Kamil Wolnicki: Minęła doba od zakończenia Tour de France. Uśmiechasz się czy jednak czujesz trochę żalu, że nie wygrałaś?

Katarzyna Niewiadoma-Phinney: Szczerze, to nie umiem sama stwierdzić. Jestem mega szczęśliwa, bo miałam najlepsze nogi w swoim życiu. Z trenerem i ekipą wykonaliśmy świetną pracę podczas zgrupowań, żeby przystąpić do wyścigu w takiej formie. Patrzę na swoje liczby i co drugi dzień miałam rekordy na dziesięć, dwadzieścia minut czy godzinę. To pokazuje, jak rozwija się kobiece kolarstwo, z roku na rok poziom się podnosi. Odkąd wygrałam Tour w 2024 r., zawsze marzyłam o tym, żeby założyć żółtą koszulkę po wygranej na szczycie góry. Kiedy zobaczyłam trasę tegorocznego wyścigu, a tam Mont Ventoux, to był mój cel: wygrać i założyć koszulkę. Bardzo emocjonujący moment!

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoKatarzyna Niewiadoma wprost o tym, co się stało na słynnym zakręcie

I co ty tam zrobiłaś! Najlepszy podjazd w historii kobiecego kolarstwa.

Tego dnia miałam najlepsze nogi w swoim życiu. Zaatakowałam i to czułam. Czasem tak jest, że masz wysoką formę i męczysz się, wiadomo, ale w trochę inny sposób, płyniesz. Widziałam, że muszę to wykorzystać i dać z siebie wszystko.

Wiesz, że twój wynik mieści się w czołówce najlepszych w historii i jesteś tam najwyżej sklasyfikowaną dziewczyną?

Widziałam! Mam czas podobny do Michała Kwiatkowskiego, dzieli nas chyba pięć sekund!

Dzień później trafiłaś na okładkę „L’Equipe”.

Widziałam, znajomi kupili kilka egzemplarzy, więc mam pamiątkę.

Co się stało dzień później? Straciłaś koszulkę liderki, były też kontrowersje.

Wiem, że Demi Vollering naprawdę była mega mocna. Nie chcę się zagłębiać w to, co zdarzyło się na tym zakręcie [więcej TUTAJ]. Wiem, jak to realnie wyglądało z mojego punktu widzenia, rozmawiałam też z innymi dziewczynami i wiemy, co się wydarzyło. Powiedzieli później, że nie chcieli blokować, a zrobić przerwę. I tak zrobili. Wiem też, jak Celia (Gery, francuska kolarka z ekipy FDJ, która jechała przed Polką — przyp. red.) się zachowywała jadąc przede mną. Tego już nie zmienię, to przeszłość.

Z drugiej strony też wiem, że to jest wyścig i wszystkie chwyty są dozwolone. Z moją drużyną też mogliśmy mieć taki plan, że wchodzimy w zakręt pierwsi, prawda? Po prostu pozwoliliśmy im zrobić to, co oni chcieli. Z jednej strony tak jestem sfrustrowana tym, jak się wszystko potoczyło, ale z drugiej wiem, że to wyścig i jeżeli naprawdę walczysz o koszulkę, to robisz wszystko, co możesz. Tu widzę może nasz słaby punkt, że zamiast myśleć jak atakować, myśleliśmy, jak bronić.

A później cię poniosło i ruszyłaś do Francuzki. W takiej wersji cię jeszcze nie widzieliśmy.

Tak, poniosło mnie, bo wiesz co? Często walczę z różnymi dziewczynami i zawsze jest jednak to fair play. Czasami gdzieś ktoś mi zajedzie drogę, ale wiem, że to z wysiłku albo ktoś nie zauważy. Tutaj ona oglądała się na mnie cały czas i czułam, że to było zaplanowane. Dlatego mnie poniosło. Później zabrakło mi energii na szczycie, ale na początku podjazdu musiałam „spawać” dużą dziurę. Straciłam tam dużo energii. Wiem, że Demi była mega mocna, ale wiem też, że normalnie nie odstawałabym od niej.

Katarzyna Niewiadoma wprost o formie Demi Vollering

Ostatniego dnia Holenderka była jednak po prostu mocniejsza, choć zrobiłaś, co mogłaś.

Koniec końców to zasłużona zwyciężczyni. Wiadomo, chciałabym wygrać, a ona nie jest moją ulubienicą, bo zawsze ze sobą konkurujemy, ale też wiem, że ona sprawia, że ciężej trenuję, skupiam się jeszcze bardziej na kolarstwie i daję z siebie jeszcze więcej, bo chcę ją pokonać. Chciałabym zrobić wszystko, żebyśmy to my wygrały, ale wiem też po dziewięciu etapach to ona była najmocniejsza. Nie zabiorę jej tego, wywalczyła to swoimi nogami, więc pełny szacunek.

Wiem też, że po tym wyścigu chcę wracać do domu i myśleć nad tym, co zrobić inaczej na przyszły rok, żebyśmy ją pokonały. I teraz wiem, że nie zawsze chodzi głównie o przygotowanie fizyczne, ale też mentalne i taktyczne, bo kobiece kolarstwo jest bardzo wyrównane i fizycznie jest nas sporo na tym samym poziomie. Później potrzeba trochę więcej szczęścia, mocnej głowy, umiejętności radzenia sobie z mediami i presją. Widziałeś, co się stało z Marlen Reusser (na ostatnim etapie najpierw nie wytrzymała tempa grupy na podjeździe, a później upadła – przyp. red.). Ten wyścig to wykańczające dziewięć dni ścigania i trzeba być zawsze przygotowanym w stu procentach.

Ty mówisz, że kobiece kolarstwo jest bardzo wyrównane, ale są tylko dwie dziewczyny na świecie, które zawsze kończą Tour de France na podium.

Wiemy, jak się przygotować do tego wyścigu, a on znaczy dla nas bardzo wiele.

Katarzyna Niewiadoma

Alex Broadway / Getty Images

Katarzyna Niewiadoma

To dlatego Katarzyna Niewiadoma chciała leżeć na asfalcie

Dla wszystkich znaczy. Zdajesz sobie sprawę ze skali tego, co osiągasz w ostatnich latach?

Myślę, że jeszcze nie. Ta wygrana na Mont Ventoux jeszcze tak całkiem do mnie nie dotarła. Był taki moment, kiedy mogłam zrozumieć to, co zrobiłam. Tamtego dnia, już po kontroli antydopingowej i konferencji prasowej, mogłam sama zjechać ze szczytu do autobusu. Siedem kilometrów na rowerze, akurat zachodziło słońce i była taka cisza… Zero ludzi. I wtedy uświadomiłam sobie: „Boże, to było moje marzenie i mogę być dalej na rowerze, czuć się wolna i spełniona”.

Jeśli można pokazać wzór kogoś, kto dał z siebie wszystko, to byłaś ty na szczycie Mont Ventoux, gdy prosiłaś, żeby cię położyli na asfalcie.

O Boże, tak, to było okropne. Nie wiem czemu chcieli mnie wszyscy trzymać, a mnie złapała straszna kolka, wszystko mnie bolało i chciałam, żeby mnie zostawili samą.

Wyjaśniłaś wszystko z ekipą FDJ? Można powiedzieć, że jest już zdrowa atmosfera?

Kilka lat temu, gdyby jakaś spina podczas wyścigu, to idziesz do drugiej drużyny i wyjaśniasz, a teraz od razu wszystko jest rozdmuchane. Rozmawiałam o tym z Demi w niedzielę. Powiedziała mi, że one czegoś takiego nie planowały i że Celia jest młoda, chce się ścigać, jest nieśmiała i tak dalej, a była później atakowana też przez polskich fanów. Trochę głupio mi się zrobiło, bo nie chciałam, żeby młoda dziewczyna musiała z czymś takim walczyć. Podjechałam do niej, powiedziała, że nic nie zrobiła specjalnie. Nie mam takiej natury, żeby z kimś prowadzić wojnę czy na kogoś coś źle mówić. Każdy robi rzeczy w jednym celu: wygrać wyścig. Mnie wystarczyło usłyszeć, że nie zrobiły tego specjalnie. Czy im wierzę, to też do końca nie wiem, ale jeżeli tak mówią, to koniec i kropka.

Żegnasz się z ekipą Canyon SRAM w imponującym stylu.

Powiedzieliśmy sobie, że to był udany „last dance together”.

Jak czytasz plotki o nowej ekipie, to się uśmiechasz?

Oficjalnej informacji jeszcze nie ma, trzeba poczekać na ogłoszenie.

Plan na mistrzostwa świata jest jasny. Katarzyna Niewiadoma mówi wprost

W tym sezonie z dużych imprez są jeszcze mistrzostwa świata. Celujesz w nie?

Tak, zdecydowanie. Mistrzostwa świata w Kanadzie wyglądają naprawdę super i nie ukrywam, że chcę jechać jak za każdym razem po wygraną. Są też mistrzostwa Europy, w których spróbuję prawdopodobnie pojechać także na czas i koniec sezonu.

 Demi Vollering (po lewej) i Katarzyna Niewiadoma-Phinney

Alex Broadway / Getty Images

Demi Vollering (po lewej) i Katarzyna Niewiadoma-Phinney

A później znowu zaczniesz myśleć o TdF, bo stawiam w ciemno, że tam wrócisz.

Na pewno. Patrzę na pierwsze trzy etapy kolejnej edycji, które odbędą się w Wielkiej Brytanii. Jest tam drużynowa czasówka i myślę, że to coś, gdzie będę mogła zyskać.

Od lat jesteś w ścisłej światowej czołówce, ale często wypominają ci, że masz masę drugich i trzecich miejsc, a brakuje kropek nad i, czyli większej liczby wygranych. Mont Ventoux ci to wynagrodziło?

Zdecydowanie. W tym roku podczas klasyków byłam świetnie przygotowana, w formie życia i nie dałam rady wygrać. Było blisko, choćby na Amstel Gold Race, ale wtedy Paula Blasi była w ucieczce i to ona wygrała, byłam druga. To też jest takie trochę irytujące, ale z drugiej strony, miałam i mam świetnych ludzi wokół siebie i nie mówię tylko o swojej drużynie, ale o mężu, rodzinie, przyjaciołach. Oni rozumieją, ile serca i ciężkiej pracy wkładam w to wszystko. A wygrana? Jeśli jej nie ma kilka lat, ale później przychodzi Mont Ventoux, to ok, biorę taki „deal”.

Kasia, na koniec masz zapytać: masz jakąś koleżankę z Holandii? Pytam, bo od zawsze z nimi walczysz. Annemiek van Vleuten, Anna van der Breggen, teraz Demi…

Tak, w sumie sporo! W kolarstwie zawodowym mam pewnie więcej znajomych z Holandii niż Demi.