Niesamowita przemiana napastnika Warty Poznań! "Cały czas dawałem z siebie maksa" - Zdjęcie główne

Autor: Facebook/Warta Poznań | Opis: Napastnik Warty Poznań robi furorę na zapleczu Ekstraklasy! Co stoi za jego przemianą?

Słodko-gorzki sezon Mateusza Stanka

Pierwszy sezon Mateusza Stanka w Warcie Poznań nie był w pełni udany, choć jego wpływ na wyniki zespołu okazał się znacznie większy, niż mogłyby sugerować same statystyki. Początek rozgrywek 2025/26 napastnik stracił z powodu kontuzji, a w tym czasie miejsce w wyjściowym składzie wywalczył sobie 19-letni Michał Smoczyński. Gdy Stanek wrócił do zdrowia, długo musiał czekać na swoją szansę od pierwszej minuty – po raz pierwszy w podstawowym składzie, biorąc pod uwagę rozgrywki Betclic 2. Ligi, wystąpił dopiero na początku listopada.

Wcześniej pełnił przede wszystkim rolę jokera, z której wywiązywał się naprawdę dobrze. Jesienią zdobył trzy bramki, za każdym razem trafiając do siatki krótko po pojawieniu się na boisku. Jego gole przeciwko Zagłębiu Sosnowiec, Olimpii Grudziądz i Podbeskidziu Bielsko-Biała miały ogromne znaczenie dla końcowych rezultatów tych spotkań. Szczególną uwagę warto zwrócić na mecz z zespołem Górali. Warta przegrywała 1:2, Stanek wszedł z ławki, doprowadził do wyrównania, a kilka chwil później dołożył asystę przy zwycięskim trafieniu.

Wiosną jego sytuacja niewiele się zmieniła. Stanek wciąż potrafił wykorzystać otrzymane szanse – zdobył bramkę w wygranym 4:2 spotkaniu z Olimpią Grudziądz, a po wejściu z ławki trafił również w niezwykle ważnym meczu z Podhalem Nowy Targ, doprowadzając do wyrównania. Problem w tym, że po dobrych występach nie potrafił pójść krok dalej i utrzymać odpowiedniego poziomu w kolejnych spotkaniach. Najlepiej pokazują to właśnie wydarzenia z wiosny. Bezpośrednio po meczu z Olimpią, w którym wpisał się na listę strzelców, 21-latek rozpoczął spotkanie z Hutnikiem w wyjściowym składzie, ale został zmieniony już w przerwie.

Podobnie było pod koniec sezonu. Stanek, który przyczynił się do tego, że Warta wróciła z Nowego Targu z cennym punktem, w kończącej sezon rywalizacji z Resovią pojawił się w wyjściowym składzie. Tym razem nie zdołał jednak rozegrać nawet 45 minut. Nie opuścił boiska z powodu kontuzji – po obejrzeniu żółtej kartki był bliski otrzymania drugiej, dlatego trener Tokarczyk nie chciał ryzykować gry w osłabieniu i zdecydował się zdjąć napastnika kilka minut przed przerwą.

Były więc momenty, w których 21-letni napastnik pokazywał, że stać go na naprawdę wiele, ale brakowało mu regularności i utrzymania wysokiego poziomu przez dłuższy czas. To właśnie dlatego przez większość sezonu pozostawał zmiennikiem. Łącznie zanotował 20 występów w Betclic 2. Lidze, spędzając na boisku zaledwie 500 minut, a mimo to pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. I choć liczby dotyczące jego czasu gry nie robiły wielkiego wrażenia, trudno było przejść obojętnie obok tego, jak często jego wejścia z ławki zmieniały losy spotkań.

Bez jego bramek Warta z pewnością miałaby na koncie kilka punktów mniej, a walka o bezpośredni awans mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Stanek nie był więc kluczowym zawodnikiem w rozumieniu liczby minut czy występów w wyjściowym składzie, ale w najważniejszych momentach potrafił dać zespołowi coś, czego bardzo potrzebował – konkrety. I właśnie ta umiejętność wykorzystywania szans, przy jednoczesnym problemie ze stabilnością formy, najlepiej podsumowuje jego pierwszy sezon w barwach klubu z Drogi Dębińskiej.

Niesamowita przemiana 21-latka

Pomimo, że w poprzednim sezonie Mateusz Stanek pełnił głównie rolę zmiennika, obecne rozgrywki rozpoczął w wyjściowej jedenastce. Decyzja trenera Tokarczyka mogła budzić pewne wątpliwości, ale 21-letni napastnik bardzo szybko udowodnił, że szkoleniowiec Warty podjął najlepszą możliwą decyzję. Już w 1. kolejce, w spotkaniu z Polonią Bytom, Stanek zaprezentował się z dobrej strony, a w doliczonym czasie gry po efektownej akcji indywidualnej zdobył bramkę na 3:4. Trafienie nie dało Warcie punktów, ale było wyraźnym sygnałem, że 23-latek zamierza wykorzystać otrzymaną szansę.

Tydzień później ponownie wpisał się na listę strzelców, już w 14. minucie gry otwierając wynik wyjazdowego starcia z Lechią Gdańsk. 21-latek przytomnie zachował się w polu karnym, przejął piłkę po zagraniu Łysiaka, dobrze ją opanował i uderzeniem nie do obrony pokonał bramkarza gospodarzy. Prawdziwy popis przyszedł jednak w 3. serii gier – w starciu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza Stanek dwukrotnie znalazł bowiem drogę do siatki.

W 33. minucie dobrze zamknął dośrodkowanie Marcela Stefańskiego z lewej strony boiska, a po zmianie stron, w 60. minucie, ponownie wyprowadził Wartę na prowadzenie kapitalnym uderzeniem zza pola karnego prosto w okienko. Cztery gole w trzech pierwszych kolejkach sprawiły, że napastnik Zielonych został współliderem klasyfikacji strzelców Betclic 1. Ligi, ex aequo z doświadczonym Kamilem Zapolnikiem.

Sam zainteresowany nie ma jednak wątpliwości, co odegrało największą rolę w jego „przemianie”. Dodał również, że nie odczuwa żadnej dodatkowej presji w związku z fantastycznym początkiem sezonu – stara się po prostu wywiązywać ze swoich obowiązków najlepiej, jak tylko potrafi.

– Myślę, że kluczowe jest przede wszystkim zaufanie, jakim zostałem obdarzony przez trenera. I to jest główna kwestia. W tamtym sezonie miałem bardzo mało minut, a teraz jest tego więcej i myślę, że po prostu staram się pokazywać, że jestem tego wart. W sezonie, w którym zaczynaliśmy drugą ligę, też zacząłem od kontuzji, więc myślę, że to też odegrało bardzo dużą rolę, że tych minut było mniej. Moja rywalizacja też gdzieś tam od początku zaczęła strzelać bramki, więc po prostu postawiono na niego. Ale mimo wszystko starałem się rywalizować i cały czas dawałem z siebie maksa. Nie nakładam na siebie żadnej presji, że ja muszę zdobywać bramki co mecz. Uważam, że jako drużyna wyglądamy od samego początku dobrze, te sytuacje też są, więc po prostu staram się być tam, gdzie powinienem być i robić swoją robotę jak najlepiej potrafię – mówił Mateusz Stanek na antenie programu „1. Liga Styl Życia”. 

Przyszłość stała pod znakiem zapytania

Cała ta historia jest tym bardziej niesamowita, że jeszcze kilka miesięcy temu przyszłość Stanka w Warcie Poznań stała pod dużym znakiem zapytania. Jak za pośrednictwem portalu X poinformował Michał Wlaźlik, w grudniu 2025 roku napastnik otrzymał informację, że po zakończeniu sezonu będzie mógł zmienić klub. Warta planowała bowiem obsadzić pozycję numer „dziewięć” młodzieżowcem, a Stanek miał znaleźć się poza jej długoterminowymi planami.

21-latek nie zamierzał jednak składać broni. Walczył o swoje miejsce w zespole, przekonał do siebie sztab szkoleniowy, a klub ostatecznie przedłużył z nim kontrakt. Dziś trudno o lepszy dowód na to, że była to właściwa decyzja – Stanek dostał swoją szansę i wykorzystuje ją w stu procentach.

Mateusz Stanek potwierdził słowa Michała Wlaźlika na antenie programu „1. Liga Styl Życia”. Jak sam przyznał, zrobił wszystko, by udowodnić trenerowi swoją przydatność dla zespołu, a Maciej Tokarczyk docenił jego starania i nie dopuścił do tego, by 21-letni napastnik opuścił szeregi klubu ze stolicy Wielkopolski.

– Tak, tak, była taka sytuacja, ale mimo wszystko podszedłem do tego tak, że był okres przygotowawczy, więc miałem coś do udowodnienia trenerowi, pokazać, że jestem warty i gdzieś tam w tym okresie po prostu wywalczyłem sobie, że mogłem zostać i trener nie dopuścił do tego, żebym opuścił Wartę. Skupiałem się przede wszystkim na sobie, ale uważam, że koledzy też bardzo dużo mi pomogli. Wielu podchodziło do tego tak, że takie sytuacje po prostu w piłce się zdarzają i żebym po prostu miał chłodną głowę, cały czas pracował i pokazywał, że stać mnie na wiele, a trener to zauważył – opowiadał 21-latek.

Wielki fan futbolu, wokół którego kręci się całe jego życie. Wybierze mecz Ekstraklasy nawet kosztem El Clasico. Na łamach portalu Sportowy-Poznan.pl od października 2024 roku pisze głównie o Warcie i Lechu.