Malejąca liczba osób pracujących i rosnąca liczba emerytów powodują, że coraz trudniej będzie finansować świadczenia. Wojciech Nagel z BCC podkreśla, że obecny model może w przyszłości prowadzić do większego zadłużenia państwa.
Podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego w 2012 r. wywołało protesty społeczne, dlatego kolejne rządy unikają podobnych decyzji. Ekspert uważa, że zmiany mogą zostać wymuszone dopiero przez problemy finansowe systemu.
– Nie wierzę, że decydujące będą działania kolejnych partii rządzących. Proszę pamiętać, iż politycy często myślą w perspektywie czteroletniej kadencji. Wielu z nich nie zostaje ponownie wybranych, a część decyzji kończy się wraz ze zmianą władzy. Tymczasem konsekwencje tych decyzji wykraczają daleko poza ten okres i obciążają przyszłe pokolenia – zaznacza Wojciech Nagel.
Polska należy do państw UE, które nadal utrzymują niższy ustawowy wiek emerytalny dla kobiet niż dla mężczyzn. Czy taki model ma jeszcze uzasadnienie?
Wojciech Nagel, wiceprezes BCC, ekspert ds. ubezpieczeń społecznych: – Kraje bardziej rozwinięte od Polski pokazują, że ich systemy emerytalne są w większym stopniu dostosowane do realiów społecznych i demograficznych. Nie chodzi tylko o sam fakt ujednolicenia wieku emerytalnego, ale również o to, że zachodzą zmiany, które powodują konieczność jego stopniowego wydłużania. Dobrym przykładem jest Belgia, która zmierza w kierunku wieku emerytalnego wynoszącego 70 lat. To kraj znacznie bogatszy od Polski.
Podobnie wygląda sytuacja w państwach OECD. Przykładem może być Australia, gdzie kobiety przechodzą na emeryturę w wieku 67 lat. W tym kontekście polski system wyraźnie odbiega od rozwiązań stosowanych w krajach rozwiniętych.
Najważniejszym wyzwaniem pozostaje demografia. Polski system emerytalny opiera się na składkach, a jeżeli w przyszłości będzie ich wpływało coraz mniej, pojawi się poważny problem z finansowaniem świadczeń. Już dziś część wydatków społecznych jest finansowana długiem publicznym. Taki model w dłuższej perspektywie jest trudny do utrzymania, ponieważ zaciągnięte zobowiązania ktoś w przyszłości będzie musiał spłacić.

Wojciech Nagel, wiceprezes BCC, ekspert ds. ubezpieczeń społecznych Fot. Wojciech Olkuśnik / PAP
Obowiązujący wiek emerytalny – 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn – jest sprawiedliwy? Czy przy zachodzących zmianach demograficznych nie prowadzi on do powstawania coraz większej luki emerytalnej?
– Obecna sytuacja wynika przede wszystkim z reformy emerytalnej przeprowadzonej w 1999 roku, która wprowadziła system zdefiniowanej składki. Oznacza to, że wysokość emerytury zależy od sumy zgromadzonych składek oraz przeciętnej przewidywanej długości życia. Innymi słowy, im krótszy okres aktywności zawodowej i mniejsza liczba odprowadzonych składek, tym niższe świadczenie emerytalne. Dotyczy to w szczególności kobiet, które statystycznie żyją dłużej, a jednocześnie często krócej pozostają aktywne zawodowo.
Aby tę sytuację złagodzić, wprowadzono różne rozwiązania. Przykładem jest renta rodzinna. Mamy również inne formy wsparcia, takie jak trzynasta i czternasta „emerytura”. Są to rozwiązania mające przede wszystkim łagodzić sytuację osób, w szczególności kobiet, które w pewnym momencie życia zostają same i nie mogą liczyć na dodatkowe wsparcie rodziny. Pełnią one jednak funkcję zastępczą lub pomocniczą wobec podstawowego problemu, jakim jest odpowiednie dostosowanie wieku emerytalnego do realiów demograficznych.
Czy lepszym rozwiązaniem byłoby zatem zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn albo jego podwyższenie?
– To jest bardzo słuszny postulat, ale jego realizacja wymagałaby decyzji politycznej. Taka próba została podjęta w 2012 roku. Rząd zdecydował się wówczas na stopniowe zrównanie i podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat dla kobiet i mężczyzn. Pomysł wywołał duże protesty społeczne oraz sprzeciw obywateli, wspierany m.in. przez związki zawodowe. Ostatecznie zmiany zostały zatrzymane, a następnie wycofane. Działania kolejnych rządów doprowadziły natomiast do obniżenia wieku emerytalnego.
Sytuacja w ostatniej dekadzie uległa pogorszeniu, ponieważ nie przeprowadzono koniecznych zmian w systemie emerytalnym, a jednocześnie zwiększano obciążenia finansów publicznych, poprzez kosztowne programy, na które nie zapewniono trwałego finansowania.
W efekcie znaczna część tych wydatków została sfinansowana długiem publicznym. Przykładem jest program 500 Plus, który miał być odpowiedzią na problemy demograficzne. Ostatecznie jednak nie doprowadził on do poprawy sytuacji w tym zakresie. Polska nadal zmaga się z bardzo niską dzietnością, która znajduje się poniżej poziomu zapewniającego zastępowalność pokoleń.
Wiek emerytalny będzie wyższy? „Zmiany nastąpią, ale nie będą efektem inicjatywy politycznej”
Kolejne rządy, niezależnie od opcji politycznej, bardzo ostrożnie podchodzą do tematu wieku emerytalnego. Czy dziś mamy przestrzeń na poważną reformę, czy to temat politycznie zbyt ryzykowny?
– Jeżeli spojrzymy bez emocji na reformy, które były przeprowadzane zarówno w Polsce, jak i w krajach rozwiniętych – chociażby w Unii Europejskiej – to większość z nich była wymuszana przez określone okoliczności. Dobrym przykładem jest sytuacja po wybuchu wojny w Ukrainie. Okazało się, że Europa, a także Polska, nie były odpowiednio przygotowane do tego rodzaju zagrożenia. W związku z tym podjęto decyzję o ogromnym zwiększeniu wydatków na obronność, ponieważ uznano, że nie jesteśmy w stanie zapewnić sobie wystarczającego bezpieczeństwa.
Tak samo będzie moim zdaniem z systemem emerytalnym. Zmiany nastąpią, ale nie będą efektem inicjatywy politycznej. Zostaną wymuszone sytuacją finansową, ponieważ system będzie coraz trudniejszy do sfinansowania, a poziom zadłużenia państwa może zacząć zagrażać jego stabilności. Nie wierzę, że decydujące będą działania kolejnych partii rządzących. Proszę pamiętać, iż politycy często myślą w perspektywie czteroletniej kadencji. Wielu z nich nie zostaje ponownie wybranych, a część decyzji kończy się wraz ze zmianą władzy. Tymczasem konsekwencje tych decyzji wykraczają daleko poza ten okres i obciążają przyszłe pokolenia.
Jeżeli połączymy wszystkie elementy: lukę pomiędzy wpływami ze składek a koniecznością finansowania świadczeń, wydatki emerytalne, trzynaste i czternaste emerytury, dodatkowe świadczenia oraz waloryzacje – okaże się, że skala tych wydatków wynosi ponad 20 proc. PKB. Ten poziom będzie dalej rósł, ponieważ z jednej strony będzie wpływać coraz mniej składek, a z drugiej wysokość wypłacanych świadczeń będzie się zwiększać.
Nie wiemy również, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku pracy. Obecnie mamy około miliona obywateli Ukrainy, którzy w dużej części uczestniczą w systemie i odprowadzają składki. Nie wiadomo jednak, czy ten napływ będzie utrzymywał się w przyszłości, czy też po zakończeniu lub zamrożeniu konfliktu część tych osób nie zdecyduje się na powrót. Być może ten zasób pracowników okaże się przejściowy. Oczywiście, pojawiają się również inne kierunki migracji, ale obecnie nie są one na taką skalę, jak migracja z Ukrainy.
Jeśli system emerytalny nie zostanie zreformowany, czy w najbliższych latach grozi nam wzrost ubóstwa wśród seniorów?
– W latach 2024-2025, według dostępnych danych, około 525 tys. osób więcej przeszło już na emeryturę zgodnie z nowymi zasadami. Oznacza to, że zmniejsza się liczba świadczeń starosystemowych, które nie były bezpośrednio powiązane z wysokością składek odprowadzonych do systemu. Był to bowiem system zdefiniowanego świadczenia. Właśnie z tego powodu świadczenia przyznawane według nowych zasad są niższe.
Chcę jednak zwrócić uwagę na pewien promyk nadziei związany z hasłem reformy z 1999 roku – „bezpieczeństwo dzięki różnorodności”. Ta różnorodność oznacza wszystkie formy dodatkowego zabezpieczenia poza systemem powszechnym: OFE, które mimo zmian nadal funkcjonuje i obejmuje pewną grupę osób oszczędzających w tym systemie, a także IKE, IKZE, PPK czy PPE. We wszystkich tych programach uczestniczy około 6 milionów Polaków. Oznacza to, iż około jedna trzecia osób pracujących ma dodatkowe zabezpieczenie poza systemem powszechnym.
Zespół ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego, którego jestem przewodniczącym, pod koniec ubiegłego roku rozpoczął prace nad zmianami w dodatkowych formach zabezpieczenia emerytalnego. Ich celem jest zwiększenie uczestnictwa osób pracujących, które chcą korzystać z tych form dodatkowego zabezpieczenia. Chodzi o wprowadzenie rozwiązań, które poprawią funkcjonowanie tych systemów i ułatwią korzystanie z nich. Prace zakończyliśmy w czerwcu wstępnym raportem. Po wakacjach będziemy rozmawiać z przedstawicielami Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Komisji Nadzoru Finansowego na temat wdrożenia konkretnych zmian, zgłoszonych przez partnerów społecznych RDS oraz ekspertów rynku.
„Nie ma podstaw do różnicowania wieku przechodzenia na emeryturę ze względu na rodzicielstwo”
Dużo emocji wywołała propozycja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, aby bezdzietne kobiety przechodziły na emeryturę później niż matki. Czy rodzicielstwo powinno mieć wpływ na wiek emerytalny?
– Moim zdaniem nie ma podstaw do różnicowania wieku przechodzenia na emeryturę ze względu na rodzicielstwo. Takie rozwiązanie nie wynika z konstytucyjnych zasad systemu zabezpieczenia społecznego. Konstytucja nie daje podstaw do tworzenia szczególnych zasad, które pozwalałyby określonym grupom wcześniej przechodzić na emeryturę.
Uważam, że lepszym rozwiązaniem byłyby mechanizmy zachęcające do wydłużania aktywności zawodowej, które nie budzą takich wątpliwości. Mogłyby to być na przykład możliwość bardziej elastycznego łączenia pracy z pobieraniem świadczenia albo premiowanie osób, które decydują się dłużej pozostać na rynku pracy. Taka koncepcja była już przedstawiana. Pojawiła się w 2017 roku w ramach Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, zaprezentowanej przez ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Zakładała premiowanie osób, które wydłużałyby swoją aktywność zawodową o rok lub dwa lata. Rozważano wówczas określone gratyfikacje finansowe za każdy dodatkowy rok pracy. W mojej opinii tego typu rozwiązania powinny być jednak związane przede wszystkim z systemem podatkowym. Jeżeli ktoś dłużej pracuje i nie pobiera świadczenia, taką aktywność można byłoby premiować, poprzez odpowiednie odliczenia podatkowe – podobnie jak w przypadku IKZE.
Poprawy wymaga również sytuacja osób, które przeszły już na emeryturę, ale nadal pracują. Nie powinno się ich traktować, jak osób o bardzo wysokich dochodach tylko dlatego, że przy niezmienionych progach podatkowych mogą stosunkowo szybko wejść w wyższy próg. Takie zmiany wymagają jednak podejścia systemowego. Problem leży w tym, iż często zaczyna się o nich mówić dopiero w okresie przedwyborczym. Wtedy pojawiają się zapowiedzi zmian podatkowych czy podwyższenia progów, mimo że wcześniej przez kilka lat nie podejmowano takich działań. Pokazuje to pewien schemat polityczny: przed wyborami pojawiają się obietnice, które później często nie są realizowane. Trudno więc uznać, aby taka polityka miała charakter długofalowy, racjonalny i systemowy.
„Politycy często unikają trudnych reform i wybierają rozwiązania popularne krótkoterminowo”
Pana zdaniem wiek emerytalny w Polsce powinien być wyższy?
– Około 15 lat temu propozycję podwyższenia wieku emerytalnego oceniałem pozytywnie, ponieważ była ona zgodna z kierunkiem zmian w krajach rozwiniętych. Od tego czasu sytuacja demograficzna Polski znacząco się pogorszyła. Liczba zgonów wyraźnie przewyższa liczbę urodzeń, co zwiększa presję na system emerytalny. Obniżenie wieku emerytalnego byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby istniało inne źródło finansowania systemu. Takiego rozwiązania jednak nie ma – dlatego potrzebna jest otwarta debata społeczna na temat koniecznych zmian. Nie można podejmować takich decyzji bez przygotowania społeczeństwa, jak miało to miejsce wcześniej.
Podchodzę do tego tematu jednak sceptycznie, ponieważ politycy często unikają trudnych reform i wybierają rozwiązania popularne krótkoterminowo, których koszty ponoszą przyszłe pokolenia.
Ile powinien wynosić wiek emerytalny?
– Wskazywanie dziś konkretnego wieku emerytalnego byłoby przedwczesne. Najpierw należy przeprowadzić analizy różnych wariantów oraz rozpocząć szeroką debatę z udziałem ekspertów i przedstawicieli różnych środowisk społecznych i politycznych. Dopiero na tej podstawie można byłoby rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach. Określanie granicy wieku emerytalnego na obecnym etapie miałoby charakter wyłącznie hipotetyczny.
Nie tylko wyższy wiek emerytalny. Są inne sposoby na poprawę systemu
Jakie rozwiązania moglibyśmy wprowadzić już dziś? Od czego powinniśmy zacząć zmiany w systemie emerytalnym?
– Reprezentuję stanowisko pracodawców BCC i od lat promujemy rozwiązanie polegające na podniesieniu progu świadczeń zwolnionych z podatku. Obecnie emerytury do 2,5 tys. zł brutto nie podlegają opodatkowaniu, ale ze względu na inflację i upływ czasu warto rozważyć podniesienie tego limitu. Moim zdaniem kwota 3 tys. zł brutto byłaby właściwym poziomem, choć można rozważać również inne rozwiązania.
Promujemy także koncepcję całkowitego zwolnienia emerytur z podatku. Kilka lat temu przeprowadzano analizy, z których wynikało, że taka operacja byłaby możliwa w przypadku rezygnacji z dodatkowych świadczeń, takich jak trzynasta i czternasta „emerytura”.
Jeżeli chodzi o waloryzację, powinny zostać utrzymane obecne zasady, czyli uwzględnianie inflacji oraz wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. Nie widzę obecnie możliwości finansowych, aby dodatkowo zwiększać te wskaźniki.
Warto również wspierać rozwiązania zachęcające do oszczędzania i inwestowania. Nową propozycją jest Osobiste Konto Inwestycyjne (OKI), które ma zostać wprowadzone w 2027 roku. To rozwiązanie ma umożliwiać obywatelom inwestowanie do 100 tys. zł rocznie bez podatku, a powyżej tej kwoty na preferencyjnych zasadach. Takie instrumenty są potrzebne, ponieważ dodatkowe oszczędności będą coraz bardziej istotnym elementem zabezpieczenia emerytalnego, podobnie jak ma to miejsce w krajach rozwiniętych.
Wcześniejsza emerytura za staż? Rachunek może zapłacić cały system
W ostatnim czasie dużo mówi się również o emeryturach stażowych. Czy pana zdaniem takie rozwiązanie powinno zostać wprowadzone?
– Emerytury stażowe w praktyce oznaczałyby obniżenie efektywnego wieku emerytalnego w Polsce – według moich szacunków do około 62-63 lat w przypadku mężczyzn i 57-58 lat w przypadku kobiet. Tymczasem obecny system nie opiera się na kryterium stażu pracy, lecz na wysokości odprowadzonych składek. To jedna z podstawowych zasad reformy emerytalnej z 1999 roku. Dlatego konsekwentnie sprzeciwiam się temu rozwiązaniu. Z moich szacunków wynika, że jego wprowadzenie byłoby bardzo kosztowne i przy obecnym stanie finansów publicznych nie ma realnych możliwości jego sfinansowania. Oznaczałoby również mniejsze wpływy ze składek do systemu.
Po stronie rządowej nie zauważam entuzjazmu dla tego rozwiązania, zatem nie sądzę, aby projekt emerytur stażowych został ostatecznie wdrożony.




