W poprzednich latach Wrocław był jednym z bardziej ulubionych miejsc dla drużyny z Lublina. I to pomimo tego, że przecież jeden i drugi ośrodek celował w złoty medal i finalnie znajdował się w PGE Ekstralidze na podium. Dość powiedzieć, że z pięciu poprzednich potyczek na Stadionie Olimpijskim goście ze wschodniej części kraju wygrali aż cztery – w tym dwie ostatnie.
W niedzielny wieczór w starciu w ramach 12. kolejki Betard Sparta od razu zameldowała, że tym razem tak różowo dla Orlen Oil Motoru ściganie na 352-metrowym torze nie będzie się układać. Ba, zaczęła tak mocno lać wielkiego rywala, że od razu chciała sprawić, by gromkie „WTS! WTS! WTS!” wypełnionych trybun zaczęło mu się śnić po nocach.
ZOBACZ WIDEO: „Ja się nie poddam”. Jasny przekaz Patricka Hansena
Premierowa seria to jej cztery wygrane biegi i przy tym twarda frapująca walka na dystansie. Pokazywało to, z jakim kalibrem spotkania mamy do czynienia. Lublinianie próbowali się stawiać, ale zespołowo kompletnie się im to nie udawało. Panowali bez wątpienia Wrocławianie, którzy przecież znów jechali bez silnego ogniwa, jakim bez wątpienia jest Daniel Bewley. Zastępstwo zawodnika za Brytyjczyka wypadało w pierwszych dwóch seriach dobrze.
A bardzo dobrze wręcz wypadała jazda całej drużyny prowadzonej przez Piotra Protasiewicza. Z serią sześciu zwycięstw weszła w mecz i w efekcie z wynikiem 27:9! Skuteczna postawa seniorów nikogo specjalnie nie zaskakiwała, ale już Marcela Kowolika i owszem. Czuł się on na domowym torze świetnie, co pokazał w wyścigu juniorskim i potem szóstym, w którym wraz z bezbłędnym Bradym Kurtzem zdeklasował parę „Koziołków”.
Dopiero w siódmej gonitwie Bartosz Zmarzlik wcisnął guzik z napisem „stop” i jako pierwszy ze strony Motoru zdołał minąć linię mety na czele stawki. Nadal więc jeszcze drużynowy wicemistrz kraju był na dwupunktowym plusie w dwumeczu, ale w sytuacji, w której pozostali koledzy sześciokrotnego indywidualnego mistrza świata nie wskoczyliby na znacznie wyższy poziom, kwestią czasu było, by to Spartanie przechylili szalę bonusu na własną korzyść.
Lublinianom musiały przypomnieć się więc obrazki z czerwca z Torunia, gdzie przecież dostali łomot 29:61, roztrwaniając aż 22 punkty zapasu ze spotkania u siebie. A gdy taśmy dotknął w ósmym wyścigu Martin Vaculik, droga po obronę bardzo ważnego punktu do tabeli, stawała się jeszcze bardziej wyboista. W powtórce wygrał jeżdżący na kosmicznym pułapie Kurtz przed Fredrikiem Lindgrenem, a na 2:1 w bilansie starć z Mikkelem Andersenem wyszedł zastępujący Słowaka Bartosz Bańbor.
Protasiewicz mógł polegać na duecie Łaguta – Janowski. Dziewiąta odsłona tego ciepłego wieczoru nad Odrą to deklasacja z ich strony na wolnych i pogubionych Mateuszu Cierniaku i Kacprze Worynie. I to w tym momencie wrocławski walec objął w dwumeczu prowadzenie.
Potem powiększył je o kolejne dwa punkty na zakończenie trzeciej serii. Jadący z „zz-tki” Kurtz drugi raz pokonał Zmarzlika i drugi raz z miażdżącą przewagą. Ponownie też piorunująco wystartował Bartłomiej Kowalski, ale w polu – tak jak w trzecim biegu – musiał uznać wyższość numeru jeden PGE Ekstraligi pod względem średniej biegowej.
Występ bezradnego Motoru był bliźniaczy do tego wspomnianego już sprzed kilku tygodni z toruńskiej Motoareny. Niemoc. Brak pomysłu, jak wybrnąć z marazmu. Samym Zmarzlikiem goście nie byli w stanie zdobyć potrzebnego im przecież do walki o awans do play-off bonusu. Dlatego podwójny sukces Lindgrena i Woryny w jedenastym wyścigu był tak szalenie ważny. A jeszcze ważniejszy, wiedząc, że został on wyrwany Janowskiemu i Łagucie na dystansie.
Trzykrotny złoty medalista PGE Ekstraligi zamierzał pójść za ciosem i w dwunastym zastosował podwójną rezerwę taktyczną. Ten sprytny plan popsuli jednak w teorii niepozorni Kowalski i Kowolik. Pierwszy tym razem wybronił się i to w sposób spektakularny przed Zmarzlikiem, a drugi nie dość, że trochę poprzeszkadzał liderowi cyklu Grand Prix, to pokonał kolejny raz Bańbora. Wrocław wrócił tym samym na plus dwa w batalii o bonus, a zryw Lublina z poprzedniej gonitwy okazał się de facto chwilowy.
Przed wyścigami nominowanymi rozpalone trybuny czekały na kolejne torowe fajerwerki. I zostały one odpalone – wedle życzenia. Janowski błyskawicznie uciekł ze startu do przodu, za to Kurtz w ciągu dwóch i pół okrążenia przedarł się przed Zmarzlika, a przede wszystkim przed Worynę, mając mało miejsca pod bandą na wyjeździe z pierwszego łuku. Do tego przewaga pary Sparty na mecie była imponująca. Tak jak i przewaga w samym spotkaniu (52:26).
Motor na koniec próbował już wszystkiego. Z rezerwy taktycznej wystawił w czternastym biegu nieźle jadącego, a przede wszystkim walczącego Lindgrena. Po starcie wyglądało to jeszcze całkiem obiecująco, ale Łaguta i Janowski zrewanżowali się Szwedowi, a do tego Worynie za podwójną przegraną sprzed kilkudziesięciu minut z jedenastego wyścigu i pod koniec pierwszego okrążenia wyskoczyli na 5:1. Mijając linię mety z takim właśnie rezultatem, zamknęli wobec tego kwestię zwycięstwa za trzy „oczka”. Z kolei zmagania zakończyła wyczekana wygrana Zmarzlika z Kurtzem, choć ten drugi gnał za pierwszym do samej kreski.
Punkt bonusowy bardzo pomaga Sparcie w rywalizacji o pierwsze miejsce przed fazą play-off. Za to jego utrata mocno komplikuje Motorowi drogę do tego miejsca. Nie ma bowiem co ukrywać, że niedzielny wynik ze Stadionu Olimpijskiego ucieszył wszystkich w Grudziądzu.
Wyniki:
Betard Sparta Wrocław – 59
9. Artiom Łaguta – 12+2 (2*,2*,2,3,0,3)
10. Maciej Janowski – 12+3 (3,1*,2*,1,3,2*)
11. Bartłomiej Kowalski – 11 (3,1,3,1,3,0)
12. Daniel Bewley – zz
13. Brady Kurtz – 16+1 (3,3,3,3,2*,2)
14. Mikkel Andersen – 2 (1,1,0)
15. Marcel Kowolik – 6+1 (3,2*,1)
16. Anders Rowe – ns
Orlen Oil Motor Lublin – 31
1. Kacper Woryna – 3+1 (1,0,0,2*,0,0)
2. Mateusz Cierniak – 2 (0,1,1,-)
3. Martin Vaculik – 1 (0,1,t,-,-)
4. Fredrik Lindgren – 9 (2,0,2,3,1,1)
5. Bartosz Zmarzlik – 13 (2,3,2,2,1,3)
6. Bartosz Bańbor – 3+1 (2,0,1*,0,0)
7. Bartosz Jaworski – 0 (0,0,-)
8. Dawid Cepielik – ns
Bieg po biegu:
1. (65,26) Kowalski, Łaguta, Woryna, Vaculik – 5:1 – (5:1)
2. (65,08) Kowolik, Bańbor, Andersen, Jaworski – 4:2 – (9:3)
3. (63,64) Kurtz, Zmarzlik, Kowalski, Cierniak – 4:2 – (13:5)
4. (64,11) Janowski, Lindgren, Andersen, Bańbor – 4:2 – (17:7)
5. (65,53) Kowalski, Łaguta, Vaculik, Lindgren – 5:1 – (22:8)
6. (64,52) Kurtz, Kowolik, Cierniak, Woryna – 5:1 – (27:9)
7. (64,56) Zmarzlik, Łaguta, Janowski, Jaworski – 3:3 – (30:12)
8. (64,68) Kurtz, Lindgren, Bańbor, Andersen – 3:3 – (33:15)
9. (64,44) Łaguta, Janowski, Cierniak, Woryna – 5:1 – (38:16)
10. (63,83) Kurtz, Zmarzlik, Kowalski, Bańbor – 4:2 – (42:18)
11. (65,84) Lindgren, Woryna, Janowski, Łaguta – 1:5 – (43:23)
12. (65,38) Kowalski, Zmarzlik, Kowolik, Bańbor – 4:2 – (47:25)
13. (65,07) Janowski, Kurtz, Zmarzlik, Woryna – 5:1 – (52:26)
14. (65,89) Łaguta, Janowski, Lindgren, Woryna – 5:1 – (57:27)
15. (64,92) Zmarzlik, Kurtz, Lindgren, Kowalski – 2:4 – (59:31)
Sędzia: Krzysztof Meyze
Komisarz toru: Paweł Stangret
Frekwencja: 13675 widzów (komplet)
Zestaw startowy: I
NCD: 63,64 sek. – uzyskał Brady Kurtz (Sparta) w biegu 3.
Wynik dwumeczu: 94:86 dla Sparty, która zdobyła bonus
Oficjalne wyniki oraz pełne dane telemetryczne dostępne wyłącznie w Aplikacji Ekstraligi.