Paulina Wójtowicz, Medonet.pl: W Polsce uzyskałeś pełne uprawnienia lekarskie i stopień doktora nauk medycznych. Co sprawiło, że zdecydowałeś się odejść od klasycznej ścieżki kariery lekarskiej i zająć medycyną estetyczną?
Dr Chris Gojdź: Moja praca w zawodzie lekarza po studiach nie trwała zbyt długo. Dostanie się w tamtych czasach na dobrą specjalizację graniczyło z cudem, więc oprócz medycyny, skończyłem zarządzanie i by utrzymać się w dużym mieście, jak Warszawa, pracowałem jako przedstawiciel medyczny. To zaprocentowało wiedzą o tym, jak prowadzić biznes. Założyłem nawet firmę, która edukowała lekarzy i konsultowała strategie marketingowe i medyczne dla firm farmaceutycznych.
Czytaj nas częściej w Google
Później jednak zapragnąłem wrócić do zawodu lekarza. Ponieważ zawsze miałem duszę artysty, medycyna estetyczna była jedynym sensownym kierunkiem. Nigdy nie widziałem się w rezydenturze, dyżurowaniu w szpitalu, wypełnianiu historii choroby, podleganiu pod przełożonego. Chciałem być sam sobie szefem, odpowiadać w całości za to, co robię i jak pracuję.
Medycyna estetyczna w Polsce wtedy dopiero raczkowała. Miałeś ambicje wznieść ją na wyższy poziom?
Miałem, ale też nie widziałem u nas możliwości zdobycia praktycznej wiedzy — szkolenia organizowano na niskim poziomie i były bardzo teoretyczne. Zdecydowałem się więc na naukę za granicą, głównie w Stanach Zjednoczonych, by później wrócić do kraju i przeszczepić dobre praktyki na ojczysty grunt.
Uważasz, że ci się to udało?
Absolutnie. Poprzez swoje aktywności, m.in. programy w mediach i edukację lekarzy, rozwinąłem medycynę estetyczną i zdjąłem z niej tabu. Na tamte czasy byłem jednym z najbardziej wykształconych, a później też doświadczonych lekarzy medycyny estetycznej w Polsce. Dziś na pewno jest w tym zawodzie mnóstwo równie dobrych, wykształconych i doświadczonych, którzy mogą się ze mną porównywać i konkurować, ale wtedy był Gojdź i długo, długo nikt. I ludzie o tym wiedzieli. Celebryci, którzy na początku korzystali z mojego wsparcia po cichu, zaczęli mówić o tym coraz głośniej. Stało się modne „chodzenie do Gojdzia”, żeby w naturalny sposób poprawić urodę.
Ty sam w pewnym momencie stałeś się celebrytą.
Dużą popularność przysporzył mi program telewizyjny. Byłem zapraszany jako ekspert do mediów, poza tym uczestniczyłem w eventach z moimi podopiecznymi: premierach filmów, pokazach mody i innych. Tak, ten element celebryctwa był wtedy bardzo wyraźny.
Mimo sukcesu i popularności spakowałeś walizki i wyjechałeś do USA. W jednym z wywiadów powiedziałeś: osiągnąłem sufit. Co się stało?
Zbudowałem czteropoziomową klinikę, która świetnie prosperowała. Dzwonił do mnie co trzeci celebryta chcący skorzystać z zabiegów medycyny estetycznej. Przyszedł do mnie TVN, by nakręcić razem program. Szkoliłem z zabiegów medycyny estetycznej na całym świecie z ramienia Amerykańskiej Akademii Medycyny Estetycznej. Miałem tłumy pacjentów, którzy by się do mnie dostać, czekali w kolejce po 12 miesięcy. Gabinety u innych lekarzy świeciły pustkami. Środowisko mnie znienawidziło.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zawiść — bo wtedy jeszcze nie mówiło się tyle o hejcie — była tak duża, że pewne towarzystwo medycyny estetycznej zatrudniło firmę PR, której płaciło po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, by podważano moje kompetencje. Był czas, że musiałem tłumaczyć się w mediach i udowadniać, że naprawdę jestem lekarzem, choć można to sprawdzić w rejestrze Naczelnej Izby Lekarskiej. Regularnie odwiedzały mnie panie z sanepidu i skarbówki, bo ktoś składał donosy.
Musiałem wykładać na stół całą dokumentację i wykazywać, że wszystko jest ewidencjonowane, każda płatność rozliczona, podatek odprowadzony. Dziennikarze tabloidów organizowali prowokacje. Pamiętam „pacjentkę”, która przyszła z plikiem gotówki, to było chyba 100 tys. zł, i powiedziała, że chce się „poprawić”. Obok niej leżała otwarta torebka, a w niej na samym wierzchu telefon z włączonym dyktafonem.
W pewnym momencie poczułem, że tego jest za dużo: tłumaczenia, hejtu, ale też pracy, latania, pacjentów. Zarobiłem tyle, by nie musieć pracować do końca życia. I stanąłem na rozdrożu. Dopadło mnie to, o czym pisałem w rozprawie doktorskiej.
Wypalenie zawodowe.
Tak, ja ten doktorat pisałem właściwie o sobie, choć wtedy nie byłem tego świadomy. Wypaliłem się zawodowo i emocjonalnie, bo praca, którą wykonywałem, nie zawsze była miła i przyjemna. Rzadko o tym mówię, ale ok. 20 proc. pacjentów w mojej klinice leczyliśmy charytatywnie. Gros z nich to były dzieci z rozległymi oparzeniami i bliznami, ich rodziców nie stać było na leczenie. Czułem się w obowiązku im pomóc i tego samego oczekiwałem od moich lekarzy, którzy zarabiali u mnie wtedy od 60 do 120 tys. zł miesięcznie. Wysokie zarobki, duża odpowiedzialność.
I wtedy, w środku tego wypalenia, pojawiły się propozycje od funduszy inwestycyjnych, czy nie chciałbym sprzedać biznesu albo rozwinąć go poza Polską. Pomyślałem: może rzeczywiście powinienem zmienić otoczenie? Zawsze marzyłem, by mieszkać w Sydney albo Miami. Australia była za daleko, więc padło na Stany. I tak znalazłem się na Florydzie.
Miałeś tam odpocząć, ale zacząłeś znów pracować.
Po trzech miesiącach, podczas których twoim jedynym problemem jest, czy zjeść steka, czy łososia albo czy pójść na plażę, czy jednak zostać przy basenie w apartamencie, stwierdzasz, że takie życie jest bardziej męczące niż intensywna praca. Człowiek gnuśnieje. W wieku czterdziestu kilku lat masz za dużo energii, by tak się zatrzymać. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że otworzę klinikę SPA. Trochę dla zabicia czasu, żeby coś robić, trochę dla podtrzymania umiejętności.
Znalazłem przepiękny lokal z widokiem na Downtown Miami i zacząłem przekształcać go w luksusową klinikę. Musiałem załatwić sporo formalności i rozstrzygnąć kilka kwestii prawnych, by móc otworzyć ten biznes.
Na przykład własnej licencji? Pytam, bo ostatnio w mediach pojawiły się publikacje podważające twoją działalność w USA. Była w nich mowa m.in. o tym, że nie wykonywałeś zabiegów samodzielnie, bo nawet nie byłeś do tego uprawniony.
To zabawne, bo ja nigdy nie chciałem nostryfikować dyplomu. Nie miałem takiej potrzeby i chęci, bo uważam, że nie zajmuję się prawdziwą medycyną.
Tylko czym?
Medycyna estetyczna to po prostu wyższa kosmetologia. W Stanach nie funkcjonuje nawet nazwa estetic medicine, tylko cosmetic medicine. To, że w Polsce kosmetolodzy opanowali ten rynek, to jest normalne. Apeluję do lekarzy medycyny estetycznej: przestańcie myśleć, że jesteście bogami, jesteście po prostu lepiej wykształconymi kosmetologami. Chociaż zdarza się, że kosmetolog, który uczy się pięć lat o skórze, ma często większą wiedzę niż lekarz medycyny czy stomatologii, który jest po kursie medycyny estetycznej.
Wracając do twojej pracy w USA, czym zatem się tam zajmowałeś?
Przede wszystkim zarządzałem kliniką, a właściwie klinikami, bo dwa lata po Miami otworzyliśmy filię w Chicago, później w Beverly Hills, a następnie pop-up w Nowym Jorku. Latałem między nimi, konsultowałem pacjentów, planowałem leczenie, zarządzałem personelem. Nie miałem już ani siły, ani czasu wykonywać tych zabiegów. Miałem od tego pracowników, świetnych licencjowanych specjalistów.
W każdym razie nigdy nie tytułowałem się w Stanach Zjednoczonych lekarzem. Wszędzie podkreślałem, że jestem skincare specialist. Udzielałem konsultacji, planowałem zabiegi, niektóre, owszem, wykonywałem, ale w każdej notce biograficznej podkreślałem, że licencję lekarza mam w Polsce i Unii Europejskiej. Nie mam sobie nic do zarzucenia.

Archiwum prywatne
Dr Gojdź: „Apeluję do lekarzy medycyny estetycznej: przestańcie myśleć, że jesteście bogami, jesteście po prostu lepiej wykształconymi kosmetologami”
Media szeroko komentowały fakt, że sam poddałeś się liftingowi twarzy za kwotę liczoną w setkach tysięcy złotych. Czy była to decyzja lekarza, który chce przetestować zabieg na sobie, czy mężczyzny, który również odczuwa presję wieku i wyglądu?
Absolutnie nie ma żadnej presji, a faktycznie jest potrzeba sprawdzenia różnych metod i zabiegów na sobie po to, żeby później móc polecać to pacjentom. I uważam, że to jest bardzo fair. Każdy lekarz medycyny estetycznej i kosmetolog powinien dokładnie przetestować wszystko na sobie, by później móc rekomendować swoim pacjentom.
W USA znów wszedłeś w świat celebrytów.
Odezwała się do mnie Paris Hilton i zacząłem tworzyć dla niej prywatne SPA, zlokalizowane w jej rezydencji. Ten niespodziewany projekt wypadł świetnie, więc zaczęły sypać się kolejne tego typu zlecenia od innych gwiazd. Uwielbiam to robić i poznawać ciekawych ludzi.
A mimo to wróciłeś do Polski.
Nie, w Polsce tylko bywam. Moim domem są nadal Stany Zjednoczone, tylko na innych zasadach. Teraz korzystam z życia, a nie tylko pracuję.
A co z klinikami?
Postanowiłem je sprzedać. Najpierw tę w Miami, później w Beverly Hills, a teraz Chicago i Nowy Jork. Zainteresował się nimi ten sam podmiot — firma, która chce mieć w USA sieć klinik medycyny estetycznej i szukała gotowych rozwiązań. Dosłownie kilka dni temu sfinalizowałem sprzedaż ostatnich dwóch.
Powiesz, za ile?
Mogę tylko zdradzić, za ile zwykle sprzedaje się tego typu biznes: to 7-9 razy EBITDA [ang. Earnings Before Interest, Taxes, Depreciation and Amortization — to wskaźnik, który pokazuje, ile firma zarabia na swojej podstawowej działalności przed uwzględnieniem odsetek od kredytów, podatków, amortyzacji — red.].
W niektórych mediach pojawiły się informacje nie tylko o braku dochodów, ale i zadłużeniu. Ich autorzy powoływali się na dokumenty sądowe z USA. Jak to skomentujesz?
Jeżeli w Polsce czytacie portale plotkarskie, które ani razu nie zweryfikowały tych informacji u źródła, czyli u mnie, to nie bardzo wiem, jak to skomentować.
Twój powrót do Polski nie spotkał się z wielkim entuzjazmem kolegów i koleżanek z branży.
To jest takie typowo polskie… Środowisko lekarskie medycyny estetycznej znowu żyje w lęku, bo Gojdź wraca do Polski, pewnie otworzy sieć klinik — taka śmieszna plotka się rozeszła. Wystraszyli się, że znów zabiorę im pacjentów. Nie, nie zabiorę. Pacjentów jest tak dużo, a rynek na tyle rozwinięty, że dla każdego wystarczy. Nie obawiajcie się, dr Gojdź nie zabierze wam biznesu i pieniędzy.
Co zatem zamierzasz robić w Polsce?
Na razie próbuję podomykać sprawy w USA. Jak pewnie wiesz, nie chodzi wyłącznie o te zawodowe, ale i prywatne. Mój były przyjaciel i współpracownik próbuje mnie na różne sposoby zniszczyć.
Od połowy lipca korzystam z całodobowej ochrony. Wierz mi, nie jest fajnie poruszać się po mieście z obstawą. Biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego sprawdza też zorganizowaną grupę przestępczą w Miami oraz aktywność mojego stalkera w Stanach i w Polsce. Mam potwierdzone informacje, że chce wyłudzić ode mnie milion dolarów.
Za co?
Dobre pytanie.
Chcąc nie chcąc, stałeś się celebrytą. Dziś, ponosząc tego cenę, postąpiłbyś inaczej? Nie wchodziłbyś w ten świat?
Żałuję jednego: że za bardzo wpuściłem media do swojego życia osobistego. Do dziś, za każdym razem, gdy przylatuję do Warszawy, wzbudzam olbrzymie zainteresowanie mediów. Nie jest fajne poruszanie się po mieście i bycie śledzonym przez paparazzi. Ostatnio jechałem przez Marszałkowską i drogę zajechał mi samochód. Wyskoczył z niego fotograf, rzucając się na maskę Ferrari i robiąc chamskie zdjęcia. To było stanowczo za dużo. Zrozumiałem, że to nie jest mój świat, że pragnę jednak prywatności.
Media zawsze miały jeden cel: pogrążyć mnie i na tym zarobić. Nie było w tym żadnej ciekawości, wdzięczności za to, że się tym dzielę, pokazania, dlaczego to robię.
A dlaczego robisz?
Żeby motywować, inspirować. Nigdy nie chciałem się chwalić, że jeżdżę Ferrari i jakie mam życie. Chciałem tylko pokazać młodym ludziom, że dzięki ciężkiej pracy można osiągnąć wiele. Nie wiedziałem tylko, że trzeba zapłacić za to tak wysoką cenę.
Dr Chris Gojdź — lekarz, doktor nauk medycznych, specjalizujący się w medycynie estetycznej i przeciwstarzeniowej. W 2012 r. ukończył American Academy of Aesthetic Medicine (AAAM) w Miami. Następnie American Academy of Anti-Aging Medicine (A4M) Aesthetic Fellowship i uczestniczył w setkach zaawansowanych szkoleń i kursów naukowych na całym świecie. Doświadczenie kliniczne zdobywał w Stanach Zjednoczonych, Europie, Azji, na Bliskim Wschodzie i w Australii.
Był założycielem i właścicielem kliniki medycyny estetycznej HOLISTIC Clinic w Warszawie, a także REVIVE CLINIC™ w Miami, Chicago, Nowym Jorku, Beverly Hills i Nowym Jorku (pop-up). Stworzył również Revceuticals®, koncepcję kosmetyków i suplementów medycznych opracowaną zgodnie z najnowszą wiedzą dermatologiczną, fizjologią skóry i biologią starzenia się.

Treści z serwisu Medonet mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem a jego lekarzem. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.