W poniedziałek 3 sierpnia w wieku 43 lat zmarł Mateusz Bąk, legenda Lechii Gdańsk.
Bartłomiej Płonka: Jak zapamięta pan Mateusza Bąka? Z czym będzie się panu najbardziej kojarzył?
Marcin Kaczmarek: Z Mateuszem spotkałem się oczywiście w Lechii. On był wtedy młodym, utalentowanym bramkarzem, z kolei ja dopiero rozpoczynałem swoją drogę trenerską — najpierw jako asystent, a potem pierwszy szkoleniowiec. Po latach mam poczucie — a nawet pewność — że mieliśmy udział w czymś bardzo ważnym zarówno dla nas, jak i dla całej społeczności Lechii. Odbudowywaliśmy klub, którego byliśmy wychowankami. Bez wielkich pieniędzy zebrała się grupa świetnych chłopaków, którzy chcieli zrobić coś dobrego dla Biało-Zielonych. I tego dokonaliśmy. Zawsze będę wspominał tamten czas jako bardzo ważną część mojego życia.
Kiedy dziś myślę o Mateuszu, przypominam sobie przede wszystkim te lata, gdy jako bardzo młody, pełen ideałów bramkarz rozpoczynał karierę. I miał przy tym możliwość robić to, grając dla swojego ukochanego klubu. Z tego przede wszystkim go zapamiętam. Trudno pogodzić się z jego odejściem… Chciałbym przy tej okazji złożyć szczere wyrazy współczucia rodzinie i wszystkim bliskim Mateusza.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Lechia poinformowała o zastrzeżeniu numeru 24. Bez wątpienia mówimy o legendzie Biało-Zielonych.
Zdecydowanie tak. To, czego dokonał Mateusz, było czymś wyjątkowym. Bardzo rzadko zdarza się, żeby jeden piłkarz przeszedł z klubem drogę od A klasy do najwyższego poziomu rozgrywkowego. To osiągnięcie wyjątkowe i jestem przekonany, że na zawsze pozostanie w pamięci kibiców Lechii oraz wszystkich ludzi związanych z tym klubem.
Jakim człowiekiem był podczas waszej wspólnej drogi w Lechii?
Minęło od tego ponad 20 lat, więc naprawdę wiele czasu. Być może trochę idealizuję dziś tamte wspomnienia, ale był to bardzo dobry okres w moim życiu i myślę, że także w życiu pozostałych osób związanych z Lechią. Jak już mówiłem, robiliśmy coś dla klubu, ale jednocześnie sami bardzo wiele od niego otrzymywaliśmy.
Dla wychowanków było to niezwykle ważne. Mateusz od początku był ukierunkowany na to, żeby zrobić karierę jako bramkarz, i tak się stało. Zapamiętałem go jako inteligentnego młodego człowieka, ale jednocześnie momentami trochę czupurnego. Miał cechy, które są bardzo przydatne bramkarzowi. Później nasze drogi zawodowe się rozeszły. Ja wyjechałem z Gdańska i pracowałem w różnych miejscach w Polsce. Za każdym razem jednak, gdy spotykaliśmy się przy okazji wydarzeń związanych z Lechią czy klubowych spotkań świątecznych, zawsze zamienialiśmy kilka miłych zdań i wspominaliśmy dawne czasy, które były wyjątkowe dla wszystkich, bo wtedy Lechia podnosiła się z kolan.

Grzegorz Radtke / newspix.pl
Mateusz Bąk
Ten zespół był tak zbudowany, że każdy z was chciał grać i walczyć za Lechię.
Mam przekonanie, że wtedy wszystkie mecze w barwach Lechii były dla nas świętem. Tworzyliśmy bardzo specyficzną grupę i społeczność. Klub odbudowywał się właściwie z gruzów. Większość z nas przeżywała to niezwykle emocjonalnie, bo byliśmy wychowankami albo ludźmi mocno związanymi z Lechią. Chyba już nigdy nie powtórzy się sytuacja, w której w jednym zespole będzie aż tylu wychowanków. Każde zwycięstwo i każdy awans były dla nas ogromnym wydarzeniem.
Mateusz był potwierdzeniem tezy, że bramkarz powinien być choć odrobinę szalony?
Oczywiście. Kiedyś mówiło się, że bramkarz i lewoskrzydłowy muszą mieć w sobie odrobinę szaleństwa i nieprzewidywalności. To oczywiście stereotyp, ale golkiper pełni na boisku wyjątkową rolę i taki element pozytywnego szaleństwa rzeczywiście jest mu potrzebny. Mateusz miał wszystkie cechy dobrego bramkarza. Dlatego zaszedł tak daleko. Nie każdemu udaje się zaistnieć na poziomie Ekstraklasy. Przecież później wyjechał również za granicę. Można się zastanawiać, czy jego kariera mogła potoczyć się jeszcze lepiej. Tego już się nie dowiemy. Ale pewne jest, że zapisał piękną kartę w historii Lechii Gdańsk, został jej legendą i nikt mu tego nie zabierze.
Jaka była wówczas szatnia?
Tworzyło ją wielu wychowanków, ale także kilku doświadczonych piłkarzy, którzy bardzo dużo wnosili do zespołu. Byli w niej między innymi Maciej Kalkowski czy Sławomir Wojciechowski. Mateusz należał do młodego pokolenia. Trafił do pierwszego zespołu prosto z drużyny juniorów, a przypomnę raz jeszcze, że klub odbudowywał się od A klasy. Była też grupa jego rówieśników. Stanowiliśmy ciekawą mieszankę młodości i doświadczenia. Z roku na rok zespół się zmieniał. Później, już po moim odejściu, wielu piłkarzy przychodziło i odchodziło, natomiast Mateusz wciąż pozostawał w Lechii. To również świadczy o wyjątkowości jego historii w tym klubie.

Kacper Pacocha / newspix.pl
Marcin Kaczmarek
Mateusz świadomie zawsze wybierał pozostanie w Lechii?
Nasza wspólna droga zakończyła się na etapie pierwszej ligi. Odszedłem z Lechii po utrzymaniu zespołu, a Mateusz kontynuował swoją drogę razem z klubem. Oczywiście pamiętam potem Mateusza grającego w Ekstraklasie, ale nie pracowałem już wtedy z nim, więc w stu procentach nie wiem, jak było. Ale myślę, że poniekąd tak. Wiedział, że to jest jego klub. Czuł się prawdziwym i oddanym Lechistą. Nie wiem, czy miał w międzyczasie inne propozycje. Trudno dziś gdybać, jak mogła potoczyć się jego kariera. To byłyby jedynie spekulacje.