W swoim wystąpieniu wielokrotnie podkreślał znaczenie honoru, tradycji, suwerenności i narodowej tożsamości. Nawiązywał do zagrożeń płynących ze Wschodu, przypominał o wojnie w Ukrainie i konieczności budowy silnej armii. Jednocześnie wyraźnie starał się zdystansować od hasła tegorocznej defilady: „Polska SAFE — Bezpieczna Polska”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoKarol Nawrocki: Bóg, Honor i Ojczyzna, a nie SAFENajbardziej zapamiętanym fragmentem jego przemówienia stały się słowa o tym, że na sztandarach Wojska Polskiego widnieje hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna, a nie SAFE”. Trudno było nie odczytać tego jako politycznego przytyku wymierzonego w program, który próbował zablokować.
PAP/Leszek Szymański
Prezydent Karol Nawrocki, zwierzchnik sił zbrojnych
Wiosną tego roku zawetował ustawę o SAFE, czyli unijny mechanizm finansowania obronności, z którego do Polski miało trafić ponad 43 mld euro (ok. 185 mld zł). Przeważająca większość z tych środków przeznaczona była na szybką modernizację armii, zakupy nowoczesnego sprzętu, budowę systemów antydronowych oraz wsparcie rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Wojsko nie rozumiało tej decyzji, a działanie prezydenta odebrało jako próbę torpedowania modernizacji.
Władysław Kosiniak-Kamysz: S jak sojusze, A jak armia, F jak fabryki i E jak Europa
Weto tego programu to był duży błąd głowy państwa, co sprytnie wykorzystał w dzisiejszym, bardzo zresztą udanym wystąpieniu wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Rozwinął słowo SAFE jako cztery filary bezpieczeństwa: S jak sojusze, A jak armia, F jak fabryki i E jak Europa.

Leszek Szymański / PAP
Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz i dowódca Garnizonu Warszawa gen. dyw. Tomasz Dominikowski
Szef MON mówił, że Polska dziś przeznacza na obronność rekordowe środki, a wydatki przekroczyły już 200 mld zł rocznie. Podkreślał, że bezpieczeństwo nie jest wyłącznie efektem zakupów sprzętu za granicą, ale również inwestycji w krajowy przemysł zbrojeniowy. Przywołał dane, według których aż 89 proc. środków związanych z programem SAFE trafia do polskich przedsiębiorstw. Wymieniał zakłady zbrojeniowe zlokalizowane w Stalowej Woli, Kraśniku, Grudziądzu czy Siemianowicach Śląskich, przypominając, że za przejeżdżającymi podczas defilady Borsukami, Krabami i Rosomakami stoją miejsca pracy oraz rozwój krajowego przemysłu obronnego.
Na tle twardych danych, jakimi sypał minister Kosiniak-Kamysz, słowa prezydenta zabrzmiały bardziej jak próba politycznego odrobienia strat niż merytoryczna polemika. Dziś kolejny raz widać było, że po wcześniejszym wecie wobec programu SAFE Nawrocki znalazł się w niewygodnym położeniu wobec środowiska wojskowego i obronnego. Defilada miała być okazją do pokazania się jako zdecydowany zwierzchnik sił zbrojnych. Zamiast tego wyszedł z roli gospodarza państwowego święta i wkroczył w bieżący spór polityczny.
Paradoks polega na tym, że w swoim przemówieniu Karol Nawrocki mówił jednocześnie o znaczeniu sojuszy, wzmacnianiu armii i konieczności inwestowania we własne zdolności obronne. A więc dokładnie o tych elementach, które rząd zamknął w haśle SAFE.
Defilada kontra rzeczywistość. Wojskowi ujawniają gorzką prawdę o polskiej armii [ANALIZA]