W Polsce wciąż wrze po skandalu w Szpitalu Południowym w Warszawie. Oliwy do ognia dolała jeszcze Anna Łukasik, była prezes tej placówki, która w wywiadzie dla Onetu przedstawiła nowe wątki tej afery. Opowiedziała m.in. o funkcjonujących w szpitalu układach, w których rozdającym karty miał być młody lekarz Dawid Kacprzyk, od którego cała sprawa się zaczęła.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoByła prezes: powiedział, że „pilnuje szpitala w imieniu Trzaskowskiego”
Czytaj nas częściej w Google
— Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza, a w internecie pojawiały się zdjęcia wskazujące na jego aktywność polityczną — mówiła Anna Łukasik.
— Kilka razy proponował mi udział w prywatnych kolacjach Kaznowskiej z prezesami i dyrektorami podległych miastu szpitali. Nigdy nie brałam w nich udziału — zapewniała była prezes szpitala.
Szpital, polityka i przekręty. Była prezeska Szpitala Południowego ujawnia nowe wątki afery
Przeczytaj wywiad Andrzeja Stankiewicza!
Wczoraj Monika Beuth, rzeczniczka stołecznego ratusza zapewniała w rozmowie z Onetem, że prezydent Rafał Trzaskowski w żadnej formie nie upoważnił Kacprzyka do jakichkolwiek działań swoim imieniu i nigdy nie rozmawiał z nim na temat funkcjonowania Szpitala Południowego, ani tym bardziej niczego z nim nie ustalał w tej materii.
— W ostatnich tygodniach pan prezydent wielokrotnie wyrażał swoje oburzenie w związku z nieuprawnionym powoływaniem się na jego nazwisko przez pana Kacprzyka. Poza tym pan prezydent nigdy nie uczestniczył w żadnych tego typu nieformalnych spotkaniach ani nie posiadał wiedzy na ich temat — zapewniała Monika Beuth.
Kaznowska: nigdy nie brałam w tym udziału, to konfabulacje pana Kacprzyka
Dziś do sprawy odniosła się Renata Kaznowska, odwołana w efekcie tej afery zastępczyni Rafała Trzaskowskiego. — Nigdy nie brałam udziału w żadnych tego typu kolacjach z prezesami i dyrektorami podległych miastu szpitali. A tym bardziej żadnych takich spotkań nie organizowałam — zapewnia w rozmowie z Onetem.
— Nie wiem, dlaczego była pani prezes mówi coś takiego. Ale podejrzewam, że są to po prostu konfabulacje pana Kacprzyka, do jakich, zdaje się, ma skłonność — dodaje Renata Kaznowska.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowy wątek afery w Szpitalu Południowym. Warszawski ratusz odpowiadaW wywiadzie dla Onetu Anna Łukasik stwierdziła również, że miała wątpliwości co do warunków zatrudnienia i premii wypłacanych dr Emilowi Jędrzejewskiemu, ordynatorowi chirurgii. Poinformowała o tym Biuro Ładu Korporacyjnego w ratuszu, gdzie usłyszała, że sprawę trzeba zweryfikować niezależnie, więc zleciła audyt zewnętrzny profesjonalnej firmie. Kiedy otrzymała gotowy raport, okazało się, że jej obawy nie były bezpodstawne. Audytorzy potwierdzili nieprawidłowości.
Jak przekonuje była prezes, nawet w najbardziej ostrożnym wariancie zakwestionowali ponad pół miliona zł wypłaconej wcześniej Jędrzejewskiemu premii. Anna Łukasik twierdzi, że zadzwoniła wówczas do prezydent Renaty Kaznowskiej, przedstawiła najważniejsze ustalenia i zaproponowała wysłanie raportu pocztą elektroniczną, ale ta poprosiła, by dostarczyła go w papierowej wersji. Podobnie było z burmistrzem Ursynowa Robertem Kempą, szefem rady nadzorczej szpitala.
Kaznowska: audyt dostałam nieoficjalnie, bo nie był to mój obszar nadzoru
— Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że tak poważne ustalenia wywołają natychmiastową reakcję. Tymczasem zapadła cisza. Z czasem coraz mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że istnieje ogromna niechęć do ujawniania nieprawidłowości dotyczących szpitala — stwierdziła w wywiadzie Anna Łukasik.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowy wątek afery w Szpitalu Południowym. Ministerstwo Zdrowia reaguje
Odwołana wiceprezydent Warszawy odnosi się również do tej sprawy.
— Audyt dotyczący dr Jędrzejowskiego dostałam od prezes Łukasik nieoficjalnie i jedynie informacyjnie, bo nie był to mój obszar nadzoru, a chciała, żebym się z nim zapoznała. Audyt, zgodnie z ładem korporacyjnym, przekazała przewodniczącemu rady. Trafił też do biura ładu korporacyjnego — tłumaczy Renata Kaznowska.
— Pani prezes podjęła czynności zarządcze, które były w jej kompetencjach, a więc rozwiązała umowę i naliczyła kary — podkreśla Kaznowska.
Ela wszystko rozumie