Eksperci ostrzegają, że polskie zasoby wodne szybko się kurczą, a w latach suchych spadają poniżej 1000 m sześc. na mieszkańca. Niska retencja i biurokracja utrudniają działania, a skutki odczuwa też Bałtyk. Rozwiązaniem ma być cyfryzacja i monitoring.


Eksperci mówią o kryzysie gospodarki wodnej w Polsce. Składają się na niego niska retencja, brak opomiarowania i paraliżujące procedury.
W Polsce sztuczna retencja to ok. 7,5 proc. rocznego odpływu, a 82 proc. gospodarstw nawadniających nie ma przyrządów pomiarowych, co utrudnia kontrolę poboru wody.
W ocenie ekspertów w walce z nieszczelną gospodarką ściekową oraz spływem biogenów pomóc mogą platformy cyfrowe do nadzoru w czasie rzeczywistym.

Jesteśmy dużo poniżej unijnego standardu. Większość wody bezpowrotnie odpływa do morza

Z poczynionych analiz wynika, że na co dzień dysponujemy średnio zaledwie 1600 m sześc. wody rocznie na osobę, czyli ponad trzykrotnie mniej niż średnia unijna (ponad 4500 m sześc.).

Raport „Woda w polskim rolnictwie i przetwórstwie rolno-spożywczym” ujawnia również, że sytuację pogarsza dramatycznie niski poziom sztucznej retencji. Zbiorniki w Polsce mogą zmagazynować jedynie 7,5 proc. (ok. 4 mld m sześc.) średniego rocznego odpływu, podczas gdy unijny standard bezpieczeństwa to 20 proc., a w krajach o rozwiniętym rolnictwie – ponad 30 proc. Oznacza to, że większość wody bezpowrotnie odpływa do morza.


Prywatne studnie pod lupą. Głębokie odwierty zubażają strategiczne zasoby


Ponad 80 proc. gospodarstw nie posiada przyrządów pomiarowych. Problemem bariera biurokratyczna

Dane z raportu jednoznacznie potwierdzają, że rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze bezpośrednio odczuwają skutki suszy, a jednocześnie ich wpływ na zasoby pozostaje w dużej mierze poza kontrolą. Wykazano w nim, że aż 82 proc. gospodarstw stosujących sztuczne nawadnianie nie posiada przyrządów pomiarowych, opierając się wyłącznie na szacunkach.

Autorzy raportu, rolnicy i samorządy, którzy chcą aktywnie zatrzymywać wodę w glebie, wskazują na barierę biurokratyczną. Wybudowanie prostej zastawki korytowej na rowie melioracyjnym (koszt prac poniżej 12 tys. zł) wymaga przejścia przez skomplikowaną procedurę administracyjną i uzyskania szeregu decyzji (środowiskowych, budowlanych, operatów wodnoprawnych), a przygotowanie dokumentacji trwa ponad 24 miesiące i kosztuje ok. 20 tys. zł.


Prawo wypełni lukę? Odpowiedzialność za retencję leży na właścicielu działki


Rzeki niosą do morza gigantyczne ładunki zanieczyszczeń organicznych i związków biogennych

Eksperci przekonują, że zatrzymywanie wody na lądzie to nie tylko kwestia suszy rolniczej, ale także ratunek dla Morza Bałtyckiego. Z powodu niskiej retencji i spływu powierzchniowego rzeki niosą do morza gigantyczne ładunki zanieczyszczeń organicznych i związków biogennych (azotu i fosforu) z rolnictwa oraz nieoczyszczonych ścieków.


Z powodu zmian klimatu oraz zmian w rodzaju upraw polskie rolnictwo będzie potrzebować coraz więcej wody. Konieczne jest więc systemowe podejście do tego zagadnienia, począwszy od rejestrowania poborów, racjonalnej polityki opłat za usługi wodne, aż po inwestowanie w naturalną retencję i lokalne, rozproszone rozwiązania


– mówi dr inż. Klara Ramm, główny ekspert ds. bezpieczeństwa wody w AWOŚ.

Konieczne jest więc systemowe podejście do tego zagadnienia, począwszy od rejestrowania poborów, racjonalnej polityki opłat za usługi wodne, aż po inwestowanie w naturalną retencję i lokalne, rozproszone rozwiązania - mówi dr inż. Klara Ramm Fot. Materiały prasowe / AWOŚ


Konieczne jest więc systemowe podejście do tego zagadnienia, począwszy od rejestrowania poborów, racjonalnej polityki opłat za usługi wodne, aż po inwestowanie w naturalną retencję i lokalne, rozproszone rozwiązania – mówi dr inż. Klara Ramm Fot. Materiały prasowe / AWOŚ


Polska niechlubnym liderem. Jakość wody w kąpieliskach też kuleje

Niestety według danych Komisji Helsińskiej (HELCOM), w 2021 r. aż 50 proc. całkowitej ilości azotu i 72 proc. fosforu odprowadzanych do rzek w zlewisku Morza Bałtyckiego pochodziło właśnie z naszego kraju, co czyni Polskę niechlubnym liderem. W efekcie ok. 20 proc. głębokiego dna Bałtyku to strefy beztlenowe pozbawione życia, a w sezonie letnim zakwity toksycznych sinic zamykają polskie plaże.

Zdaniem Europejskiej Agencji Środowiska, nasz kraj zajmuje też ostatnie miejsce w UE pod względem jakości wody w kąpieliskach – ledwie 58,1 proc. z nich sklasyfikowano jako doskonałej jakości (dane za 2024 r.).


80-letnie kąpielisko zamknięte. Będzie nieczynne przez kilka lat remontu

AWOŚ oraz fundacja Race For The Baltic opracowały szczegółowy raport diagnozujący stan gospodarki ściekowej i jej wpływ na ekosystem morski. Obie organizacje dążą do wdrożenia innowacyjnych narzędzi cyfrowych, które pozwolą skutecznie monitorować i ograniczać niekontrolowane zrzuty zanieczyszczeń na lądzie.


„Mamy dużo więcej do zrobienia niż inne kraje”. Dużym problemem nieszczelność gospodarki ściekowej

Szacunki analityczne Komisji Helsińskiej (HELCOM) wskazują, że aby Morze Bałtyckie mogło zacząć się ponownie samodzielnie odradzać, trzeba w całym regionie morza zredukować ponad 8 tysięcy ton fosforu. Udział Polski w tym celu redukcji biogenów to aż 50 proc. – mamy tu dużo więcej do zrobienia niż inne kraje. Partnerstwo z AWOŚ przy tworzeniu raportu pokazuje, że rzetelny monitoring i cyfryzacja kontroli skutecznie wspierają powstrzymywanie degradację ekosystemu


– podkreśla Marcin Kotlarek, prezes Race For The Baltic.

Niestety, problem potęguje nieszczelność gospodarki ściekowej poza kanalizacją. Aż 75-85 proc. nieczystości ciekłych z polskich gospodarstw domowych trafia do środowiska w stanie surowym, bez wcześniejszego oczyszczenia. Szacuje się, że w 2024 r. do gruntów i rzek mogło przedostać się nawet 270 mln m sześc. nieoczyszczonych ścieków. W efekcie zdaniem Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska aż 98,45 proc. jednolitych części wód rzecznych w Polsce nie osiąga dobrego stanu ekologicznego i chemicznego.


Kluczem zastąpienie papierowych ewidencji zintegrowanymi platformami cyfrowymi monitorującymi w czasie rzeczywistym

Eksperci przekonują, że jedynym sposobem na powstrzymanie tego kryzysu jest zastąpienie papierowych ewidencji zintegrowanymi platformami cyfrowymi monitorującymi w czasie rzeczywistym. Umożliwi to precyzyjne opomiarowanie rzeczywistego poboru wody i szczelny nadzór nad zrzutem zanieczyszczeń.

Jako pozytywny przykład podają wdrożenie cyfrowego systemu zarządzania gospodarką wodno-ściekową Aquarius przez AWOŚ. Do 2025 r. z systemu dobrowolnie skorzystało blisko 600 gmin w Polsce. Zaowocowało to uruchomieniem cyfrowej ewidencji i sprawnych procedur kontrolnych, co pozwoliło znacznie zwiększyć ilość nieczystości dowożonych do stacji zlewnych (wzrosty od 19 do nawet kilkuset procent).


Doświadczenie AWOŚ z wdrożenia ekosystemu Aquarius w 559 polskich gminach udowadnia, że tam, gdzie wprowadzamy cyfrowy obieg informacji natychmiast eliminujemy nielegalne zrzuty, nieefektywne procedury kontroli i marnotrawstwo zasobów. Zastąpienie rozproszonych zbiorów danych jedną, bezbłędnie działającą platformą IT pozwala samorządom na bieżąco monitorować procesy w czasie rzeczywistym


– podsumowuje Beata Bejma, dyrektor zarządzająca w AWOŚ.

Przekonuje, że Polska musi odejść od doraźnego gaszenia pożarów i wypłacania zapomóg suszowych. Kluczem do bezpieczeństwa kraju jest wdrożenie unijnej zasady „Water Efficiency First” oraz odważne przejście w erę cyfrowej odpowiedzialności za każdą kroplę wody.

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.