Po porażce 1:2 ze Śląskiem Wrocław trener Rakowa Częstochowa – Dawid Kroczek nie ukrywał rozczarowania końcówką spotkania. Szkoleniowiec podkreślał, że jego zespół przez długi czas kontrolował wydarzenia na boisku, jednak po objęciu prowadzenia 1:0 oddał inicjatywę gospodarzom, co ostatecznie kosztowało go porażkę 1:2 oraz utratę punktów.
– Do 60. minuty meczu, do strzelenia gola, spotkanie było pod naszą kontrolą. Po bramce uważam, że zbyt mocno oddaliśmy inicjatywę. Nie utrzymywaliśmy się przy piłce, co poskutkowało zepchnięciem nas do obrony. Śląsk z każdą minutą napędzał się coraz bardziej i stwarzał więcej zagrożenia – mówił trener Kroczek na konferencji prasowej.
– Zbyt mało zrobiliśmy, jeśli chodzi o wypchnięcie piłkarzy Śląska z naszej połowy oraz odbiór piłki. Zabrakło nam utrzymania się przy piłce i spokoju. Musimy być świadomi, że jako drużyna wygrywająca powinniśmy potrafić taki rezultat wybronić. Pozwoliliśmy im atakować i ostatecznie przegraliśmy – dodał.
ZOBACZ WIDEO: Reprezentacja bez „Lewego”? „Dystans nie sprzyja”
Inaczej spotkanie oceniał trener zwycięskiego zespołu Ante Simundza. Słoweniec zwracał uwagę, że jego zespół nie zrezygnował z walki mimo niekorzystnego wyniku, a konsekwencja w realizacji założeń oraz dobra postawa zmienników pozwoliły odwrócić losy rywalizacji.
– Oglądaliśmy trudny dla nas mecz. Na koniec mieliśmy trochę szczęścia, ale jeśli pozostajesz w tej samej mentalności i walczysz z topową drużyną, to takie sytuacje mają miejsce. Ostatecznie myślę, że zasłużyliśmy na te trzy punkty – powiedział Simundza.
– Po meczu w Zabrzu zrobiliśmy analizę i doszliśmy do wniosku, że problem nie leżał w zmiennikach, ale w tym, że przestaliśmy grać tak, jak na początku. Dzisiaj trzymaliśmy się naszych zasad i wygraliśmy. Ważne jest to, że zaczynamy mecz w 11, a kończymy w 16 – podsumował szkoleniowiec Śląska.