Błąd na błędzie Jeleny Rybakiny. I tylko jedna szansa

Natomiast w tym meczu Rybakina nie miała po swojej stronie niemal żadnych argumentów. Popełniała błędy nawet przy serwisie, który jest przecież jej najmocniejszą bronią. Świątek grała bardzo dobrze i skutecznie, a to wystarczyło, żeby pokonać przeciwniczkę 6:2, 6:3. Nie musiała nawet wspinać się na wyżyny tak jak w meczach z Kostiuk czy Switoliną.

Ale była jedna chwila, w której momentum mogła przejąć Kazaszka. Pierwszy set, szósty gem, wynik 3:2 dla naszej rodaczki i to ona serwuje. Wówczas Rybakina miała stan 40:15 i dwie piłki na przełamanie. Gdyby jej się to udało, byłby remis i miałaby okazję wyjść na prowadzenie 4:3 przy własnym podaniu. A to oznaczałoby tarapaty.

Iga Świątek nie straciła momentum. Ten czynnik był kluczowy

To jednak tylko gdybanie, bo w rzeczywistości Świątek wygrała cztery punkty, padło głośne „jazda” i po chwili sama przełamała rywalkę, wychodząc na prowadzenie 5:2. Szczególnie imponująca była skuteczność Polki przy break pointach. Wykorzystała cztery z pięciu, które miała w tym spotkaniu. Za to Rybakina żadnego z dwóch.

Tak Iga Świątek pokonała Jelenę Rybakinę

I tu widać było różnicę poziomów. Innym powodem, dla którego nasza rodaczka tak zdemolowała przeciwniczkę, było zmęczenie. Do czasu finału obie panie rozegrały po pięć spotkań. Natomiast druga rakieta świata spędziła na korcie 11 godz. 36 min, a Świątek 8 godz. 16 min. Różnica wyniosła więc ponad trzy godziny, a to w praktyce oznacza dodatkowe dwa krótkie mecze lub jeden długi thriller.

Jelena Rybakina sama przyznała, dlaczego przegrała

Zresztą sama Kazaszka nie kryła się z tym na konferencji prasowej po spotkaniu. — Byłam po prostu bardzo zmęczona. Dało się zauważyć, że nie pracowałam wystarczająco na nogach. Popełniłam mnóstwo niewymuszonych błędów, zwłaszcza przy siatce. To był po prostu czysty brak koncentracji. Nawet przy takich łatwych piłkach — przyznała.

Takich argumentów możemy szukać więcej i więcej, ale nie o to chodzi. Najważniejsze jest to, że to Świątek została nową królową Toronto i zawdzięcza to nie błędom czy zmęczeniu rywalki, ale przede wszystkim sobie i swojemu sztabowi. To, co było podczas kanadyjskiego „tysięcznika” najważniejsze, nasza rodaczka sama pokazała po ostatniej akcji.

Gesty Igi Świątek wywołały poruszenie. Sama od razu zabrała głos

Błyskawicznie odwróciła się w stronę swojego boksu i najpierw zaczęła poklepywać się po klatce piersiowej, a następnie wskazała palcem na głowę. No właśnie, głowa była kluczowa w trakcie całego turnieju. To ona pozwoliła Świątek odwrócić losy spotkań z Kostiuk czy Switoliną, a także pewnie wygrać ze Sznajder czy Rybakiną.

Gesty Igi Świątek tuż po meczu z Jeleną Rybakiną

O gestach Polki zrobiło się na tyle głośno po finale, że została o nie zapytana również na konferencji prasowej. — Byłam naprawdę zmotywowana. Zachowałam spokój do samego końca, mimo że podczas turnieju zdarzały się chwile, kiedy nieco traciłam koncentrację lub ogarniały mnie drobne wątpliwości — wyjaśniła.

Tak na wygraną zareagował boks Igi Świątek. Aż się serce raduje

— W dzisiejszym finale byłam pewna, co mam robić i jak wykorzystać wszystkie swoje atuty. Przez cały tydzień czułam, że mam dobre nastawienie. Dobrze reagowałam zarówno na pozytywne wydarzenia, jak i na wyzwania. W zasadzie w każdym meczu potrafiłam rozwiązywać problemy. To naprawdę dodało mi pewności siebie. Dlatego właśnie celowałam w głowę — powiedziała.

Cóż więcej można dodać w tej sytuacji? Słowa Świątek mówią same za siebie. A w jej boksie również po ostatnim punkcie było widać ogromną radość. Sparingpartner Tomasz Moczek, psycholożka Daria Abramowicz i trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk aż poderwali się z miejsc, aby świętować ten przełomowy sukces.

Radość w boksie Igi Świątek po finale w Toronto

Na koniec chciałbym jeszcze tylko zaapelować: zostańmy na ziemi po tym triumfie. Hasła „wróciła dawna Iga” bardzo ładnie brzmią i chciałbym, żeby się potwierdziły, ale to na razie tylko jeden turniej. W zeszłym roku Polka też triumfowała: na Wimbledonie, w Cincinnati i Seulu. Dlatego lepiej uzbroić się w cierpliwość i zobaczyć, co przyniosą najbliższe tygodnie. Jest o co walczyć, a jeśli Świątek utrzyma tę formę, to będzie bardzo dobrze.