
Screen Apple TV
Robert Lewandowski w trakcie meczu z Santosem Laguna
Podejście Lewandowskiego, który tak dużą uwagę przykładał do kontestowania decyzji arbitra, nie umknęło komentatorowi tego spotkania. Jego zachowanie określił mianem „dziwnego”.
Z kolei gdy w 41. minucie Polak dopadł do bezpańskiej piłki i z bardzo ostrego kąta uderzył zdecydowanie nad bramką, komentujący ten mecz po prostu zaniemówił. Natomiast gdy w 83. minucie Lewandowski w podobnym stylu wykończył dużo bardziej dogodną sytuację, sprawozdawca nie przebierał już w słowach. — To niemożliwe do wytłumaczenia! Tego nie da się usprawiedliwić! Każdy, tylko nie Lewandowski! — krzyczał do mikrofonu.
Robert Lewandowski marnuje znakomitą okazję w 83. minucie:
Zanosiło się wtedy na to, że Polak zostanie okrzyknięty głównym winowajcą kompromitacji Chicago Fire. Strażacy wciąż tylko remisowali z meksykańskim słabeuszem, a Lewandowski — oprócz marnowania sytuacji, spierania się z sędzią i narzekania na złe zagrania kolegów — nie wsławił się niczym szczególnym. Nierzadko pokazywał się do gry i starał się rozprowadzać akcje, ale niewiele z tego wynikało.
Robert Lewandowski z piekła do nieba
Aż nadeszła sama końcówka spotkania. Najpierw w 90. minucie skórę Lewandowskiemu uratował Robin Lod. Fin wykazał się przytomnością umysłu i dał Fire prowadzenie. W tym momencie stało się niemal jasne, że już mało kto będzie pamiętał, że Polakowi upiecze się zmarnowanie tak dogodnej sytuacji.
A trzy minuty później wszyscy byli już tego pewni. Philip Zinckernagel wymienił podanie z Lewandowskim i oddał strzał, bramkarz odbił piłkę, najszybciej dopadł do niej Polak i ustalił wynik spotkania na 3:1.
37-latek strzelał gole i piękniejsze, i ważniejsze, ale i tak eksplodował z radości po tym trafieniu. Musiał spaść mu kamień z serca.
Gol Roberta Lewandowskiego:
Bramka Lewandowskiego może być języczkiem u wagi w kontekście dalszej rywalizacji w Leagues Cup. Do ćwierćfinałów awansują po cztery drużyny z MLS i meksykańskiej ekstraklasy. Dzięki trafieniu Polaka Fire przesunęło się z piątego na trzecie miejsce w tabeli.
W ostatnim meczu fazy grupowej Strażacy zmierzą się z Cruz Azul. Jedno jest pewne: taka gra jak przeciwko Santosowi Laguna nie wystarczy do awansu.