Traktowanie ich tak, jakby odgrywały drugorzędną rolę (coś na zasadzie: jeśli chcecie pomóc naszym eksportowym ekipom, wystarczy, jak nie będziecie przeszkadzać), generuje zupełnie niepotrzebne i toksyczne napięcia. A doprawdy niewiele rzeczy może tam mocno denerwować kluby (i ich sympatyków), jak arbitralne wmawianie im, że wywracanie do góry nogami ligowego kalendarza jest dokonywane dla ich dobra. Jeżeli na dodatek podobny komunikat płynie ze strony klubu niedarzonego przez adresata nadzwyczajną sympatią, protekcjonalizm i wyższość (jakby chodziło o nieomylnego wychowawcę, który przecież zawsze wie, co jest dobre i pożyteczne dla nieletniego podopiecznego) stają się nieznośne.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoNa co powinien pozwalać regulamin rozgrywek Ekstraklasy
Mowa oczywiście o przywileju przekładania maksymalnie dwóch ligowych meczów w całym cyklu kwalifikacji do europejskich pucharów na wniosek zainteresowanego. Mówi o tym zatwierdzony przez zarząd PZPN Regulamin Rozgrywek Ekstraklasy w artykule 11 (pkt 4):
„Kluby, które awansowały do rundy play off w rozgrywkach UEFA mają prawo do zwrócenia się nie później niż w ciągu 24 godzin od zakończenia meczu, zapewniającego awans do rundy play off w rozgrywkach UEFA, z wnioskiem do Departamentu Logistyki Rozgrywek o przełożenie ich spotkania ligowego, rozgrywanego pomiędzy meczami play off rozgrywek UEFA. W takiej sytuacji Departament Logistyki Rozgrywek może z urzędu wyznaczyć mecz mistrzowski Klubu, który awansował w rundzie play off w rozgrywkach UEFA na inny termin. Nowy termin ustala się w porozumieniu z podmiotem posiadającym licencję nadawcy”.
Tu jest wszystko jasne. Twarde, ale zrozumiałe i logiczne prawo. Czas na ogłoszenie decyzji dramatycznie krótki i mocno komplikujący życie ekstraklasowemu przeciwnikowi w danej kolejce, ale jest runda play-off, ważą się losy awansu do fazy ligowej europejskich pucharów, a uczestnik wcześniej nie miał pewności, jak potoczą się jego losy we wcześniejszej fazie, więc musiał się wstrzymywać z tym przekładaniem.
Wielkie emocje budzi natomiast następny punkt w artykule cytowanego regulaminu: „Kluby, które awansowały rozgrywek UEFA, mają prawo do zwrócenia się z wnioskiem do Departamentu Logistyki Rozgrywek o przełożenie dodatkowo jednego spotkania ligowego, rozgrywanego przed meczem kwalifikacji rozgrywek UEFA […]”.

KAMIL SWIRYDOWICZ/CYFRASPORT/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Trenerzy Widzewa Aleksandar Vuković i Jagiellonii Adrian Siemieniec przed meczem 3. kolejki PKO BP Ekstraklasy
Aleksandar Vuković powiedział, co go martwi
Brak konkretnego wskazania, na ile godzin (dni) przed planowanym ligowym meczem należy to zrobić, może być źródłem nieporozumień i konfliktów. Zdroworozsądkowo zakłada się, że nasi reprezentanci w Europie będą to robić niezwłocznie, ale to jednak zbyt małe doprecyzowanie. To jasne, że każdy chce działać w swoim interesie, ale hasło „walczymy w Europie dla nas i dla was” nie może usprawiedliwiać wszystkiego. Dlatego w poprzednim tygodniu lekki niesmak wyraził trener Aleksandar Vuković, bo Jagiellonia zwlekała – w przeciwieństwie do Rakowa i GKS Katowice – które uczyniły to odpowiednio wcześnie, bo też być może kolejnej okazji już nie będą miały – z decyzją o ewentualnym przełożeniu meczu 3. Kolejki PKO BP Ekstraklasy z jego Widzewem. Oczywiście z perspektywy Jagiellonii taka zwłoka była zrozumiała, bo wolała najpierw wiedzieć, jak potoczyły się losy pierwszego starcia z Rangers FC – liczył się wynik, skala zmęczenia, możliwe urazy itd. No ale Widzew też chciał już na początku tygodnia dostać informację, czy jedzie do Białegostoku, bo wiązało się to nie tylko z planami logistycznymi, ale przede wszystkim z przyjęciem odpowiedniego mikrocyklu treningowego.

KAMIL WOLNY/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Trener Rakowa Dawid Kroczek przełożył mecz z KGHM Zagłębiem Lubin w 3. kolejce
Trener Adrian Siemieniec, zresztą całkiem słusznie, zwrócił uwagę, że działa zgodnie z przepisami, ale też on sam chyba szybko zrozumiał (a może rozumiał to od początku, tylko został źle zrozumiany przez innych), że regulamin bywa bezduszny, więc zawsze dobrze jest próbować dogadać się z drugą stroną. Gdyby teraz szefowie Jagiellonii zaczęli tłumaczyć szefom Widzewa, że europejskie sukcesy Jagi leżą także w ich interesie, raczej by tylko zaognili sprawę.
Ostatecznie Jaga meczu z Widzewem nie przełożyła, zapowiedziała natomiast już w piątek, że zrobi sobie przerwę w następnej kolejce, czyli będzie pauzować też Pogoń Szczecin. Z przekładania meczu z Piastem Gliwice zrezygnował też Lech Poznań, choć jeszcze w czwartek wieczorem nie wykluczał tego trener Niels Frederiksen, nagle zaniepokojony wyprawą na Wyspy Owcze. Ostatecznie Kolejorz też zagrał w Ekstraklasie, więc skończyło się na budzących niedobre emocje przymiarkach.
Było o nich na tyle głośno, że organizator rozgrywek (a ściślej PZPN w porozumieniu z Ekstraklasą SA) powinien odrobić pracę domową i w regulaminie na przyszły sezon wprowadzić uściślające zapisy, które trochę osłabią przywileje naszych pucharowiczów uczestniczących w II i III rundzie kwalifikacji, ale poprawią nieco sytuację ich ligowych przeciwników. Wówczas także im łatwiej będzie przyjąć do wiadomości, że jeżeli chodzi o europejskie rozgrywki i wiążący się z nimi ranking UEFA, to wszyscy naprawdę chcemy i potrafimy grać do jednej bramki.