Rok po zaprzysiężeniu jest politycznie znacznie silniejszy niż wtedy, gdy wchodził do Pałacu. Jarosław Kaczyński ma największy od lat problem z własną partią. Mateusz Morawiecki buduje obóz konkurencyjny wobec PiS, który walczy o wyborców z Grzegorzem Braunem, a Donald Tusk wciąż musi omijać prezydenckie weta.
Nawrocki ma natomiast jeszcze cztery lata kadencji, własny urząd, własne zaplecze i konstytucyjne narzędzia, których żaden z jego prawicowych konkurentów nie posiada. Pałac Prezydencki stał się być może najbardziej stabilnym punktem całej prawej strony polskiej polityki.

Supernak Paweł / PAP
Karol Nawrocki przemawia podczas uroczystości z okazji rocznicy zaprzysiężenia go na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, 06.08.2026 r.
Dlatego rocznicowe świętowanie Nawrockiego jest czymś więcej niż demonstracją dobrego samopoczucia. To demonstracja siły. Prezydent przez ostatni rok bardzo konsekwentnie pracował nad tym, by przestać być człowiekiem, którego Jarosław Kaczyński wybrał na kandydata PiS, a zacząć być samodzielnym liderem prawicy. Paradoksalnie pomaga mu w tym Donald Tusk, choć relacje premiera z prezydentem są właściwie zamrożone.
Łukasz Gągulski / PAP
Karol Nawrocki podczas Konwencji Obywatelskiej z udziałem przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości w hali „Sokół” w Krakowie, 24.11.2024 r.
Z naszych informacji wynika, że Nawrocki praktycznie nie dzwoni do Tuska, a jeśli już dochodzi do bezpośredniego kontaktu, inicjatorem zazwyczaj jest premier. Spotkań i rozmów obu polityków jest niewiele. Nawrockiemu to jednak wcale nie przeszkadza, bo Tusk jest mu politycznie potrzebny.
Albert Zawada / PAP
Karol Nawrocki i Donald Tusk podczas posiedzenia Rady Gabinetowej w Pałacu Prezydenckim, 27.08.2025 r.
Każde starcie z rządem, każde weto i każda awantura z premierem pozwalają prezydentowi mówić do prawicowego wyborcy ponad głowami Kaczyńskiego, Morawieckiego, Mentzena i Brauna: „możecie się między sobą kłócić, ale człowiekiem, który naprawdę zatrzymuje Tuska, jestem ja”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoNowa faza wojny w PiS. Morawiecki odwraca się od KaczyńskiegoI kiedy Nawrocki świętuje pierwszy rok urzędowania, jego dawny polityczny patron ma zdecydowanie mniej powodów do otwierania szampana. Wojna w PiS właśnie weszła w nową fazę. Do niedawna można było jeszcze zakładać, że rozwód Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim będzie w miarę cywilizowany — w takim stylu, że Kaczyński wypycha byłego premiera z partii, Morawiecki buduje własne środowisko, obaj mówią sobie kilka przykrych rzeczy, po czym idą osobno do wyborów.
Radek Pietruszka / PAP
Konferencja prasowa członków stowarzyszenia Rozwój Plus w Sejmie, 24.07.2026 r.
Być może kiedyś znowu się spotkają, bo polska prawica zna wiele rozwodów, które kończyły się ponownym ślubem z rozsądku. Tyle że ten rozwód właśnie przestaje być cywilizowany.
Morawiecki zaczął robić coś, czego Kaczyński wyjątkowo nie lubi — publicznie opowiadać, jak naprawdę podejmowano decyzje podczas rządów PiS. I nie chodzi o obsadę jednej czy drugiej państwowej spółki. Były premier sięgnął po dwie sprawy, które do dziś są dla prawicy politycznymi ładunkami wybuchowymi podłożonymi pod Prawo Sprawiedliwość: pandemię i aborcję. Były premier opowiedział, że Kaczyński był zwolennikiem daleko idących rozwiązań w czasie pandemii, w tym obowiązkowych szczepień.W PiS wściekłość na Morawieckiego. „Skandal. On grozi prezesowi”
Następnie wskazał prezesa PiS jako jednego z głównych politycznych autorów decyzji, która doprowadziła do wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej w sprawie aborcji. Według relacji Morawieckiego miało to być związane z próbą uspokojenia konserwatywnej części partii po awanturze o tzw. piątkę dla zwierząt.I tu zaczyna się prawdziwy problem Kaczyńskiego. Morawiecki nie mówi już tylko, że prezes źle go potraktował, postawił na Czarnka czy nie docenił jego sukcesów. Były premier zaczyna mówić coś znacznie groźniejszego: skoro chcecie rozliczać moje rządy, to przypomnijmy sobie, kto naprawdę podejmował decyzje.
Albert Zawada / PAP
Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek podczas debaty programowej „Myśląc Polska – Alternatywa 2.0 – Gospodarka i Finanse” w stołecznym biurowcu Zebra Tower, 25.04.2026 r.
Co więcej, sugeruje, że ma świadków i dowody oraz że setki rozmów z Kaczyńskim nie muszą na zawsze pozostać tajemnicą gabinetów przy Nowogrodzkiej. W PiS odebrano to niemal jak groźbę.
Kaczyński nie zamierza milczećKaczyński odpowiedział publicznie bardzo ostro. Napisał, że wrogiem Morawieckiego przestał być Donald Tusk, a stał się nim on sam i Prawo i Sprawiedliwość. Zasugerował też, że były premier znajduje się w jakimś „dziwnym stanie”. Zresztą w trakcie zamkniętych rozmów prezes używa jeszcze mocniejszych słów i mówi, że „Mateusz oszalał”. Trudno o lepsze podsumowanie tego, dokąd zaszedł konflikt dwóch ludzi, którzy przez sześć lat wspólnie rządzili Polską.
Bo to już nie jest zwykła personalna wojna. Zaczyna się wojna o pamięć. Kto naprawdę odpowiadał za Polski Ład? Kto za KPO? Kto za politykę covidową? Kto za wyrok w sprawie aborcji? Kto podejmował decyzje w relacjach z Brukselą i kto zgadzał się na kamienie milowe? Czy Morawiecki był wszechpotężnym premierem, który wodził Kaczyńskiego za nos, jak dziś przekonują jego przeciwnicy w PiS, czy może jednak był wykonawcą decyzji prezesa, jak coraz wyraźniej sugeruje sam Morawiecki?
To nie jest akademicka dyskusja o historii lat 2017-2023. To przygotowanie do wyborów w 2027 r. Morawiecki musi zdjąć z siebie najbardziej niewygodne elementy dziedzictwa rządów PiS, jeżeli chce zabierać wyborców Konfederacji, a być może także Grzegorzowi Braunowi.
Prognoza wyborcza Onetu. PiS traci kolejne okręgi
Zobacz najnowszą prognozę Onetu!

Trudno budować nową prawicową partię jako człowiek, któremu antysystemowy wyborca pamięta lockdowny, zamykanie gospodarki i całą politykę pandemiczną. Morawiecki próbuje więc politycznie zaszczepić się przeciwko temu zarzutowi. Mówi prawicowemu wyborcy, że to wszystko nie on, tylko Kaczyński. A jeśli prezes będzie zaprzeczał, były premier daje do zrozumienia, że może otworzyć archiwum.
Hołownia walczy o polityczną przyszłośćNa przeciwległym krańcu sceny politycznej trwa tymczasem zupełnie inna operacja ratunkowa. Szymon Hołownia chce wrócić. Człowiek, który przegrał wybory prezydenckie, oddał fotel marszałka Sejmu, stracił władzę we własnej partii i bez powodzenia starał się o stanowisko w ONZ, najwyraźniej doszedł do wniosku, że jednak polityczna emerytura jeszcze nie jest dla niego.
Marysia Zawada / East News
Szymon Hołownia i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz na Kongresie Nowego Otwarcia Polski 2050, 21.03.2026 r.
Z naszych informacji wynika, że próbuje odzyskać kontrolę nad klubem Polski 2050 i rozpoczyna otwartą wojnę z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Ich relacje są dziś fatalne. Hołownia uważa, że został podstępnie wypchnięty z kierowania własną partią, buduje wokół siebie grupę „Umiarkowanych”, a część naszych rozmówców twierdzi, że może już mieć większość potrzebną do przejęcia klubu.Najciekawsze jest jednak coś innego. Hołownia chce do rządu. Jest gotów zastąpić Pełczyńską-Nałęcz w gabinecie Donalda Tuska. Chciałby zostać wicepremierem, a najbardziej podobałoby mu się Ministerstwo Kultury. Tyle że Tusk niekoniecznie ma ochotę oddawać mu resort kontrolujący między innymi media publiczne. Tak więc człowiek, który jeszcze niedawno próbował znaleźć sobie zajęcie poza polską polityką, teraz próbuje wrócić do niej drzwiami gabinetu premiera.
Paweł Supernak / PAP
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Donald Tusk na posiedzeniu rządu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, 26.08.2025 r.
I tak właśnie wygląda polska polityka w środku wakacji. Kaczyński próbuje odzyskać kontrolę nad prawicą. Morawiecki chce odzyskać polityczną niewinność i przekonać wyborców, że za najbardziej kontrowersyjne decyzje jego rządu odpowiadał także prezes. Hołownia próbuje odzyskać własną partię i miejsce przy rządowym stole. Tylko Karol Nawrocki na razie niczego odzyskiwać nie musi. Siedzi w Pałacu, świętuje i patrzy, jak wszyscy pozostali zajmują się sobą.