwiększenia liczby amerykańskich bomb atomowych rozmieszczonych w Europie – podała Deutsche Welle, powołując się na niemiecką agencję DPA. W przypadku dalszego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa broń mogłaby trafić między innymi do Polski, Finlandii lub Litwy.
NATO pracuje nad wzmocnieniem odstraszania jądrowego w Europie w odpowiedzi na rosnące zagrożenie ze strony Rosji – podała w piątek Deutsche Welle, powołując się na ustalenia niemieckiej agencji prasowej DPA. Jednym z rozważanych rozwiązań jest zwiększenie liczby amerykańskich bomb atomowych rozmieszczonych na kontynencie.
Według materiału eksperci nie wykluczają, że Stany Zjednoczone przeniosły już bomby B61-12 do brytyjskiej bazy lotniczej Lakenheath. Gdyby sytuacja bezpieczeństwa uległa dalszemu pogorszeniu, jako potencjalne miejsca rozmieszczenia amerykańskiej broni wymieniane są również Polska, Finlandia i Litwa.
Rozważania dotyczą przede wszystkim niestrategicznej broni jądrowej. Jest ona przeznaczona do rażenia między innymi zgrupowań wojsk, lotnisk, portów, centrów dowodzenia oraz innej infrastruktury militarnej. Zazwyczaj ma mniejszą moc niż strategiczna broń jądrowa i może być przenoszona przez samoloty bojowe lub pociski krótszego zasięgu.
Po redukcjach przeprowadzonych po zakończeniu zimnej wojny w Europie miało pozostać około 100 amerykańskich bomb B61-12. Według szacunków są one przechowywane w sześciu bazach lotniczych położonych w Niemczech, Belgii, Holandii, Włoszech i Turcji. Obecny w Niemczech arsenał ma znajdować się w bazie Büchel w Nadrenii-Palatynacie.
W ramach natowskiego programu współdzielenia broni jądrowej bomby należą do Stanów Zjednoczonych, ale w razie konfliktu mogą być przenoszone również przez samoloty wybranych państw sojuszniczych. Niemcy przygotowują do tego zadania zakupione w USA myśliwce F-35.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte nie wykluczył rozmieszczenia w Europie większej liczby amerykańskiej broni jądrowej. Nie przedstawił jednak szczegółów prowadzonych analiz, powołując się na tajemnicę wojskową.
„Gdziekolwiek będziemy musieli wprowadzić zmiany, zrobimy to” – powiedział Rutte.
„Musimy mieć pewność, że nikt nie będzie mógł zaatakować nas bronią jądrową, nie dając nam możliwości udzielenia odpowiedzi” – dodał.
Podczas kwietniowego sympozjum NATO poświęconego polityce jądrowej Rutte sugerował, że działania sojuszu mogą wykraczać poza wymianę i modernizację dotychczasowych systemów. Po czerwcowym spotkaniu Grupy Planowania Nuklearnego państwa NATO po raz pierwszy od niemal 20 lat opublikowały wspólne oświadczenie w tej sprawie. Zapowiedziały w nim dalszą modernizację potencjału jądrowego, rozwijanie planowania oraz dostosowanie środków odstraszania do nowych zagrożeń.
Robert Peters z konserwatywnej Heritage Foundation ocenił, że Stany Zjednoczone mogą wzmocnić swój potencjał jądrowy w Europie w ciągu najbliższych dwóch lat. Jego zdaniem pozwoliłoby to ograniczyć ryzyko otwartego konfliktu z Rosją, a zarazem zmniejszyć potrzebę angażowania USA w konwencjonalną obronę kontynentu.
Peters uważa, że w Europie powinno znaleźć się dodatkowych 100–150 amerykańskich niestrategicznych głowic jądrowych. Część z nich mogłaby zostać rozmieszczona w Polsce i Finlandii, co wymagałoby wybudowania nowych magazynów.
„Zdecydowanie brakuje nam wystarczającej liczby broni” – stwierdził ekspert.
Czytaj: Pentagon reaguje na doniesienia o możliwej broni jądrowej USA w Polsce i na Litwie
Według niego Rosja może mieć ponad dziesięciokrotną przewagę nad NATO pod względem liczby niestrategicznych głowic jądrowych.
Były dyrektor NATO do spraw polityki jądrowej Jim Stokes również opowiedział się za rozwijaniem nowych zdolności. Zastrzegł jednak, że sojusz nie musi odpowiadać Rosji głowica za głowicę. Możliwe byłoby szersze włączenie kolejnych państw w misję odstraszania poprzez udostępnianie samolotów, tankowców powietrznych, rozpoznania, eskorty lub systemów dowodzenia, bez konieczności przechowywania przez nie broni atomowej.
„Chcemy, aby prezydent Putin budził się każdego ranka, pił filiżankę kawy i mówił: «Dzisiaj nie jest dzień na atak»” – powiedział Stokes.
Ekspert zwrócił uwagę, że z militarnego punktu widzenia nie ma konieczności przesuwania bomb atomowych bliżej granic Rosji, ponieważ samoloty mogą wykonywać zadania także z baz położonych w Europie Zachodniej. Rozmieszczenie broni na wschodniej flance mogłoby jednak mieć znaczenie polityczne i zwiększać niepewność rosyjskich władz.
NATO ocenia jednocześnie, że francuski i brytyjski arsenał jądrowy mogą jedynie uzupełniać potencjał Stanów Zjednoczonych. Rutte podkreślił, że amerykański parasol atomowy pozostaje ostateczną gwarancją bezpieczeństwa państw sojuszu.
Nie wiadomo, czy ewentualna decyzja o zwiększeniu arsenału zostanie oficjalnie ogłoszona. NATO i władze USA potwierdzają obecność amerykańskiej broni jądrowej w Europie, ale nie ujawniają jej dokładnej liczby ani pełnej listy miejsc, w których jest przechowywana.
Zobacz: USA dadzą Arabii Saudyjskiej technologię jądrową, ale stawiają warunek – uznanie Izraela
dw.com / Kresy.pl

