Ujawniona prawda o pochodzeniu Jana Pawła podczas pamiętnych dożynek sprawia, że głowa rodziny Adamczewskich mierzy się z prawdą o swojej tożsamości. Pragnie udowodnić przed sobą, ale przede wszystkim przed otoczeniem, że jest prawdziwym sarmatą.

Ale kryzys tożsamości dotyka nie tylko głowę rodu, ale także jego bliskich. Relacja z Zofią (Katarzyna Herman) ulega znacznemu ochłodzeniu, konflikt z Jakubem (Michał Sikorski) eskaluje, a za płotem na najmniejsze potknięcie wyczekuje Andrzej (Andrzej Kłak).

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Dość niespokojnie jest zresztą w całej Adamczysze. Chłopi coraz wyraźniej dostrzegają niewygody swojego położenia — a do uzmysłowienia sobie tego istotnie przyczyni się szkoła założona przez Anielę (Martyna Byczkowska), która desperacko szuka zajęcia, by zapomnieć o złamanym sercu.

Nieciekawie dzieje się wreszcie w skali makro — Rzeczpospolita prowadzi zbrojne konflikty niemal na całej długości swoich granic, co mocno odbija się na kondycji państwa. A nad wszystkim niczym gęsta mgła unosi się — szybko uznana przez szlachtę za absurdalną — mroczna przepowiednia o zniknięciu Polski z mapy świata.

Katarzyna Herman w serialu "1670"

Jarosław Sosiński / Netflix

Katarzyna Herman w serialu „1670”

To istotna zmiana w scenariuszu Jakuba Rużyłły względem poprzednich sezonów — w pierwszej serii większość kłopotów, z którymi mierzyli się bohaterowie, była pretekstowa i wynikała z epizodycznej struktury serialu, nastawionej głównie na krótkie skecze, rzutkie one-linery i humor z pogranicza krindżu. W drugiej odsłonie „1670” nadrzędny problem — a więc organizacja dożynek — rozciągnięty był już na cały sezon. Naturalnym krokiem dla scenarzysty było więc pójście dalej — stąd większe tym razem skupienie na przeżyciach wewnętrznych i ukazanie kryzysu tożsamościowego, który pozwala oglądać ulubione postaci z innej perspektywy.

Trudno było o inny ruch. Serial znalazł się bowiem na rozdrożu. Z jednej strony, po dwóch różnych sezonach produkcja musi obrać artystyczną ścieżkę, którą chce podążać. Z drugiej — jako widzowie jesteśmy już z określonym stylem serialu po prostu opatrzeni, dlatego trudniej nas zaskoczyć. Z trzeciej zaś — sama Rzeczpospolita przedstawiona na ekranie znalazła się przecież na zakręcie.

Jeśli chodzi więc o konstrukcję tego sezonu mamy tu swoiste the best of „1670” — dostajemy miks tego, co zagrało w poprzednich odsłonach.

Jesteśmy kilka miesięcy po akcji z finału drugiego sezonu — sezonu, dodajmy, nastawionego na bizantyjski wręcz przepych. Nowe epizody są jednak wyraźnie ciemniejsze w tonie. Klimatem bliżej im więc do pierwszej serii serialu — wracamy do błotnistej i szarej Adamczychy, miejscami zatęchłej, wręcz gnijącej.

Jednocześnie — podobnie jak w sezonie drugim — ekipa równie chętnie wychodzi poza wieś Adamczewskich. Droga zaprowadza bowiem Jana Pawła na królewski dwór, gdzie zetknie się z wielką polityką, jeszcze większymi ambicjami i — znów — kolejnymi stadiami rozkładu, m.in. instytucji władzy. Oczywiście wszystko to bez przesadnego psychologizowania — wszak cały czas mowa o serialu komediowym.

Martyna Byczkowska i Bartłomiej Topa w serialu "1670"

Jarosław Sosiński / Netflix

Martyna Byczkowska i Bartłomiej Topa w serialu „1670”

W warstwie dialogowej znów możecie spodziewać się słownych przepychanek znanych z pierwszych odcinków. Zwłaszcza że z racji narastających konfliktów między bohaterami twórcy celowo tworzą im warunki do często spektakularnych konfrontacji. I tak jak w sezonie premierowym dostaliśmy całą masę chwytliwych bon motów, tak tym razem dostajemy urocze zabawy frazeologizmami i powiedzonkami znanymi z języka potocznego.

Ekipa bawi się przy tym formą — w kolejnych epizodach znajdziemy odniesienia do klasyki tak rodzimego, jak i światowego kina. „2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka będzie mieszała się z „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana, a Sergio Leone i jego „Za garść dolarów” pójdzie pod rękę z „Janosikiem” Jerzego Passendorfera.

Na pochwałę zasługuje też strona wizualna serialu. Błoto, szarość i poczucie rozkładu nie są wyłącznie elementem scenografii, lecz stają się częścią opowieści. Dzięki temu nawet najbardziej absurdalne pomysły bohaterów rozgrywają się w świecie, który wydaje się zaskakująco wiarygodny.

Andrzej Kłak w serialu "1670"

Jarosław Sosiński / Netflix

Andrzej Kłak w serialu „1670”

Nie byłoby jednak takiego sukcesu serialu, gdyby nie wspaniałe kreacje aktorskie. Bartłomiej Topa wciąż ma dla Jana Pawła wiele czułości i zrozumienia, podobnie zresztą jak jego ekranowa rodzina — Katarzyna Herman, Michał Sikorski czy Martyna Byczkowska. Szkoda tylko, że znów tak mało na ekranie Stanisława w wykonaniu Filipa Zaręby.

Świetny wątek dostaje za to Andrzej Kłak, którego bohater będzie zmagał się z buntem dwóch córek, Dagmary i Kornelii (Agata Łabno i Maria Witkowska). Cieszy, nawiasem mówiąc, rozwinięcie tych postaci.

Myślę, że nie będzie też zbyt dużym spoilerem napisanie w tym miejscu, że istotną rolę kolejny raz odegra Bogdan. Co ciekawe, bohater Dobromira Dymeckiego początkowo miał dosyć szybko z serialu zniknąć — sympatia widzów skutecznie utrzymuje go jednak przy życiu, a on skutecznie to wykorzystuje. Tym razem „odradza się” jako budzący grozę Polakożerca, szykujący się do starcia daleko na kozackiej Siczy. Zważywszy na współczesne uwarunkowania ciekawie zapowiada się obserwowanie, czy ten wątek trafi czuły punkt Polaków i Ukraińców.

Jeden z najwspanialszych aktorskich momentów w całym serialu (w moim ukochanym odcinku zatytułowanym „Luna”) dostanie z kolei Kirył Pietruczuk jako kowal Maciej. Więcej napisać mi nie wypada.

Być może właśnie dlatego trzeci sezon „1670” działa tak dobrze. Nie dlatego, że jest najśmieszniejszy z całej serii, bo pod tym względem trudno będzie przebić świeżość pierwszej odsłony. I nie dlatego, że jest najbardziej widowiskowy, bo ten tytuł pewnie zachowa druga seria. To sezon najdojrzalszy. Taki, w którym absurd nadal wywołuje salwy śmiechu, ale coraz częściej służy też opowieści o ludziach próbujących odnaleźć się w świecie, który zaczyna wymykać im się spod kontroli. Choć nie wszystkim pewnie taka zmiana przypadnie do gustu.

Paradoksalnie im mocniej Adamczycha pogrąża się w kryzysie, tym bardziej „1670” rozkwita jako serial. Twórcy nie rezygnują z tego, co przyniosło im sukces: błyskotliwych dialogów, znakomitego aktorstwa i inteligentnego żonglowania historycznymi oraz współczesnymi odniesieniami. Jednocześnie udowadniają, że ta formuła wciąż ma potencjał do rozwoju.

A kiedy w finale nad bohaterami wisi już nie tylko widmo kolejnej katastrofy, ale wręcz rozpadu całego świata, który znają, trudno oprzeć się wrażeniu, że najlepsze pomysły Adamczewscy mogą mieć jeszcze przed sobą. O ile wcześniej sami nie doprowadzą wszystkiego do ruiny.