Cała sprawa zaczęła się od wywiadu, jakiego Bartłomiej Farjaszewski (oddał udziały w klubie wraz z końcem czerwca bieżącego roku) udzielił lokalnej telewizji WTK. Przedstawił w nim swoje stanowisko dotyczące wcześniejszej współpracy z magistratem. Mocne słowa padły zwłaszcza pod adresem prezydenta Jacka Jaśkowiaka i jego zastępcy Marcina Gołka.
Ten ostatni odpowiada w stolicy Wielkopolski za sport, a zarzewiem konfliktu było wolne tempo zmian na obiekcie „Zielonych”, przez co Warta aż sześć lat spędziła w Grodzisku Wlkp. Sam Gołek funkcjonował przez jakiś czas w strukturach klubu, lecz ówczesny właściciel postanowił się z nim pożegnać. Dlaczego?
„Nazywaliśmy go Adasiem Miauczyńskim”
– Nazywaliśmy go pieszczotliwie Adasiem Miauczyńskim. Wynosił z klubu informacje, na tej podstawie potem Jacek Jaśkowiak mówił, że powinienem wybudować stadion z prywatnych środków – tak jak Legia Warszawa. Jej stadion jest przecież miejski. Takie sytuacje można mnożyć. Gołek to człowiek, który nie jest szczery. Lawiruje, a wizerunek swojej osoby, którzy wytwarza w mediach, jest całkowicie inny niż ten realny – powiedział w wywiadzie Farjaszewski.
Zarzutów do wiceprezydenta było znacznie więcej. – To wstyd dla Gołka, który odpowiada za sport, że w obecnym sezonie Warta musiała zamieniać gospodarzy meczów. Po czymś takim powinna nastąpić jego dymisja. Gdy czegoś nie dowozisz, odchodzisz, proste konsekwencje – dodał.
– Na przestrzeni ośmiu lat tempo prac w „Ogródku” oceniam fatalnie. Gdyby nie przyjął nas Grodzisk Wlkp., pewnie nigdzie byśmy nie grali. Po sześciu latach udało się sprowadzić drużynę z powrotem do Poznania. Zakupiłem trybunę i kontenery, w efekcie mogliśmy grać na miejscu. Przykre jest to, że prace nie ruszyły wcześniej – stwierdził Farjaszewski.
Zarzuty byłego właściciela skupiają się na dwóch osobach – prezydencie i wiceprezydencie. – Czułem bardzo dużą przychylność wszystkich radnych – od prawicy do lewicy. To z ich inicjatywy powstały m. in. boiska treningowe przy Drodze Dębińskiej. Ja na ich otwarcie nie zostałem nawet zaproszony – oznajmił.
Wiceprezydent odpowiada
Gołek nie pozostał dłużny Farjaszewskiemu i równie ostro odpowiedział mu w oświadczeniu, które wydał tuż po wywiadzie.
„To ja złożyłem w dniu 30.04.2024 rezygnację z bycia społecznym doradcą zarządu Warty Poznań SA, właśnie ze względu na niechęć do dalszej współpracy z Panem Farjaszewskim. Pan Farjaszewski, pisząc więc w swoich wpisach w mediach społecznościowych, że „wypiepszył” (pisownia oryginalna – dużo mówiąca o Panu Farjaszewskim) mnie z Klubu, znowu, jak zwykle, kłamie” – czytamy.
„Będąc w strukturach Klubu, pomagałem z wieloma tematami na styku Warta – Miasto Poznań. To dzięki zaangażowaniu Prezydenta Jacka Jaśkowiaka i mojemu, na stadionie w Poznaniu odbyły się derby Warta Poznań – Lech Poznań, które przyniosły Warcie znaczące wtedy dla klubu przychody. Projekt stadionu przy Drodze Dębińskiej nie mógł zostać zrealizowany ze względu na zbyt wysoki kosztorys, a to było konsekwencją „pompowania” tego projektu przez prezesów klubu na polecenie Pana Farjaszewskiego. Ja wielokrotnie przed tym przestrzegałem. Ta historia również stoi po stronie win Pana Farjaszewskiego. O tym ile zrobiłem dla Warty, kiedy byłem w jej strukturach, wypowiadać powinien się jedynie Pan Marcin Janicki, ówczesny przewodniczący Rady Nadzorczej, z którym współpracowałem, który poprosił mnie o wejście do struktur klubu i wielokrotnie dziękował mi za to, co razem robiliśmy dla Warty” – dodał.
Jacek Jaśkowiak wszedł do gry
Stosunki na linii prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak – Bartłomiej Farjaszewski od dawna są napięte i ten pierwszy również odniósł się do publicznych wypowiedzi byłego właściciela Warty.
– Niestety biznesowo grał w innej lidze niż pan Rutkowski. Nie tylko w sensie możliwości finansowych, ale również organizacyjnych. Jestem przekonany, że mamy bardzo ciekawe perspektywy przed Wartą, bo wreszcie mamy kogoś, z kim można usiąść do stołu, coś uzgodnić i wspólnie rozwijać ten klub – powiedział prezydent podczas konferencji prasowej przed festiwalem BitterSweat.
Hamulce puściły
Farjaszewski nie jest właścicielem Warty od ponad miesiąca i trudno się oprzeć wrażeniu, że nie będąc już w strukturach klubu, wypowiada się znacznie odważniej. To musiało wywołać szok w środowisku, ale sprawa infrastruktury dla Warty to problem, który pęczniał latami.
Nie jest żadnym powodem do chluby dla miasta, że najstarszy piłkarski klub z Poznania, aż sześć lat spędził w Grodzisku Wlkp., bo przez długi czas na stadionie przy Drodze Dębińskiej działo się bardzo niewiele. Farjaszewski zawsze otwarcie o tym mówił, powściągając wówczas język – w nadziei, że dyplomatyczne podejście wreszcie popchnie temat do przodu.
Tak się przez długi czas nie działo i w tym swój udział również miało miasto. Trzeba pamiętać, że niemała część kibiców Warty to starsi ludzie, którzy do „Ogródka” przychodzili od dawna, ale gdy drużynie przyszło grać w Grodzisku Wlkp., bariera komunikacyjna całkowicie odcięła ich od możliwości wspierania „Zielonych”.
Efekt jest taki, że część fanów przez cztery lata nie miała nawet okazji posmakować PKO Ekstraklasy, a na awans czekano na Wildzie przecież 25 lat.
Wszyscy powinni spojrzeć w lustro
Wojna, jaka teraz wybuchła, nie jest zdarzeniem nagłym. Farjaszewskiemu, po odejściu z klubu, rozwiązał się język, ale jego wieloletnia frustracja związana z tym, że długo musiał brać na swoje barki wszystkie kwestie związane z działalnością Warty (także rozbudowę infrastruktury na miejskim przecież terenie przy Drodze Dębińskiej) nie wzięła się znikąd.
Dopiero rok temu „Zieloni” zakończyli przymusową wyprowadzkę do Grodziska Wlkp. i mogli wreszcie wrócić do domu – w dużej mierze właśnie dzięki nakładom, jakie poniósł Farjaszewski. W tym kontekście słowa Jaśkowiaka o tym, że były właściciel Warty „nie ma pieniędzy” są nieuczciwe.
Każdy, kto zna sytuację klubu, doskonale wie, że gdyby nie prywatne inwestycje, „Zieloni” staliby się bezdomni i mogliby zniknąć z piłkarskiej mapy Polski. Tylko upór ludzi, którym zależało, sprawił, że po dwóch spadkach, dziś zespół z Wildy znów jest na zapleczu ekstraklasy.
Warta odzyskała ostatnio godność (zwłaszcza w aspekcie sportowym), najwyższy czas, by zyskała też godny obiekt, na którym będzie mogła podejmować rywali oraz kibiców i organizować mecze na najwyższym poziomie.
Na szczęście ostatnio wreszcie coś drgnęło. Powstały wspomniane wyżej boiska treningowe, kończy się powoli montaż podgrzewanej murawy, a na przyszły rok zapowiadany jest projekt głównej trybuny. To jej brak sprawia, że dziś w „Ogródku” infrastruktura ma charakter prowizoryczny i tymczasowy, a spełnienie wymogów licencyjnych dla PKO Ekstraklasy jest niemożliwe.
Prezes Warty Artur Meissner obserwował ostatnią wojenkę w mediach, jednak podkreśla, że dalsze eskalowanie tego konfliktu nic dobrego nie przyniesie.
– Padło już wiele słów, a ja nie zamierzam czegokolwiek dopowiadać i jeszcze bardziej podnosić temperatury dyskusji. Jako klub skupiamy się przede wszystkim na załatwieniu spraw związanych z infrastrukturą i jak najlepszym przygotowaniu do pierwszego domowego meczu w tym sezonie. Tu blisko pracujemy z Poznańskimi Inwestycjami Miejskimi i muszę przyznać ze doceniam duze zaangażowanie z ich strony. Na to wszyscy czekają i to jest dla Warty najważniejsze – stwierdził w rozmowie z WP SportoweFakty.
ZOBACZ WIDEO: Fredi Bobić: Dzwoni do mnie znajomy: przeczytaj „New York Timesa”! Piszą o Ekstraklasie!