Trwa nabór żołnierzy do jednostki, która zostanie rozmieszczona na granicy z Ukrainą. Głównymi zadaniami piechoty szturmowej są szybkie przełamanie linii obrony, zajęcie przyczółków, desant na tyłach wroga, działania dywersyjne i naloty. Pomimo retorycznej elastyczności Łukaszenki i utrzymującej się pokojowej retoryki, fakty wskazują na rzeczywiste przygotowania do działań wojennych.

Nawet jeśli Mińsk tego nie chce, to sądząc po wszystkim, co widzimy, Białoruś postrzega wybuch wojny jako prawdopodobny — jeśli nie nieunikniony.

Na Białorusi jeszcze od czasów radzieckich istnieją trzy brygady — 103. Oddzielna Powietrznodesantowa Gwardii w Witebsku, 38. Oddzielna Gwardyjska Brygada Desantowo-Szturmowa w Brześciu oraz 5. Samodzielna Brygada Specjalnego Przeznaczenia w Mayjnej Górce, pod Mińskiem.

Nowa, 37. Samodzielna Brygada Desantowa będzie czwartą i zostanie rozmieszczona w pobliżu Homla — bliżej Ukrainy i Rosji. Jest to kierunek, którym w 2022 r. wojska rosyjskie zmierzały na Kijów.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Nowa brygada to wydarzenie bezprecedensowe w dosłownym tego słowa znaczeniu. W całym okresie niepodległości Białorusi nie tworzono żadnych brygad ani innych dużych jednostek wojskowych. Proces ten przebiegał dokładnie odwrotnie: jednostki wojskowe odziedziczone po Białoruskim Okręgu Wojskowym ZSRR były redukowane i zmniejszane.

Na przykład legendarna 103. Gwardyjska Dywizja Powietrznodesantowa ZSRR, która w 1979 r. jako pierwsza wkroczyła do Kabulu, została w 1995 r. rozformowana na odrębne brygady mobilne — niepodległa Białoruś nie miała ani zapotrzebowania na tak duże formacje wojskowe, ani zasobów na ich utrzymanie. Dopiero później, w latach 2000., formacji przywrócono miano „gwardyjskiej” oraz pamiętny numer — tak powstała wspomniana wyżej 103. Oddzielna Powietrznodesantowa Gwardii w Witebsku.

Po masowych protestach w 2020 r. na Białorusi aktywnie tworzono nowe struktury wojsk wewnętrznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych — oddziały sił specjalnych „Ryś”, „Smiercz” i inne. Na bazie takiego oddziału „Buran” z Homla w marcu 2026 r. utworzono odrębną jednostkę wojskową. Wówczas wiceminister spraw wewnętrznych Nikołaj Karpenkow uzasadniał to międzynarodowymi doświadczeniami w zakresie skuteczności sił specjalnych w „tłumieniu prowokacji i neutralizowaniu podżegaczy zamieszek”.

Jednak utworzenie brygady desantowo-szturmowej na granicy z Ukrainą nie wpisuje się w tę logikę — widać tu nową tendencję. Do rozpraszania demonstracji lub ochrony granicy przed drobnymi prowokacjami nie są potrzebne dywizjony artyleryjskie i przeciwlotnicze, które wchodzą w skład nowej 37. Brygady. Głównymi zadaniami piechoty szturmowej są: szybkie przełamanie linii obrony, zajęcie przyczółków, desant w tyłach wroga, działania dywersyjne i naloty.Retoryczna dywersyfikacja

Zapewnienie tych zdolności wymaga realnych nakładów: nie tylko finansowych, ale także sprzętowych i kadrowych. To przyćmiewa elastyczność Łukaszenki w retoryce i dyplomacji — które mają na celu stworzenie iluzji niezależności.

Zna Putina osobiście od wielu lat. Mówi o jego obsesji na temat Europy Wschodniej. Kulisy narad na KremluAleksiej Wenediktow i Władimir Putin w 2012 r.

Łukaszenko tradycyjnie uprawia słowną akrobatykę. Na przykład w 2021 r. nazywał Zełenskiego „Wołodią” i „traktował go jak własne dziecko”, a w 2023 r. wyzywał go od „wszy”. 29 maja 2026 r. Łukaszenko poparł rosyjską propagandową narrację przedstawiającą Zełenskiego jako narkomana („gdzieś zapalił, gdzieś wbił sobie igłę… i zaczyna wygłaszać oświadczenie. Po prostu mi go żal”).

Zna Putina osobiście od wielu lat. Mówi o jego obsesji na temat Europy Wschodniej. Kulisy narad na KremluAleksiej Wenediktow i Władimir Putin w 2012 r.W czerwcu jednak publicznie przeprosił „Władimira Aleksandrowicza” za te słowa i zapewnił, że „włączenie się Białorusi w jakiejkolwiek roli do wojny, do konfliktu, jest niedopuszczalne”, a Ukraina z jego strony „nie ma absolutnie czego” się obawiać.

Właśnie w tym czasie trwało tworzenie nowej brygady desantowo-szturmowej na granicy Białorusi z Ukrainą.

Dyplomatyczna akrobatyka to również ulubiony styl Łukaszenki. Od 2020 r., pozbawiony legitymizacji w kraju i polegający w utrzymaniu władzy na poparciu Putina, białoruski przywódca sam radykalnie zawęził sobie pole manewru dyplomatycznego.

Wymiana gróźb

Nawet jeśli brygada ta nigdy nie przekroczy granicy, sam fakt jej istnienia zmusza Ukrainę do utrzymywania znacznych rezerw na północy, odciągając je od rzeczywistych działań bojowych na wschodzie i południu.

Tę strategię wojskowego blefu reżim Łukaszenki stosuje od pierwszych dni wojny. Przez cały r. 2022 i później na Białorusi odbywały się to jedne, to inne ćwiczenia, które nie bez powodu niepokoiły Ukrainę. Przejawiało się to w powtarzających się pytaniach ukraińskich dziennikarzy: „No to co, jutro jednak armia białoruska zaatakuje?”.

Przekonujące krzyczenie „zagrożenie, zagrożenie !” przez lata jest trudne. Efekt stopniowo wygasł. Utworzenia brygady nie można już jednak zignorować.

Samo doświadczenie długotrwałego blefu nie jest powodem do rozluźnienia czujności i traktowania zagrożenia jako bezpodstawnego. Inwazję z 2022 r. również poprzedzały rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe — w Kijowie niczego nie zapomniano. Obecna koncentracja sił na granicy Białorusi z Ukrainą nie pozostanie bez echa.

Dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy Robert „Madziar” Browdi oświadczył niedawno, że pierwsze 500 celów na terytorium Białorusi zostało już zidentyfikowanych, i ostrzegł Łukaszenkę przed głębszym wciągnięciem Białorusi w pełną wojnę z Rosją. „Bezpłatna i całkiem praktyczna rada: nie stójcie Ukrainie na drodze” — słowa te padły w momencie ataków na rosyjskie rafinerie, co nadaje groźbom „Madziara” dodatkowego znaczenia.

Niepokojące jest to, że ostatnio zarówno Mińsk, jak i Kijów zachowują się tak, jakby rozumieli, że wojny nie da się uniknąć.

Łukaszenko nie tylko tworzy nową brygadę, ale także nakazał ministrowi obrony wcielić niedbałych urzędników do wojska i wysłać na granicę z Ukrainą. Z kolei na naradzie po kompleksowej kontroli sił zbrojnych oświadczył, że Białoruś przygotowuje się do wojny: „nie może być mowy o czasie pokoju”.

Ukraina również zachowuje się tak, jakby żadne z dotychczasowych „czerwonych linii” nie istniały. Na szczeblu politycznym po raz pierwszy odbyła się oficjalna wizyta białoruskiej przywódczyni demokratycznej Swiatłany Tichanowskiej w Kijowie oraz jej spotkanie z Władimirem Zełenskim; nawiązuje się współpraca między białoruskimi siłami demokratycznymi a władzami ukraińskimi. Wcześniej, jak się wydaje, przeszkadzały w tym właśnie te „czerwone linie” oraz niechęć Kijowa do prowokowania Łukaszenki.

Na płaszczyźnie wojskowo-dyplomatycznej sytuacja wygląda jeszcze bardziej klarownie. W czerwcu Zełenski postawił Łukaszence ultimatum: miał w ciągu tygodnia usunąć rozmieszczone na Białorusi stacje retransmisyjne dla bezzałogowych statków powietrznych (BPA), które korygują rosyjskie ataki na ukraińskie miasta, oraz zaprzestać dostaw produktów naftowych dla armii Federacji Rosyjskiej. Nie czekając na upływ terminu ultimatum, Łukaszenko wyleciał z Białorusi w atmosferze ścisłej tajemnicy, oficjalnie nazywając to „długotrwałą delegacją zagraniczną” (nie podając dokładnych terminów, kierunków ani celów podróży).

Później Zełenski oświadczył, że w terminie wyznaczonym w ultimatum przestały działać stacje przekaźnikowe dla rosyjskich dronów na terytorium Białorusi. Ani Kijów, ani Mińsk nie wyjaśniły, w jaki sposób do tego doszło. Natomiast Wadim Kabanczuk, przedstawiciel do spraw obrony i bezpieczeństwa narodowego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego Białorusi (odpowiednik ministra obrony w strukturze białoruskich sił demokratycznych), oświadczył, że retransmitery na Białorusi zostały zniszczone przez ukraińskie drony. Dostawy paliwa do Rosji z białoruskich rafinerii nie zostały jednak wstrzymane.

W ten sposób utworzenie brygady desantowo-szturmowej stanowi poważny krok w stronę eskalacji. Nie jest to już retoryka ani pojedyncze ataki. To rzeczywiste przygotowania wojskowe Mińska. Sądząc po rozwoju wydarzeń, Kijów nie pozostawi tego bez odpowiedzi. Należy spodziewać się zaostrzenia sytuacji.