Lech wyleciał z Poznania w czwartek rano, a lądowanie w Torshavn planowano na godz. 10:46. Gdy maszyna była nad Norwegią, zaczęła krążyć, a potem zmieniła trasę i wylądowała w Bergen.

Już wiemy, że spotkanie nie rozpocznie się w planowanym terminie. Jeżeli mistrz Polski dotrze w czwartek to mecz rozpocznie się o 21:45. Jeżeli nie, to zostanie przełożony na piątek na godzinę 20:00.

ZOBACZ WIDEO: Fredi Bobić: Za dużo rozmawiamy o pieniądzach. Ale coś
tam jeszcze wydamy

Sytuację polskiej drużyny opisał w swoim wpisie w serwisie X znany dziennikarz sportowy Mateusz Borek. Zwrócił uwagę na skomplikowane położenie zespołu, stwierdzając krótko. „Trzeba dziś naprawdę współczuć Lechowi”.

Mimo skrajnie trudnej aury europejska federacja piłkarska dąży do rozegrania pojedynku zgodnie z planem. Borek poddał jednak ten pomysł pod wątpliwość. „Przed nimi szalenie ważny mecz. Siedzą dalej w Bergen i czekają na decyzję i lepszą pogodę. UEFA za wszelką cenę chce meczu dzisiaj, jeśli to będzie możliwe. Ja bym nie ryzykował. Gracze Lecha są od rana w podróży”.

Ewentualny wylot w ostatniej chwili wiązałby się z bezpośrednim wejściem na boisko bez odpowiedniego przygotowania. „Jeśli w ogóle wylecą, to musieliby wyjść prosto na plac. Bezsens. Słyszę, że przedłużenie hotelu jest już praktycznie ogarnięte”.

Komentator odniósł się także do zarzutów dotyczących harmonogramu podróży drużyny. „Czepianie się, że mogli lecieć we wtorek nie ma sensu. Poniedziałek był wolny, we wtorek mocno potrenowali i na środę zaplanowali wylot. Sytuacja jest trudna, niestandardowa i niezwykle rzadka. Przeżyłem to w kwietniu 2010 roku z pyłem wulkanicznym, kiedy 10 kolejnych dni wylatywałem na walkę Adamek vs Arreola do Kalifornii. I …nie wyleciałem” – zakończył Borek.