Europejski los nie jest łaskawy dla Górnika Zabrze, a mimo to wicemistrzowie Polski dzielnie walczą na arenie międzynarodowej. Napędzili trochę strachu tureckiemu Fenerbahce, a po odpadnięciu z eliminacji do Ligi Mistrzów na Zabrzan czekał węgierski Ferencvarosi TC. Umówmy się, idzie trafić lepiej. Mimo tego na wyjeździe skończyło się tylko na 1:0 dla rywala, więc do rewanżu u siebie podopieczni Michala Gasparika podchodzili z dużymi nadziejami na odwrócenie losów rywalizacji.
I Trójkolorowym faktycznie od początku bardziej zależało. Już po kilkudziesięciu sekundach niecelnie główkował Erik Prekop. Im dalej w ten mecz, tym jednak coraz bardziej był widoczny brak pomysłu na finalizację akcji. W zasadzie do 37. minuty, kiedy to w końcu oglądaliśmy dobry strzał w wykonaniu Prekopa. Denes Dibusz piłkę jednak odbił. Wcześniej z dystansu huknął Josema i zabrakło centymetrów. Tak naprawdę ta bomba z dystansu była najlepszą okazją dla gospodarzy.
ZOBACZ WIDEO: Fredi Bobić: Za dużo rozmawiamy o pieniądzach. Ale coś
tam jeszcze wydamy
Problemem było też ułożenie lewej nogi Erika Janzy. Kapitan Górnika potrafi strzelić czy dośrodkować, ale każda taka próba w pierwszej połowie kończyła się na pierwszym rywalu lub murze. Brakowało dobrego serwisu. Aktywny za to był Peter Federico, jakość od niego biła, lecz i tu brakowało kropki nad „i”. Walczył Prekop i tu chyba był największy problem. Napastnik oczywiście wykonywał świetną robotę, lecz przez to brakowało go pod bramką.
Aż nadeszła 44. minuta. Wówczas pociągany za koszulkę w polu karnym był Maksym Chłań, a sędzia błyskawicznie odgwizdał przewinienie. Do piłki podszedł Kacper Urbański i pewnym uderzeniem odrobił straty z pierwszego meczu.
Drugą odsłonę mocno otworzył Górnik. Strzelał Maximilian Dietz – zablokowany. Spróbował Janza – w końcu dobrze i Dibusz miał kłopoty. Federico dośrodkował idealnie pod nogę Prekopa – ten popełnił techniczny błąd i zamiast 2:0 po uderzeniu z kilku metrów, oglądaliśmy kiks i zmarnowaną szansę.
W kolejnych minutach gospodarze coraz mocniej opadali z sił. I mimo widocznej przewagi problem był niezmienny, czyli problemy z wykończeniem. Ferencvarosi na boisku nie było, Węgrzy tylko się bronili przed próbami ataków w wykonaniu Trójkolorowych. Aż nadeszła 83. minuta…
Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kristoffer Zachariassen główkował raczej średnio, ale pecha miał Michal Sacek. Obrońca stał na linii bramkowej, piłka w niego trafiła i zrobiło się 1:1.
Nic więcej już się nie wydarzyło, więc Górnik musi pluć sobie w brodę. Na przestrzeni całego meczu był zespołem dużo lepszym od rywala, ale zawiodła skuteczność i pomysły w ofensywie. Jedna akcja przeciwnika wystarczyła, by zaprzepaścić prowadzenie. Tym samym wicemistrzowie Polski spadają do Ligi Konferencji, gdzie o awans bić się będą z AS Monaco. Gdyby przeszli Węgrów, to faza ligowa LK byłaby pewna.
Górnik Zabrze – Ferencvarosi TC 1:1 (1:0)
1:0 – Kacper Urbański (k.) 45′
1:1 – Michal Sacek (sam.) 83′
Składy:
Górnik Zabrze:
Philipp Schulze – Michal Sacek, Rafał Janicki, Josema, Erik Janza (89′ Ondrej Zmrzly) – Kacper Urbański, Maximilian Dietz, Paulo Bernardo (79′ Lukas Sadilek) – Peter Federico (79′ Taofeek Ismaheel), Erik Prekop, Maksym Chłań (89′ Yvan Ikia Dimi).
Ferencvarosi TC: Denes Dibusz – Attila Osvath, Mariano Gomez, Toon Raemaekers, Cadu (90+3 Nathan Zohore) – Marius Corbu, Gabi Kanichowsky (60′ Naby Keita), Philippe Rommens (59′ Adam Nagy) – Kristoffer Zachariassen, Lenny Joseph (90+3′ Kenan Kodro), Yusuf Bamidele (72′ Callum O’Dowda).
Żółte kartki: Osvath, Rommens (Ferencvarosi).
Sędzia: Andrea Colombo (Włochy).