1
Pani Janke przez wiele lat była dziennikarką i wydawcą. Tworzyła m.in. prawicowy portal Salon24, a dziś jest wydawcą kanału swojego męża Igora Janke na YouTube
2Pani ambasador przed wyjazdem do Brazylii była sekretarzem stanu w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy, z której odeszła rok przed wyjazdem do Brazylii, na którą to placówkę została wysłana za zgodą ówczesnego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua, premiera Mateusza Morawieckiego oraz prezydenta Andrzeja Dudy3
W 2021 r. Prawo i Sprawiedliwość zmienia ustawę o służbie zagranicznej, dopuszczając polityczne nominacje na amabsadorów
4
Kiedy pani ambasador składa listy uwierzytelniające w Brasilii, w Polsce rządzi już tzw. drugi rząd Mateusza Morawieckiego. Jest już po wyborach do Sejmu. Dla wszystkich jest jasne, że drugi rząd Morawieckiego potrwa tylko dwa tygodnie i że władzę po wyczerpaniu się limitów zapisanych w prawie przejmie rząd Donalda Tuska
Z ludzkiego punktu widzenia źle się stało, że MSZ w ten sposób potraktował panią ambasador. Wyrywanie kogoś z pracy na drugim kontynencie i nakazywanie mu powrotu do domu z dnia na dzień w sytuacji, gdy człowiek ten nie dopuścił się żadnego dramatycznego nadużycia czy wręcz przestępstwa, jest po prostu nieludzkie. Zmuszanie osoby wysłanej zgodnie z prawem jako przedstawiciel polskiego państwa do szukania mieszkania i wysłuchiwania próśb innych ambasadorów o przyjęcie u nich schronienia jest upadlaniem polskiego państwa, a więc nas wszystkich.
MSZ nie musiał się tak zachowywać i mógł dać czas pani ambasador na spakowanie rzeczy i przygotowanie się do podróży, zwłaszcza jeśli sytuacja domowa taką szybką podróż uniemożliwiała. Nie wiem, co zyskuje polskie państwo, zabierając urzędującemu ambasadorowi służbowy samochód. To małostkowość niegodna dyplomacji.
Ale jest druga strona tej historii. Pani Janke domaga się, by w jej przypadku zachowane zostało prawo. Wskazuje, że to prezydent ją powołał i prezydent powinien ją odwołać. To samo prawo, które chroni ją obecnie przed formalnym odwołaniem, daje jednak ministrowi spraw zagranicznych prawo do wezwania jej do kraju i wyznaczenia na jej miejsce dyplomaty niższego rangą, czyli owego charge d’affaires. To nie jest typowe działanie stabilnej demokracji, ale jest to jednak działanie legalne. Zgodnie z ustawą o służbie zagranicznej każdy ambasador podlega służbowo ministrowi spraw zagranicznych i coś z tego stosunku służbowego jednak wynika. Litera prawa została zachowana.
Pani Janke jednoznacznie związała się politycznie z jedną stroną sporu politycznego w Polsce. Wyjechała do Brazylii co prawda w momencie, gdy nie było wiadomo, jak zakończą się wybory w Polsce, ale składając listy uwierzytelniające, wiedziała już, że za chwilę to opozycja będzie rządzić i to ona wskaże ministra spraw zagranicznych.
W praktyce amerykańskiej dyplomacji pani Janke była typowym nominatem politycznym. Wywodziła się ze środowiska partii rządzącej i powinno być dla niej jasne, że nowy rząd nie będzie chciał z nią współpracować. Nigdy nie była zawodową dyplomatką i nigdy nie ukrywała, jakie są jej poglądy polityczne.
Warto też pamiętać, że odwoływanie ambasadorów, bo ich poglądy polityczne nie podobają się nowej władzy, nie zaczęło się w Polsce w 2024 r. Witold Waszczykowski kilka dni po objęciu teki szefa MSZ w 2015 r. odwołał z placówki w Madrycie Tomasza Arabskiego, bo Prawu i Sprawiedliwości nie podobały się zachowania ambasadora w związku z katastrofą smoleńską. Minister Waszczykowski nie pozwolił w ogóle pojechać do Kijowa ambasadorowi Marcinowi Wojciechowskiemu, który być może podpadł mu tym, że przez wiele lat był kiedyś dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Oczywiście min. Waszczykowskiemu było łatwiej, bo i on, i premier, i prezydent byli z jednej opcji politycznej, więc o podpisy na dokumentach nie było trudno.
Czteroletnia kadencja, czyli zwyczajowy czas urzędowania ambasadora, skończy się pani Janke w przyszłym roku. Nie wiem, jak wyobrażała sobie, że będzie nadal efektywnie pracować dla Polski przy tym poziomie konfliktu pomiędzy prezydentem a rządem w Polsce. Po ludzku rozumiem jej rozczarowanie i rozgoryczenie, ale stanowisko ambasadorskie nie powinno być traktowane jak przywilej.
W USA wszyscy ambasadorowie, po zmianie partii politycznej w Białym Domu, sami podają się do dymisji po to, by zostawić wolną rękę nowej władzy i nie komplikować pracy nowemu prezydentowi. To jest jakieś rozwiązanie. Sam bardzo bym chciał, żeby w Polsce panowały praktyki dyplomacji takie jak w krajach skandynawskich, gdzie ambasadorami zostają praktycznie wyłącznie zawodowi dyplomaci. W sytuacji naszego koszmarnego konfliktu politycznego każdy ambasador może się niespodziewanie znaleźć w podobnej do p. Janke sytuacji i wtedy chciałbym, żeby każda strona tego sporu podejmowała decyzje, kierując się wyłącznie dobrem służby dyplomatycznej.