Pojedynek odbywał się w formule K-1 i został zakontraktowany na pięć rund po dwie minuty. Rywale Mariusza Wacha mogli wystawiać po dwóch zawodników jednocześnie i dokonywać zmian w dowolnym momencie. Już od pierwszych sekund było więc jasne, że 46-latek będzie musiał radzić sobie z ogromną przewagą liczebną.

Przedstawiciele Gypsy Team od początku ruszyli do zdecydowanego ataku. Wach został zepchnięty pod siatkę i przyjmował kolejne serie uderzeń, próbując odpowiadać pojedynczymi kontrami. Jeszcze przed końcem pierwszej rundy znalazł się w poważnych tarapatach i został liczony.

Obraz pojedynku nie zmienił się również po przerwie. Wach coraz częściej opierał się o siatkę, a jego rywale zasypywali go mocnymi ciosami. Na twarzy byłego pretendenta do mistrzostwa świata coraz wyraźniej było widać skutki pojedynku, a z każdą kolejną minutą pojawiały się również oznaki zmęczenia.

W trzeciej rundzie przewaga Gypsy Team stała się już zdecydowana. Wach ponownie znalazł się pod siatką i przyjmował kolejne uderzenia. Po następnej serii został liczony, a chwilę później sędzia zdecydował, że dalsze prowadzenie pojedynku nie ma sensu i zakończył walkę.

Dla Wacha był to kolejny nietypowy rozdział w niezwykle długiej karierze. Jeszcze niedawno Polak mierzył się w ringu z Tysonem Furym, a tym razem zdecydował się na zupełnie inne wyzwanie i walkę przeciwko aż sześciu przeciwnikom. Tym razem doświadczenie i odporność nie wystarczyły, by doprowadzić pojedynek do końca.

ZOBACZ WIDEO: Spięcie na siłowni. Polski mistrz odsłania kulisy spotkania z Ukraińcem