Pod koniec marca CNN ujawniło kulisy działania platform, na których mężczyźni wymieniają się materiałami z wykorzystywania seksualnego swoich partnerek. Okazało się, że istnieją czaty i strony pornograficzne, na których można znaleźć materiały z gwałtów na odurzonych kobietach. Na jednej z nich ma być ponad 20 tys. filmów z kategorii „sen”, wyświetlanych setki tysięcy razy. Tylko w lutym strona ta była odwiedzana ponad 62 mln razy.Ma zarzuty zgwałcenia partnerki i nagrywania tego czynu. Grozi mu 20 latLogo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Na zamkniętych grupach użytkownicy dzielili się też „poradami”, w jaki sposób skutecznie odurzać kobiety, żeby nie dać się złapać.

„Akademia gwałtu”. Kulisy obrzydliwego procederu. „Twierdzi, że był szantażowany”shutterstock 230497276

Po publikacji CNN służby z różnych krajów zaczęły sprawdzać, czy uczestnicy procederu mieszkają na terenie ich państw.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Trzy kobiety zgwałciły czwartą. Przerażające szczegóły sprawyW Polsce do tej pory namierzone zostały trzy osoby. Pod koniec marca policjanci zatrzymali mężczyznę z województwa lubelskiego, na początku lipca w ich ręce wpadł 45-latek z powiatu kępińskiego, a tydzień później — 22-letni mieszkaniec Słupska.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jak dowiedział się Onet, zidentyfikowany został kolejny Polak, który — jak wszystko na to wskazuje — również uczestniczył w tym obrzydliwym procederze. Z naszych informacji wynika, że postępowanie wobec niego wszczęła Prokuratura Rejonowa w Tychach.

Jak się dowiedzieliśmy, mężczyzna ma zarzuty o dokonanie czynów z art. 197, par. 1 oraz par. 3, pkt 6 Kodeksu karnego. Chodzi o zgwałcenie i wymuszenie innej czynności seksualnej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ujawnili historię „polskiego Pelicota”. Materiały z gwałconą żoną publikował w sieci

Zgodnie z pierwszym z tych przepisów za doprowadzenie innej osoby do obcowania płciowego przemocą, groźbą bezprawną, podstępem lub w inny sposób, mimo braku jej zgody, sprawcy grozi od 2 do 15 lat więzienia. Kolejny ze wskazanych paragrafów mówi, że jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia, utrwalając obraz lub dźwięk z przebiegu czynu, podlega karze pozbawienia wolności od 3 do 20 lat.

Prokuratura: to przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności

Nasze nieoficjalne informacje potwierdza prokuratura. — Przywołane przez pana śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową w Tychach dotyczy przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Występuje w nim jeden podejrzany i jedna osoba pokrzywdzona — przekazuje Onetowi prok. Krystyna Stacha, szefowa Prokuratury Rejonowej w Tychach.

— Z uwagi na dobro postępowania oraz prywatność osoby pokrzywdzonej Prokuratura Rejonowa w Tychach nie udziela żadnych dalej idących informacji — dodaje prok. Stacha.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Odurzał i gwałcił żonę, a filmiki wysyłał do sieci. Kulisy obrzydliwego procederu

Szczegółów śledztwa nie zdradza również policja. Tymczasem z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że to może być mężczyzna, którego dziennikarze CNN określali jako „Piotr z Polski” (imię zostało zmienione). Przez całe miesiące miał z nimi rozmawiać w sieci. Podzielił się nawet swoim adresem. W materiale pokazano też treść niektórych wiadomości od Polaka. Był pytany m.in. o to, czy jego żona coś podejrzewa. „Na razie wszystko dobrze ukrywam, ale muszę być ostrożny” — odpowiadał.

Z relacji dziennikarzy wynikało, że mężczyzna unikał jednak spotkania twarzą w twarz. „Chcieliśmy potwierdzić, że jest tym, za kogo się podaje, więc pojechaliśmy do jego rodzinnego miasta w Polsce” — relacjonowali dziennikarze CNN, którzy znaleźli „Piotra” i jego żonę w lokalnej restauracji. „Niepewni, jak zareaguje i nie chcąc narażać jej na niebezpieczeństwo, zdecydowaliśmy się nie konfrontować z nim. Zamiast tego skontaktowaliśmy się z policją w sprawie naszych ustaleń” — opisywali.

Czy nowy zatrzymany to „Piotr z Polski”?

Początkowo służby podejrzewały, że „Piotrem z Polski” może być mężczyzna zatrzymany na Lubelszczyźnie. Zaprzeczyła jednak temu Prokuratura Okręgowa w Lublinie.

— Nie wiążemy tego mężczyzny z kimś określanym jako „Piotr z Polski”. Postępowanie wobec niego nie jest wynikiem zawiadomienia bądź śledztwa dziennikarskiego CNN. Informacje o tym mężczyźnie otrzymaliśmy od służb brytyjskich, ponieważ został on namierzony podczas ich działań wymierzonych w siatkę przestępców seksualnych — mówił Onetowi prok. Marcin Kozak, pełniący funkcję rzecznika Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Odurzają ofiary i wykorzystują seksualnie”. Zatrzymani za udział w obrzydliwym procederze.

— Udało im się go zidentyfikować jako użytkownika kanału na Telegramie, na którym wymieniali się filmami i zdjęciami pornograficznymi. Powiązali go z konkretnym numerem telefonu z kierunkowym +48. Drogą operacyjną ustalili, o kogo może chodzić, a więc wytypowali sprawcę oraz potencjalną ofiarę i wysłali te informacje do Polski — dodawał.

Udało nam się nieoficjalnie ustalić, w jaki sposób mężczyzna z Lubelszczyzny został użytkownikiem „akademii gwałtu”. Zaczęło się od tego, że szukał tego typu filmów w sieci i tak natrafił na zamknięte forum. Chciał dołączyć do międzynarodowej grupy, by móc oglądać filmy, które udostępniają sobie jej członkowie.Szantażowali go i grozili, że filmy z gwałtem na żonie wyślą jej rodzinie

„Administratorzy” — jeżeli można tak ich nazwać — grupy zażądali od niego podobnych materiałów, zanim pozwolą mu wejść do grupy. Taka miała być zasada obowiązująca wszystkich jej członków. Mężczyzna nagrał więc film z udziałem swojej żony i udostępnił go na zamkniętym forum. Wtedy mógł już w pełni z niego korzystać i oglądać nagrania wrzucane przez innych użytkowników.

W pewnym momencie stwierdził jednak, że chce opuścić grupę. Prawdopodobnie uznał, że publikowane tam materiały przekraczają pewne granice. Jednak „administratorzy” nie zamierzali tak łatwo go wypuścić.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Makabryczne odkrycie w Warszawie. Zwłoki 53-latki leżały w torbie

— Zaczęli go szantażować. Grozili, że jeżeli nie wyśle kolejnych filmików ze swoją żoną, udostępnią publicznie te materiały, które już udostępnił. Zapowiadali też, że wyślą je jego żonie i innym osobom z jego rodziny — usłyszeliśmy nieoficjalnie od naszych informatorów.

Mężczyzna był przerażony, ale nie chcąc, by ktokolwiek dowiedział się, co zrobił, nagrywał kolejne filmiki i wysyłał na grupę. Aż został namierzony przez policję. Nasze nieoficjalne informacje potwierdziła prokuratura.

— Mogę potwierdzić, że mężczyzna tłumaczył, że był szantażowany. Że grożono mu, że jeżeli nie będzie od niego kolejnych materiałów, to o wszystkim powiadomiona zostanie jego żona albo policja — mówił nam prok. Marcin Kozak.

Czy w taki sam sposób w „akademii gwałtu” znalazł się mężczyzna ze Śląska? Wykaże to śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Tychach.