DANIEL SOBIS: Swoje rozgrywki zaczyna liga hiszpańska. Jakiego sezonu możemy spodziewać się w LaLidze? Czy ponownie będzie to walka wyłącznie Realu Madryt i Barcelony?
ABELARDO FERNANDEZ: Mam nadzieję, że nie będzie to liga dwóch drużyn. Myślę, że do walki o mistrzostwo włączy się również Atletico. To zespół z bardzo dużym potencjałem. W poprzednim sezonie nie prezentował się najlepiej, choć dotarł do finału Pucharu Króla i półfinału Ligi Mistrzów. Uważam jednak, że ma bardzo mocną kadrę, i liczę na to, że tym razem nie będzie to wyścig tylko tamtej dwójki. Zobaczymy też, jak zaprezentuje się Barcelona po wzmocnieniach. Jeśli do zespołu dołączy jeszcze taki piłkarz jak Rodri — a wiemy, że jest już Anthony Gordon — może być jeszcze silniejsza. Dlatego sądzę, że o tytuł będą walczyć trzy drużyny.
Barcelona rozgląda się intensywnie za nowym napastnikiem. Odszedł Robert Lewandowski, praktycznie przesadzony jest transfer Ferrana Torresa do PSG. Czy w obecnej kadrze jest ktoś, kto może ich zastąpić? Czy jednak klub musi koniecznie sprowadzić klasową „dziewiątkę”?
To trudna sytuacja. Na rynku nie ma wielu typowych środkowych napastników. Wiemy, jak skomplikowana jest sprawa pozyskania Juliana Alvareza. Tacy piłkarze jak Karim Adeyemi czy Dani Olmo też oczywiście mogą zagrać na tej pozycji, ale to nie są klasyczne „dziewiątki”. Myślę jednak, że Barcelona ostatecznie sprowadzi napastnika. Trudno powiedzieć, czy będzie to zawodnik światowej klasy, ale jestem przekonany, że klub potrzebuje wzmocnienia na tej pozycji na już. Trzeba też poczekać, jak zakończy się sprawa Rodriego. Uważam również, że po odejściu Ronalda Araujo otworzyły się drzwi do pozyskania nowego środkowego obrońcy. To w tej chwili są chyba priorytety transferowe zespołu Hansiego Flicka.
Co najbardziej przekonuje pana w pracy Flicka, a nad czym Barcelona wciąż powinna popracować?
Bardzo podoba mi się sposób, w jaki prowadzi zespół. To trener, który preferuje styl gry odważny i ryzykowny, ale jednocześnie bardzo atrakcyjny dla kibiców. Ogromne wrażenie robi na mnie także to, jak wykorzystuje młodych piłkarzy Barcelony. To zawodnicy, którzy mimo młodego wieku są już bardzo dojrzali i odgrywają kluczowe role. Wystarczy spojrzeć na Lamine’a Yamala, Fermina Lopeza czy Gaviego. Barca ma obecnie niezwykle utalentowane pokolenie i to daje jej wielkie możliwości. To duży komfort dla trenera.
Liga Mistrzów będzie w tym sezonie jej najważniejszym celem?
Zdecydowanie tak. Oczywiście liga hiszpańska jest bardzo istotna, ale myślę, że Barca chce iść po więcej, a na triumf w Lidze Mistrzów czeka już bardzo długo.
Musimy chwilę porozmawiać o Pau Cubarsim. Sam grał pan na środku obrony, dlatego jestem ciekaw pana opinii. To, co ten chłopak zrobił już w poprzednim sezonie, a także podczas mistrzostw świata, było imponujące. Jak pan ocenia jego rozwój?
Uważam, że to fenomenalny piłkarz. Mówiłem to już wcześniej — Cubarsi to stoper, który może wyznaczać standardy na swojej pozycji przez wiele lat. Oczywiście pozostaje mieć nadzieję, że ominą go kontuzje. Mimo że nie należy do najwyższych obrońców, imponuje swoją siłą i dojrzałością. Nie chodzi tylko o grę z piłką przy nodze. Najbardziej zachwyca mnie jego zachowanie w defensywie. Jest znakomicie skoncentrowany, świetnie czyta grę, doskonale się ustawia i niemal zawsze wyprzedza rywali. Nie jest może najszybszy ani nie dominuje w powietrzu, ale znakomicie rekompensuje to ustawieniem i inteligencją. Do tego świetnie rozpoczyna akcje. Jednym podaniem potrafi przełamać pressing rywala, odważnie wyprowadza piłkę i daje drużynie ogromny spokój. Jeśli zdrowie będzie mu dopisywało, jestem przekonany, że zapisze się w historii klubu.
Wspomniał pan wcześniej o Rodrim. Nie ma chyba wątpliwości, jak wielkim jest piłkarzem, ale czy właśnie takiego zawodnika najbardziej potrzebuje dziś Barcelona?
Absolutnie. Idealnie pasowałby do tego zespołu, mógłby stworzyć znakomity duet z Pedrim. Rodri daje drużynie ogromny spokój przy rozegraniu, świetnie rozpoczyna akcje i potrafi nadać grze odpowiednie tempo. Jest bardzo inteligentny taktycznie, znakomicie porusza się po boisku i doskonale czyta grę. To również zawodnik kompletny, dobrze gra w powietrzu, potrafi zdobywać bramki z dystansu i jest niezwykle wartościowy zarówno w defensywie, jak i w ataku. Mówimy przecież o zdobywcy Złotej Piłki, więc jego transfer byłby dla Barcelony ogromnym wzmocnieniem. Wszyscy pamiętamy, jak wielkie sukcesy odnosiła z Sergio Busquetsem na tej pozycji. Od tamtej pory klub cały czas szuka piłkarza o podobnym profilu, a Rodri idealnie wpisuje się w ten model.
Real bardzo mocno wzmocnił skład. Do drużyny dołączyli między innymi Bernardo Silva, Denzel Dumfries, Marc Cucurella i Ibrahima Konate. Czy to były pozycje, które najbardziej wymagały wzmocnienia? I czy Jose Mourinho jest odpowiednim trenerem dla tego zespołu?
Uważam, że Real znakomicie się wzmocnił. To zespół o ogromnej jakości, ale teraz zyskał także jeszcze więcej siły fizycznej. Dumfries, Konate, a do tego piłkarze tacy jak Jude Bellingham, Aurelien Tchouameni czy Federico Valverde — to robi ogromne wrażenie. Dla mnie Real jest jednym z głównych kandydatów nie tylko do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii, ale również do triumfu w Lidze Mistrzów. Jeśli chodzi o Mourinho, wszyscy wiemy, jakim jest szkoleniowcem. To urodzony zwycięzca i wielki rywal. Potrafi zaszczepić w drużynie mentalność walki i przekonanie, że każdy mecz trzeba wygrać. Jestem przekonany, że pod jego wodzą Real zacznie także lepiej bronić. To będzie bardzo trudny zespół do pokonania i jeden z najmocniejszych w Europie.
Dwa słowa o Yanie Diomande. To piłkarz, na którego Real Madryt postawił bardzo mocno, bijąc rekord transferowy. Widzi go pan już dziś jako jedną z największych gwiazd LaLigi czy raczej to projekt na przyszłość?
Tam nie ma czasu na czekanie. Nawet jeśli mówimy o 19-letnim zawodniku, oczekiwania są natychmiastowe. Kiedy trafiasz do takiego klubu jak Real czy Barcelona, nie jesteś piłkarzem przyszłości — masz dawać jakość od pierwszego dnia. Jestem przekonany, że Diomande właśnie taki będzie. To zawodnik, który robi ogromne wrażenie. Ma dynamikę, odwagę w grze jeden na jednego i potrafi tworzyć przewagę. Jeśli spojrzymy na ofensywę Realu z Mbappe, Viniciusem, Bellinghamem i Diomande, to mówimy o czterech piłkarzach, którzy potrafią zrobić różnicę w każdej chwili. Yan grał już wcześniej w Primera Division w Leganes, choć nie dostał tam wielu szans. Później bardzo się rozwinął i jestem przekonany, że Mourinho będzie potrafił wydobyć z niego wszystko, co najlepsze.
Jego kariera nabrała niesamowitego tempa.
Tak, to prawda. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko, ale najważniejsze będzie to, co pokaże na boisku. Talent ma ogromny, teraz musi to potwierdzić w koszulce Realu.
Porozmawiajmy o Atletico i kolejnym sezonie Diego Simeone. Czy ten zespół ma argumenty, żeby walczyć z Realem i Barcą o mistrzostwo?
Jestem o tym przekonany. Mówiłem już na początku, że Atletico ma wszystko, aby liczyć się w walce o tytuł. Poprzedni sezon był dla nich nietypowy. Rzadko zdarza się, żeby zakończyli rozgrywki z tak dużą stratą do Realu i Barcelony. To drużyna z odpowiednią jakością, charakterem i doświadczeniem, z bardzo mocną kadrą. Oczywiście wiele będzie zależało od przebiegu sezonu i kalendarza, ale uważam, że będzie walczyć o mistrzostwo do samego końca. Jeśli ostatecznie Alvarez odejdzie z klubu, trzeba będzie zobaczyć, jak Atletico poradzi sobie z jego zastąpieniem. Mimo wszystko nadal uważam, że to jeden z kandydatów nie tylko do walki o prymat w LaLidze, ale również w Lidze Mistrzów. W poprzednim sezonie dotarli przecież do półfinału i po raz kolejny pokazali, że są niezwykle niewygodnym rywalem. Z tą drużyną nikt nie chce grać w dwumeczu. Świetnie udowodnili to choćby w rywalizacji z Barceloną. Atletico zawsze potrafi utrudnić życie nawet najmocniejszym zespołom.
Czy poza tą wielką trójką widzi pan kogoś, kto może pozytywnie zaskoczyć w tym sezonie?
Myślę, że tercet jest dziś wyraźnie przed resztą stawki, natomiast walka o miejsca premiowane grą w Lidze Mistrzów zapowiada się bardzo ciekawie. Bardzo jestem ciekaw Betisu i Athleticu. LaLiga jest jednak wyjątkowa właśnie dlatego, że co sezon mamy osiem czy dziesięć drużyn o bardzo zbliżonym poziomie. Jedne walczą o europejskie puchary, inne o utrzymanie, ale różnice są naprawdę niewielkie. To sprawia, że te rozgrywki są tak atrakcyjne. Osobiście bardzo wierzę również w Villarreal. Podoba mi się projekt prowadzony przez nowego trenera — Inigo Pereza. To szkoleniowiec z dużym potencjałem, którego preferowany styl gry świetnie pasuje do tego klubu. Zobaczymy też, jak Betis poradzi sobie z łączeniem gry w Europie z rywalizacją w lidze. To zawsze bardzo wymagające wyzwanie.
Do LaLigi wracają trzy historyczne kluby — Racing Santander, Malaga i Deportivo A Coruna. Który z beniaminków ma pana zdaniem największe szanse na udany sezon?
Bardzo podoba mi się Racing. Jose Alberto to trener, z którym miałem okazję współpracować jeszcze w Sportingu Gijon, świetny fachowiec, który konsekwentnie realizuje swój projekt. Jestem przekonany, że będzie się o nim dużo mówiło w tym sezonie. Uważam, że Racing spokojnie ma potencjał, by utrzymać się w LaLidze i rozegrać naprawdę dobry sezon. Z kolei Malaga i Deportivo to kluby z ogromną historią, z fantastycznymi kibicami. Awansowały, opierając się w dużej mierze na młodych zawodnikach, ale rywalizacja o utrzymanie będzie bardzo wyrównana. Liga zapowiada się niezwykle wymagająco i każdy punkt będzie miał ogromne znaczenie.
A kiedy pana Sporting Gijon wróci do LaLigi?
Mam nadzieję, że już w tym sezonie. Naprawdę bardzo bym tego chciał. Wystarczy spojrzeć na zainteresowanie kibiców. Mówi się, że klub ma już około 24 tysięcy wykupionych karnetów, a stadion mieści niewiele ponad 26 tysięcy widzów. To coś niesamowitego i najlepiej pokazuje, jacy kibice są w Gijon. Do klubu przyszedł nowy trener, są nowe pomysły, pojawiło się też kilku nowych piłkarzy. Mam nadzieję, że to będzie sezon, w którym Sporting wreszcie wywalczy awans. To klub z wielką historią, ogromną tradycją i fantastycznymi kibicami. Zasługuje na to, żeby ponownie grać w LaLidze.
Na koniec muszę zapytać o igrzyska olimpijskie w Barcelonie. Niedawno minęła kolejna, 34. rocznica tego turnieju. Doskonale pamięta pan finał z Polską. Jakie wspomnienia wracają do pana po tylu latach?
Wyłącznie piękne. Niesamowite, jak szybko płynie czas. Oczywiście najważniejszym wspomnieniem pozostaje złoty medal i tytuł mistrzów olimpijskich, ale równie ważna była grupa ludzi, którą wtedy stworzyliśmy. Spędziliśmy razem półtora miesiąca na zgrupowaniu i bardzo się zżyliśmy. To były zupełnie inne czasy. Nie było telefonów komórkowych, PlayStation ani mediów społecznościowych. Przebywaliśmy po prostu razem przez całą dobę i dzięki temu stworzyliśmy wyjątkową atmosferę. Mieliśmy znakomity sztab szkoleniowy z Vicente Mierem na czele, świetnych współpracowników i fantastyczną grupę piłkarzy. Wszystko funkcjonowało perfekcyjnie, co było widać również na boisku. Rozegraliśmy znakomity turniej i wygraliśmy wszystkie mecze.

Peter Robinson – PA Images via Getty Images / Getty Images
W 1992 roku Biało-Czerwoni zostali wicemistrzami olimpijskimi. W finale po dramatycznym boju podopieczni Janusza Wójcika przegrali z Hiszpanią.
A sam finał z Polską? Wielu kibiców w naszym kraju wciąż doskonale go pamięta. To był niezwykle wyrównany mecz. Co najbardziej utkwiło panu w pamięci?
Paradoksalnie uważam, że był to jeden z naszych najsłabszych występów w całym turnieju. Być może zadziałały emocje i presja związana z finałem. Do tego spotkania doszliśmy bez straty gola, ale Polska zagrała naprawdę bardzo dobrze. To był zespół odważny, ofensywnie nastawiony i postawił nam bardzo trudne warunki. Przegrywaliśmy 0:1, ale udało mi się zdobyć bramkę wyrównującą. Później wyszliśmy na prowadzenie 2:1, jednak Polacy ponownie doprowadzili do remisu. Dopiero w końcówce Kiko strzelił gola, który dał nam złoty medal. Nie zapomnę tej chwili nigdy, jedna wielka euforia. To był bardzo wyrównany i niezwykle emocjonujący finał. Polska naprawdę mogła wtedy sięgnąć po zwycięstwo.
Pamięta pan któregoś z polskich piłkarzy?
Tak, przede wszystkim Wojciecha Kowalczyka. Później grał przecież w Betisie. Zapamiętałem go jako bardzo silnego i szybkiego napastnika. Był niezwykle trudny do upilnowania. Zresztą cała reprezentacja Polski miała wtedy wielu bardzo dobrych zawodników. Rozegrała świetny turniej i naprawdę zasłużyła na wielki szacunek. W finale równie dobrze mogła zwyciężyć. Taki już jednak jest futbol — czasem wygrywasz ty, a czasem twój rywal.