W piątkowym meczu 3. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Kraków podejmowała Wisłę Płock. Trzy gole kibice obejrzeli w pierwszej połowie. To wówczas doszło do sytuacji, o której zrobiło się głośno.

W 34. minucie świetne podanie otrzymał Jordi Sanchez. Wtedy Marcus Haglind-Sangre ratował się faulem, za który otrzymał żółtą kartkę. Sędzia Paweł Raczkowski uznał, że jest to wystarczająca kara. Podobnego zdania był arbiter VAR.

Zobacz kontrowersyjną sytuację (od 3’35”):

Ale inaczej uważa Kolegium Sędziów PZPN, które w sobotę przedstawiło analizę tej sytuacji. Pod uwagę wzięto m.in. odległość miejsca przewinienia od bramki przeciwnika, liczbę obrońców i atakujących oraz ich usytuowanie czy prawdopodobieństwo utrzymania się przy piłce.

„Powinien zostać wykluczony”

„Kwestią, która w tej sytuacji mogłaby stanowić wątpliwości jest obecność zawodnika Wisły Płock (nr 21). Jednak kamera zza bramki pokazuje sporą odległość tego zawodnika od piłki i niewielką (żadną) możliwość podjęcia skutecznej walki o piłkę z napastnikiem Wisły Kraków” – analizowano.

„W ocenie Prezydium KS PZPN zawodnik z Wisły Płock (nr 4) powinien zostać wykluczony z gry (czerwona kartka) z uwagi na przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki” – stwierdzono w komunikacie.

Tym samym Raczkowski powinien pokazać szwedzkiemu obrońcy Wisły Płock czerwoną kartkę. Zatem przy wyniku 1:1 „Biała Gwiazda” powinna grać z przewagą jednego zawodnika.

Na szczęście dla gospodarzy błąd arbitra nie wypaczył wyniku meczu. Dwie minuty po tym zdarzeniu Jordi Sanchez strzelił bramkę na 2:1, która okazała trafieniem na wagę trzech punktów.

ZOBACZ WIDEO: Wisła Kraków zachwyciła. Nie tylko w Polsce