Płk Bogusław Piątek w piątek pożegnał się ze stanowiskiemTo pokłosie serii artykułów Onetu, w których opisaliśmy m.in. fikcję wokół szkoleniowego projektu szpitala oraz próbę likwidacji strategicznego banku krwiPo naszych tekstach resort obrony wysłał do szpitala kontrolerów, którzy zbadali wątpliwości związane z Zakładem Medycyny Pola Walki i KatastrofWcześniej ze stanowiskami pożegnali się szef Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia płk Arkadiusz Kosowski oraz bezpośredni przełożony płk. Piątka — komendant szpitala płk Aleksander Michalski
Pod koniec ubiegłego roku kierownictwo wojskowego szpitala w Lublinie z wielką pompą ogłosiło w mediach powstanie Zakładu Medycyny Pola Walki i Katastrof. Twarzą tego przedsięwzięcia został zastępca komendanta, czyli płk Bogusław Piątek. Dziennikarzom opowiadał, że w podziemiach placówki powstało ultranowoczesne centrum symulacji taktycznej.
Wojskowi lekarze, pielęgniarki i ratownicy mieli tam w warunkach imitujących prawdziwy front — w huku wystrzałów, dymie i ciemności — uczyć się ratowania ludzkiego życia. Problem w tym, że rzeczywistość drastycznie rozmijała się z oficjalnym przekazem kierownictwa szpitala.
Czytaj nas częściej w Google
Dodaj w GoogleW kwietniu opisaliśmy sprawę w Onecie. Okazało się, co przyznało zresztą samo ówczesne kierownictwo szpitala, że zamiast profesjonalnego i nowoczesnego sprzętu, w piwnicach zostały naprędce przygotowane sale, ale bez dostosowania ich do wymogów szkoleniowych.”Zwykła ściema, żeby wyciągnąć pieniądze”. Szkolenie medyków i szopka dla ministra
W momencie, kiedy szpital chwalił się w mediach nowoczesnym zakładem medycyny pola walki, to pomieszczenia, w których odbywały się szkolenia, nie zostały jeszcze odebrane przez nadzór budowlany i inspektorów BHP.
Placówka nie dysponowała także doświadczoną kadrą dydaktyczną, która miałaby uprawnienia do prowadzenia szkoleń. W szpitalu nie było też żadnego medyka z doświadczeniem wojennym. Szpital nie dysponował również certyfikowanym wyposażeniem medycznym pozwalającym na prowadzenie realnych kursów z zakresu medycyny pola walki (TCCC).
Nasi rozmówcy sugerowali, że cała sprawa miała posłużyć do wyciągnięcia pieniędzy, które w ostatnim czasie pojawiły się w budżecie państwa na tego typu przedsięwzięcia.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoPolowanie na „kreta” i zawiadomienie do prokuraturyPo naszych publikacjach wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz odpowiedzialny za wojskową służbę zdrowia wiceminister Cezary Tomczyk zareagowali błyskawicznie, wysyłając do Lublina wojskowych kontrolerów.
Jakie są efekty ich pracy? Tego się nie dowiemy, ponieważ — jak informuje nas ministerstwo obrony — raport pokontrolny został utajniony.
W samym szpitalu jednak, zamiast naprawy sytuacji, rozpoczęło się nerwowe szukanie źródeł przecieku medialnego. Jak ustaliliśmy, zamiast merytorycznego dialogu i wdrożenia zaleceń po audycie, kierownictwo szpitala — w tym płk Piątek — skupiło się na „tropieniu źródeł Onetu”.
— W placówce zapanowała atmosfera strachu i wzajemnych podejrzeń. Była nie do zniesienia. Szukano haków na każdego, kto choćby rozmawiał z mediami. Pułkownik Piątek zachowywał się tak, jakby ważniejsze od braku sprzętu w szpitalu było to, skąd Onet o tym wie — relacjonuje w rozmowie z nami jeden z pracowników placówki.
Wojskowy szpital tropi źródła Onetu, a MON zapowiada konsekwencje po kontroli
Wojna o krew i dymisja komendantaNiedługo później ujawniliśmy kolejny skandal w Lublinie — plany kierownictwa szpitala dotyczące likwidacji Banku Krwi i Pracowni Immunologii Transfuzjologicznej.
Decyzja była tym bardziej niezrozumiała, że lubelski szpital jest strategiczną placówką NATO ze względu na położenie najbliżej granicy z Ukrainą. Mimo to dzień po naszej publikacji komendant szpitala płk Aleksander Michalski w trybie natychmiastowym dyscyplinarnie zwolnił ze stanowiska wieloletnią szefową Banku Krwi, która sprzeciwiała się tym planom.
Dla kierownictwa resortu obrony narodowej to było już za dużo. Pod koniec maja minister Władysław Kosiniak-Kamysz podjął decyzję o natychmiastowym odwołaniu komendanta placówki płk. Michalskiego. Oficjalnym powodem były wyniki kontroli dotyczących dyscypliny finansów publicznych oraz błędy w zarządzaniu strategiczną placówką.Domino pociągnęło górę w Warszawie
Odwołanie komendanta w Lublinie uruchomiło efekt domina, który dotarł na same szczyty wojskowych struktur medycznych w Warszawie. Na początku lipca stanowisko stracił bezpośredni przełożony lubelskich medyków — płk dr n. med. Arkadiusz Kosowski, dyrektor Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia MON.
Z ustaleń Onetu wynikało, że ministerstwo zarzuciło płk. Kosowskiemu brak postępów w zapowiadanej reformie wojskowej medycyny oraz — co kluczowe w kontekście Lublina — wielomiesięczne tolerowanie i przymykanie oczu na nieprawidłowości w podległych mu szpitalach klinicznych.
Jego miejsce zajęła ppłk dr Anita Podlasin, uznana specjalistka ds. ratownictwa medycznego, przed którą kierownictwo resortu postawiło zadanie oczyszczenia struktur z patologii, oraz ich reformę.
W lubelskim szpitalu na razie czasowo obowiązki komendanta pełni powołany pod koniec maja płk Michał Ryciak. Resort obrony szuka jednak specjalisty, który zreformuje tę placówkę i pokieruje nią twardą ręką. Informatorzy Onetu twierdzą, że nowy komendant może zostać wybrany już we wrześniu.