Jego rozmówca, oficer Abdelaziz Szichabidow, podobno nie żyje od maja 2025 r. W Rosji krążyły doniesienia o jego pogrzebie.
Putin nieustannie próbuje przeciwdziałać zarzutom, jakoby w moskiewskich salach Kremla był oderwany od wydarzeń na froncie. Czasami poprzez rozmowy z dowódcami, a czasami również rzekome wizyty na froncie.
Sprawa z dowódcą jest tylko najnowszym z wielu przypadków, które rodzą pytanie, na ile przywódca Kremla jest na bieżąco z sytuacją dotyczącą jego tzw. specjalnej operacji wojskowej przeciwko Ukrainie.
To, że Putin nie zawsze działa na podstawie najświeższych informacji, dobitnie pokazał początek inwazji na Ukrainę wiosną 2022 r. Według doniesień rosyjscy żołnierze mieli wówczas w bagażu mundury paradne, ponieważ prawdopodobnie zakładali, że w sąsiednim kraju zostaną powitani jako „wyzwoliciele” lub przynajmniej będą w stanie w krótkim czasie złamać ewentualny opór. Mało kto spodziewał się zaciętej walki Ukraińców o przetrwanie. Z perspektywy czasu analitycy podsumowali, że te błędne założenia okazały się dla Rosjan pod Kijowem „katastrofalne”. Porażka była również wynikiem poważnych wpadek służb wywiadowczych.
Putin podjął więc decyzję najprawdopodobniej na podstawie błędnych danych wywiadowczych. Można by się spodziewać, że od tamtej pory Kreml przeanalizował przyczyny porażki i je usunął. Jednak do dziś pojawiają się kolejne incydenty i analizy wskazujące, że słabości nadal istnieją.
Przedwczesne doniesienia o sukcesach
Na przykład termin zajęcia Donbasu był wielokrotnie przesuwany, ponieważ poprzednia data okazała się niemożliwa do dotrzymania. Obecnie rozkaz mówi o zajęciu regionu we wschodniej Ukrainie do końca 2026 r. Według ekspertów to również jest mało prawdopodobne.
Jedną z przyczyn nadmiernego optymizmu ze strony władz mogą być systematycznie upiększane raporty z linii frontu. W ten sposób wielokrotnie przedwcześnie ogłaszano zdobycie ukraińskich miejscowości. Często okazywało się potem, że Rosjanie, którzy machali rosyjskimi flagami na ukraińskich dachach przed dronami filmującymi z dużej wysokości, byli jedynie pojedynczymi infiltratorami. Mężczyźni ci prawdopodobnie zostali wkrótce potem unieszkodliwieni.
Kreml próbuje ratować reputację Putina. Rozmowy o kiszonej kapuście to za mało, Rosja stoi na rozdrożu [OPINIA]
Dopiero w maju upubliczniona została mapa, która rzekomo wyciekła z rosyjskiego ministerstwa obrony. Dokument przedstawiał przebieg linii frontu w południowo-wschodnim regionie Ukrainy — Zaporożu — jednak z liniami frontu wyraźnie skorygowanymi na korzyść Rosji. W niektórych miejscach oddziały Kremla znajdowały się na niej ok. 10 km głębiej na terytorium Ukrainy niż na zazwyczaj wiarygodnych mapach dostawców takich jak Deep State — których przebieg frontu potwierdzały również zeznania ukraińskich żołnierzy na miejscu, przekazane gazecie „Die Welt”.
Po ujawnieniu sprawy Instytut Studiów nad Wojną napisał, że ma „powody, by sądzić, że [wyciekła] mapa może być autentyczna”, a więc faktycznie pochodzi z ministerstwa. Putin uzyskałby w ten sposób „prawdopodobnie fałszywe wyobrażenie o rosyjskich sukcesach”.
Analitycy, tacy jak historyk wojskowości Torsten Heinrich, zauważają, że zniekształcenie może mieć negatywne konsekwencje dla sił na froncie. Na przykład rosyjscy dowódcy, potrzebujący wsparcia ogniowego, mieliby trudności z wyjaśnieniem, dlaczego ich własna artyleria miałaby ostrzeliwać wioskę, która oficjalnie znajduje się już pod rosyjską kontrolą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo”Bzdury”Wątpliwe jest, w jakim stopniu Putin jest w stanie przejrzeć upiększone raporty. Według doniesień jest on w znacznym stopniu informowany przez swoje otoczenie. Już w 2023 r. Leonid Wołkow, były szef sztabu zmarłego rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, powiedział „Die Welt”, że otoczenie Putina „przez lata nauczyło się, co lubi wielki szef, a czego nie”. Prezydent „głęboko wierzy, że tylko służby bezpieczeństwa dysponują istotnymi informacjami i ufa swojemu wąskiemu kręgowi”. — To oczywiście dość naiwne — dodał Wołkow.
Powiedział, że jego zespół „kilka razy miał dostęp do czerwonych teczek, czyli briefingów, które [Putin] otrzymuje każdego ranka”. — I tak, no cóż, kiedy się to czyta, to samemu też ma się ochotę następnego dnia zaatakować Ukrainę — stwierdził Wołkow. Jak zauważył, materiały zawierały przede wszystkim „bzdury”, które odzwierciedlały zniekształcony obraz rzeczywistości. Ocena pochodzi wprawdzie od wewnętrznego przeciwnika politycznego Putina, ale pokrywa się z innymi analizami.
Jedną z przyczyn przesadzonych doniesień o sukcesach może być również szerząca się korupcja w armii Kremla. Na przykład historyk wojskowości Matthias Uhl pisze w swojej analizie rosyjskich sił, że panuje tam „korupcja i bezwstydne wzbogacanie się na niemal wszystkich szczeblach”. Uhl wymienia liczne przykłady skazanych ministrów i dowódców wysokiego szczebla.
Jakie konsekwencje może mieć taka kultura przekupstwa, braku przejrzystości i nieodpowiedzialności, pokazuje ukraińska ofensywa w rosyjskim obwodzie kurskim z 2024 r. Operacja zakończyła się sukcesem z różnych powodów — jednym z nich mogło być to, że gubernator regionu, Aleksiej Smirnow, najwyraźniej sprzeniewierzył środki przeznaczone na umocnienia obronne. Skutkiem były słabej jakości umocnienia, które prawdopodobnie ułatwiły ukraińskiemu wojsku przełamanie linii obrony. Smirnow został w kwietniu skazany na 14 lat obozu karnego.
Uhl dodaje, „że w siłach zbrojnych nie są mile widziani ci, którzy krytykują warunki panujące na linii frontu »operacji specjalnej«”.
Strefa śmierci
Już sam żołnierz, który porusza kwestie problemów, musi w tym systemie liczyć się z konsekwencjami. Skutkuje to na przykład przydzieleniem do oddziałów szturmowych na froncie, co w wielu przypadkach oznacza pewną śmierć.
To, że niewygodne, ale potencjalnie kluczowe informacje są systematycznie pomijane, zamiast trafiać do właściwych organów, jest symptomem systemu, który stworzył sam Putin. W ciągu 26 lat sprawowania władzy zbudował kleptokrację, która opiera się przede wszystkim na lojalności, charakteryzuje się stromą hierarchią władzy, jest przesiąknięta korupcją i może szybko stać się niebezpieczna dla osób odstępujących od linii partyjnej. Ukrywanie rzeczywistości jest zatem strukturalnie zakorzenione w mechanizmach, które zabezpieczają władzę Putina — a jednocześnie jej zagrażają.
W tym kontekście nawet martwy człowiek, który rzekomo przekazuje Putinowi wiadomości o sukcesach z frontu, byłby mniej absurdalny, niż się wydaje. Gdyby okazało się, że rozmowa telefoniczna Putina rzeczywiście była fałszywa, z jednej strony próba zademonstrowania bliskości z wydarzeniami na miejscu całkowicie obróciłaby się przeciwko niemu.
Z drugiej strony rzuciłoby to światło na zagrożenie wykraczające daleko poza granice Ukrainy. Im bardziej rządzący są oderwani od wydarzeń na miejscu, im bardziej wyidealizowane są raporty ich podwładnych, tym większe może być ryzyko potencjalnie katastrofalnych błędnych decyzji, a tym samym ryzyko eskalacji.
Już w marcu 2022 r., po nieudanym marszu na Kijów, amerykańscy urzędnicy stwierdzili, że Putin jest przez swoich doradców „odizolowany od informacji o tym, jak źle przebiega inwazja na Ukrainę”. Jest to ryzykowne m.in. dlatego, że błędne założenia dotyczące własnego sukcesu mogą zniweczyć wysiłki na rzecz pokoju. Cztery i pół roku oraz setki tysięcy ofiar śmiertelnych później problem pozostaje co najmniej tak samo aktualny.