Fifield to mała wioska położona w głębi lądu australijskiego stanu Nowa Południowa Walia, sześć godzin jazdy samochodem od Sydney. W tę odległą miejscowość, o której nawet w Australii prawie nikt nie słyszał, Departament Obrony USA inwestuje 400 mln dol. (1 mld 492 mln zł) — a dokładniej w realizowany tam projekt wydobycia skandu, Scandium Syerston, prowadzony przez australijską firmę Sunrise Energy Metals.

Prezydent USA Donald Trump ogłosił przyznanie tej pożyczki w ubiegły piątek w Waszyngtonie przed ponad 200 menedżerami z branży wydobywczej, inwestorami i przedstawicielami rządu. Finansowanie to stanowi część pakietu o wartości 3 mld dol. (11 mld 190 mln zł) przeznaczonego na projekty w dziedzinie akumulatorów i minerałów krytycznych.

Pożądany surowiec

Skand jest metalem niszowym o dużym znaczeniu strategicznym: pierwiastek ten sprawia, że stopy aluminium są odporne na wysoką temperaturę, a jednocześnie lekkie — jest to kluczowa właściwość dla samolotów bojowych, rakiet i statków kosmicznych, ale także dla coraz częściej stosowanych ogniw paliwowych z tlenkiem stałym, które zasilają centra danych sztucznej inteligencji.

Co prawda zapotrzebowanie na ten surowiec jest raczej skromne w porównaniu z innymi surowcami. Według US Geological Survey w 2025 r. na całym świecie zużyto jedynie około 80 ton tlenku skandu. Jednak przedsiębiorstwa spodziewają się znacznie większego popytu w nadchodzących latach. Na przykład amerykańska firma zajmująca się poszukiwaniem i eksploatacją surowców mineralnych NioCorp szacuje, że w 2026 r. zapotrzebowanie na skand wyniesie ponad 117 ton.

Jednocześnie zależność od jednego dostawcy jest znaczna: Chiny kontrolują około 80 proc. światowej podaży oraz niemal całe moce rafineryjne. Tak stwierdził dyrektor generalny Sunrise, Sam Riggall, w rozmowie z „Australian Financial Review”. Natomiast około 95 proc. nabywców pochodzi ze Stanów Zjednoczonych.

Trwa globalny wyścig o surowce. Jeden kraj na czele, później długo, długo niktZaładunek pierwiastków ziem rzadkich na ciężarówkę w Lianyungang w prowincji Jiangsu we wschodnich Chinach, 31 października 2010 r.

W ubiegłym roku Chiny zaostrzyły ograniczenia eksportowe dotyczące metali ziem rzadkich, w tym skandu — co znacznie przyspieszyło amerykańskie poszukiwania alternatywnych źródeł zaopatrzenia. Stany Zjednoczone od 1969 r. nie wydobywają już skandu na własną rękę.

W tym miejscu do gry wkracza firma Sunrise, która — jak sama twierdzi — zamierza zbudować pierwszą na świecie kopalnię skandu jako surowca pierwotnego. Dotychczas metal ten pozyskiwano na całym świecie wyłącznie jako produkt uboczny innych procesów wydobywczych, również w Chinach.

Złoże Syerston, na południowy zachód od Dubbo, szacuje się na około 32 tys. ton skandu — wystarczy to na światową produkcję przez dziesięciolecia, twierdzi Riggall. Szef firmy posługuje się już dumnym porównaniem: „Stany Zjednoczone mają Dolinę Krzemową. My mamy Dolinę Skandium”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Pożyczka z Pentagonu, udzielona przez Office of Strategic Capital, wiąże się jednak z pewnymi warunkami. W zamian za to amerykański Departament Obrony zapewnia sobie prawo pierwokupu części przyszłej produkcji. Według Riggalla ostateczna decyzja inwestycyjna ma zapaść za około miesiąc. Rozpoczęcie budowy przewidziano na koniec 2026 r. lub początek 2027 r., a rozpoczęcie produkcji — na połowę 2028 r.

Już w zeszłym roku firma Sunrise zawarła pięcioletnią umowę z koncernem zbrojeniowym Lockheed Martin — na dostawę do 15 ton tlenku skandu rocznie. W ten sposób Lockheed Martin zapewnia sobie jedną czwartą produkcji w ciągu pierwszych pięciu lat.

„Nadrobienie zaległości zajmie lata”

Australijska minister ds. surowców Madeleine King określiła w oświadczeniu finansowanie ze strony Pentagonu jako „silny znak zaufania” do zdolności kraju do zaopatrywania Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników w minerały krytyczne.

Peter Zuckerman z Office of Strategic Capital wyraził amerykański cel znacznie bardziej bezpośrednio: dąży się do stworzenia łańcucha dostaw skandu, który będzie dostosowany do interesów amerykańskich i „zagwarantuje, że nasze siły zbrojne i przemysł nie będą już zależne od konkurentów”.

Dla Australii umowa ta wpisuje się w proces trwający już od ponad roku. Już w kwietniu 2025 r., kiedy Chiny po raz pierwszy wprowadziły ograniczenia eksportowe dotyczące ciężkich pierwiastków ziem rzadkich, kraj ten zaprezentował się jako interesująca alternatywa zarówno dla Waszyngtonu, jak i dla innych sojuszników. Australia dysponuje około czterema procentami światowych zasobów pierwiastków ziem rzadkich oraz posiada znaczne, częściowo jeszcze niewykorzystane złoża minerałów krytycznych.

Premier Australii Anthony Albanese ogłosił już wówczas utworzenie krajowej rezerwy surowców o wartości 1,2 mld dol. australijskich (3 mld 160 mln zł), aby ugruntować pozycję Australii jako niezawodnego partnera dla Zachodu.

W październiku Trump i Albanese podpisali następnie porozumienie w sprawie minerałów krytycznych, w którym oba kraje zadeklarowały gotowość zainwestowania po miliard dolarów amerykańskich w odpowiednie projekty — umowa dotycząca projektu Syerston jest jak dotąd najbardziej namacalnym rezultatem tego porozumienia.

Prezydent USA Donald Trump i premier Australii Anthony Albanese w Waszyngtonie, 20 października 2025 r.

SAUL LOEB / POOL / AFP / AFP

Prezydent USA Donald Trump i premier Australii Anthony Albanese w Waszyngtonie, 20 października 2025 r.

Jednak nawet jeśli Canberra strategicznie skłania się ku Stanom Zjednoczonym, Chiny pozostają nadal jej największym partnerem handlowym. Utrzymanie równowagi w tym zakresie przy jednoczesnej dywersyfikacji pozostaje ciągłym wyzwaniem. Ponadto około 90 proc. światowego przetwórstwa metali ziem rzadkich nadal odbywa się w Chinach. W przypadku ciężkich metali ziem rzadkich udział Pekinu w rynku wynosi nawet 98 proc.

Według niemieckiego eksperta ds. surowców, Franka Leschhorna, Chiny dominują również w dziedzinie technologii przetwarzania, dysponując znaczną przewagą w zakresie know-how nad Zachodem. Stany Zjednoczone są jak dotąd niemal całkowicie uzależnione od chińskiego przetwórstwa.

— Nadrobienie tych zaległości zajmie lata, więc zależność od Chin utrzyma się jeszcze przez długi czas — tak brzmi ocena eksperta. Również Australia nie jest w stanie w krótkim czasie przełamać chińskiej dominacji — między innymi dlatego, że jest krajem o wysokich kosztach produkcji i surowych wymogach środowiskowych.