Kuś zrobiła w Eugene furorę, sięgając po mistrzostwo świata. Jej sukces miał jednak konsekwencje dla dalszej części pobytu w Stanach Zjednoczonych. Przedłużająca się podróż powrotna do Europy sprawiła, że zawodniczka nie zdążyła odpowiednio przygotować się do startu w poniedziałkowym finale miksta w Birmingham.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Polacy musieli więc wystąpić bez młodej gwiazdy. W składzie znaleźli się Maksymilian Szwed, Alicja Wrona-Kutrzepa, Remigiusz Zazula oraz Natalia Bukowiecka. Biało-Czerwoni zajęli czwarte miejsce z czasem 3:12.07. Do podium zabrakło ponad sekundy. Brązowy medal wywalczyła reprezentacja Holandii z wynikiem 3:10.77.
Sama Kuś w rozmowie z Interią wyjaśniła, dlaczego zabrakło jej w składzie. — Niestety sztafetę mikst przez niektóre komplikacje, też z lotami, jako że musieliśmy je przekładać tak naprawdę o pełną dobę, opuszczę. Mam teraz za sobą trzy mocne biegi w nogach, więc tak naprawdę wszystkie cele zrealizowałam — powiedziała.
Matka Anastazji Kuś zdradza kulisy
Znacznie więcej szczegółów przekazała jej mama i menedżerka, Alicja Kuś. Okazało się, że występ w Birmingham oznaczałby dla młodej zawodniczki niemal natychmiastowe wyjście na bieżnię po wielogodzinnej podróży.
— Nie dało rady, bo Nastka musiałaby praktycznie prosto z samolotu wyjść na bieżnię. A 15 godzin w podróży wiązałoby się z tym, że organizm to odczuwa i balibyśmy się ryzykować, że mogłoby to wywołać jakąś kontuzję — tłumaczyła w rozmowie z Interią.
Decyzja była więc podyktowana przede wszystkim troską o zdrowie Kuś. Od początku zakładano, że najważniejszym punktem jej startu będą mistrzostwa świata w Eugene. W idealnym scenariuszu zawodniczka miała następnie pomóc obu polskim sztafetom w Birmingham, ale przedłużony pobyt w USA i zmiana planów podróży sprawiły, że trzeba było zrezygnować z miksta.
Kuś nie zamierza jednak kończyć udziału w mistrzostwach Europy. Młoda zawodniczka ma wesprzeć kobiecą sztafetę Polski, której start zaplanowano na koniec tygodnia.