Betard Sparta Wrocław w niedzielę (9 sierpnia) zaskoczyła żużlową społeczność. Tego, że w 13. kolejce PGE Ekstraligi pokona Orlen Oil Motor Lublin można było się spodziewać, ale że zdobędzie bonus już nie.
Tymczasem Wrocławianie rozbili aktualnego wicemistrza Polski 59:31, który był kompletnie bezradny. Z kolei w przedmeczowym wywiadzie z Canal+ Sport Piotr Protasiewicz w ogóle nie brał pod uwagę scenariusz, w którym jego zespół zdobędzie bonus.
ZOBACZ WIDEO: Magazyn PGE Ekstraligi. Goście: Hansen, Lindgren i Bloedorn
– Nie była to zasłona dymna, tylko ja twardo stąpam po ziemi jeśli chodzi o sport, tym bardziej o żużel. Parę lat mam przyjemność bycia w tym środowisku, trochę widziałem w życiu – podkreślił, wracając do tamtej wypowiedzi w pomeczowej mixzonie.
– Przygotowaliśmy się bardzo solidnie do tego spotkania. Pamiętajmy, że była druga przerwa, przyjechała drużyna klasowa z medalistami mistrzostw świata, z aktualnym mistrzem świata. Lublin generalnie, nawet jak nie pracowałem we Wrocławiu, to radził sobie bardzo dobrze, także spodziewałem się, że to będzie trudny pojedynek – kontynuował.
– Pamiętałem, jaki mecz pojechaliśmy w Lublinie, to bonus był dla mnie w sferach marzeń. Skupiałem się, żeby chłopacy bardziej się skupili na odczytaniu toru, dobrym wejściu w mecz. Takie spotkania na tym poziomie zdarzają się raz na ileś lat. Dzisiaj wszystko w 100 proc. jeśli chodzi o moich zawodników – zakończył wątek trener Sparty.
Kolejne pytania ze strony Michała Mitruta nie spodobały się Protasiewiczowi. Najpierw był zdziwiony tematem potencjalnego smsa od Roberta Kościechy z uwagi na to, że za sprawą Sparty Bayersystem GKM Grudziądz wciąż jest w grze o play-offy. Potem zirytował się ws. skomplikowanych relacji z Marcelem Kowolikiem.
– Po pierwsze dziwię się, jakie pan pytania zadaje. Pytanie do kolegi z Lublina, czy pasują do tego samego stolika co jest Wrocław i Toruń, dlaczego nie? To jest tylko sport. Tutaj bym prosił o trochę więcej powściągliwości to jest raz – podkreślił Protasiewicz.
– Dwa, o jakich animozjach między mną a Marcelem? Po prostu jestem na tym stanowisku co jestem, nigdy się nie kłóciliśmy, nie wyzywaliśmy, po prostu podjąłem jakąś decyzję w trakcie sezonu. Marcel miał czas, żeby przemyśleć, bardziej wziąć się za pracę i dzisiaj chyba były tego efekty, bo pojechał świetne spotkanie. W końcu był w tych miejscach na torze, w których był w zawodach młodzieżowych i widzieliśmy inna jazdę, bardziej ofensywną. On to potrafi zrobić, tu nie było żadnych kar, dziwnych sugestii, tylko uważałem, że to dobre dla niego – wytłumaczył wprost sprawę z juniorem.
Tymczasem Mitrut zareagował jeszcze na kwestię swoich pytań. – Będę się upierał, że to porównanie do stolika nie było ofensywne – zaznaczył.