Rozgrywki Leagues Cup są bardzo specyficzne. Tam trzy punkty za zwycięstwo dostaje się wyłącznie, gdy wygrywasz mecz w podstawowym czasie gry. Jeżeli jednak po dziewięćdziesięciu minutach jest remis, to o wszystkim decyduje konkurs rzutów karnych. I wtedy zwycięzca otrzymuje dwa punkty do tabeli, a przegrany jeden.
I zanosiło się właśnie na taki wariant. Goście sensacyjnie prowadzili od 20. minuty – po prostopadłym podaniu nie popisał się Joel Waterman, który nie trafił w piłkę przy wślizgu. To samo zrobił wychodzący poza pole karne Chris Brady, co natychmiast wykorzystał Ezequiel Bullaude i oddał efektowny strzał na pustą bramkę. Wyrównał na niespełna 20 minut przed końcem rezerwowy Philip Zinckernagel. Odnalazł się w polu karnym w dużym tłoku i huknął nie do obrony z ostrego kąta.
Dzięki temu drużyna Chicago Fire została podłączona do prądu. A w końcówce dobiła przeciwnika, który już totalnie nie wiedział, co się dzieje. Najpierw bramkę zdobył Robin Lod, a w doliczonym czasie gry swojego trafienia doczekał się Robert Lewandowski. Polak popisał się skuteczną dobitką po uderzeniu Philipa Zinckernagela i ustalił wynik na 3:1.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie. Co za bramka. Poezja na boisku!
Tym samym Lewandowski zrehabilitował się za sytuację z 83. minuty. Wtedy jednak nie wykorzystał idealnego dośrodkowania Antona Saletrosa i w tylko sobie znany sposób spudłował z pięciu metrów. Trudniej było nie trafić niż trafić.
Sam mecz był całkiem interesujący, choć rywal nie wyglądał na zbyt poważnego (ostatni zespół w tabeli meksykańskiej ekstraklasy). Mimo to Chicago Fire bardzo długo się męczyło.
Gospodarze w pierwszej połowie mieli dwie okazje warte wyróżnienia – najpierw potężny strzał z dystansu oddał Jonathan Bamba, a w czasie doliczonym z bliska główkował Maren Haile-Selassie. W obu przypadkach fenomenalnie w bramce spisał się Carlos Acevedo.
O ile jednak Santos Laguna w pierwszej połowie potrafił się odgryźć, o tyle po przerwie było już mniej ofensywnych wypadów. Inna sprawa, że chwilę przed bramką na 1:1 doskonałą okazję miał Efrain Orona, ale trafił w poprzeczkę. Zemściło się to bardzo szybko.
Chicago Fire po dwóch meczach Leagues Cup ma komplet sześciu punktów. A już w nocy z czwartku na piątek kolejne spotkanie – tym razem z Cruz Azul.
Chicago Fire – Santos Laguna 3:1 (0:1)
0:1 Ezequiel Bullaude 20′
1:1 Philip Zinckernagel 72′
2:1 Robin Lod 90′
3:1 Robert Lewandowski 90+3′
Składy:
Chicago Fire: Chris Brady – Leonardo Barroso (68′ Puso Dithejane), Joel Waterman, Jack Elliott, Viktor Radojević (46′ Andrew Gutman) – Anton Saletros, Mauricio Pineda (69′ Robin Lod), Robert Turdean (46′ Sergio Oregel) – Maren Haile-Selassie, Robert Lewandowski, Jonathan Bamba (46′ Philip Zinckernagel).
Santos Laguna: Carlos Acevedo – Mauricio Cuevas (62′ Jose Abella), Felipe Sanchez, Efrain Orona, Emmanuel Echeverria – Ezequiel Bullaude, Aldo Lopez, Salvador Mariscal (84′ Magnus Lopez), Fran Villalba (68′ Diego Medina), Diego Gonzalez (84′ Javier Guemez) – Eduardo Aguirre (62′ Lucas Di Yorio).
Żółte kartki: Elliott, Waterman (Chicago Fire) oraz Salvador Mariscal, Ezequiel Bullaude, Jose Abella (Santos Laguna).
Sędzia: Reginald Gumbs.