Wieczór, 15 sierpnia 1920 r. Przed plebanię w Wyszkowie zajeżdża bolszewickie wojsko. Na ganek o podwójnych kolumnach wchodzą żołnierze i walą do drzwi. Księża otwierają, następuje rewizja. Nie pierwsza już, gdyż przez okupowane od kilku dni podwarszawskie miasteczko przewalają się prawdziwe tłumy czerwonego wojska i niejeden oddział bolszewickich dygnitarzy zatrzymywał się tu, żądając noclegu.

W tych ostatnich dniach okoliczne dwory i sklepy zostały ograbione, powstała nowa milicja i lokalny komitet rewolucyjny. Z ubogą ludnością bolszewicy na razie obchodzą się względnie łagodnie. Sytuacja jest jednak wojenna. Po niebie latają polskie aeroplany próbujące zrzucać bomby na okoliczne, bolszewickie pozycje. Nieopodal trwa już bitwa o Warszawę, w której rozstrzygnąć się mają losy Polski.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Po rewizji przed plebanię zajeżdża samochód z pięcioma pasażerami. Wartownicy z czerwonymi gwiazdami na czapkach okrążają budynek. Pięciu gości wchodzi do środka, ale nie przedstawiają się miejscowemu proboszczowi, ks. Wiktorowi Mieczkowskiemu. Udają się za to do jednego z pokoi, gdzie odbywają naradę z przybyłym zaraz za nimi sztabem. Następnie wracają do pomieszczenia, w którym czeka ksiądz. Zamierzają zostać na noc. Chcą też najwyraźniej „dowiedzieć się coś o nastroju Polaków”.

Trzech z tych pięciu mężczyzn to Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski i Feliks Kon, przywódcy Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski, czyli rządu, który Włodzimierz Lenin chciał zainstalować w Polsce po ostatecznym zwycięstwie nad wojskami Józefa Piłsudskiego. Nazwisk tych ludzi, stojących na czele tzw. Polrewkomu na razie ks. Mieczkowski nie zna, rozumie jednak, że są to przywódcy przyszłej Polskiej Republiki Rad, którzy zjawili się pod Warszawą w oczekiwaniu na triumfalny wjazd do stolicy.

85. rocznica wojny 1920 r. Rekonstrukcja rozmów Polrewkomu z ks. Mieczkowskim w Wyszkowie

Andrzej Rybczyński / PAP

85. rocznica wojny 1920 r. Rekonstrukcja rozmów Polrewkomu z ks. Mieczkowskim w Wyszkowie

Z „krwawym Feliksem” przy stole

Ksiądz w swoich wspomnieniach odnotowuje ich wygląd. Człowieka, który później okaże się Marchlewskim, nominalnie stojącego na czele Polrewkomu, określa jako „typowego szlachcica polskiego, niskiego wzrostu, o spokojnych rysach i przystrzyżonej brodzie, już dobrze posiwiałego”. „Chyba dawno przekroczył pięćdziesiątkę. Bynajmniej nie wygląda krwiożerczo” — pisze później duchowny w książce „Bolszewicy w polskiej plebanji”.

Faktyczny przywódca polsko-bolszewickiego rządu, a zarazem szef krwawej Czeka, czyli tajnej bolszewickiej policji, Feliks Dzierżyński, zapisuje się w pamięci proboszcza jako „najmłodszy czterdziestokilkuletni brunet, szczupły, słusznego wzrostu, zdaje się, najwięcej stanowczy i bezwzględny, który gotów jest usuwać wszelkie przeszkody, choćby i w gwałtowny sposób. (…) wygląda na człowieka o niezłomnej woli, który niełatwo ustępuje z placu boju”.

Wreszcie Feliks Kon zostaje zapamiętany jako „stary bojowiec PPS sześćdziesięciokilkuletni, ale ruchliwy i żywy, o sympatycznych rysach, znający dobrze naszych menerów [przywódców] lewicy” i wypytujący o to, czym się obecnie zajmują w kraju.

Feliks Dzierżyński, 1912 r.

Paul Fearn / Alamy Stock Photo / PAP

Feliks Dzierżyński, 1912 r.

Nie znając na razie nazwisk wymienionej trójki (dwaj pozostali goście, Polak i Rosjanin, do samego końca pobytu się nie przedstawili), ksiądz zaczyna prowadzić z nimi rozmowę, kulturalną, choć z pozycji politycznego przeciwnika. Polscy bolszewicy mówią mu, że koniecznie trzeba „wziąć Warszawę, aby Polskę obezwładnić, choć i wtedy może pokój nie nastąpić”. Zapewniają jednak: „bolszewicy w Polsce nie mają zamiaru pozostawać, zaprowadzimy tam tylko potrzebny ład, aby proletariat nie był nadal wyzyskiwanym”.

Dalsza dyskusja dotyczy zagadnień religijnych. Dzierżyński, Marchlewski i Kon opowiadają się za oddzieleniem Kościoła od państwa i przywróceniem go do pozycji z pierwszych wieków, „do katakumb, kiedy to opiekował się biednymi, a nie burżuazją”. Wyrażają też pogląd, że „Chrystus był pierwszym rewolucjonistą, za rewolucję oddał życie, a Kościół spaczył jego ideę”. Zapewniają, że „komunizm znajdzie lekarstwo na wszelkie bolączki życiowe, gdyż nie będzie już ani wojen, ani pieniędzy, ani głupiego patriotyzmu, bo nie będzie narodowości”.

Ksiądz odpowiada na to, że wystarczyłoby „gdybyśmy byli chrześcijanami nie tylko z imienia, ale w uczynkach”, bo wówczas „nie trzeba by było socjalizmu ani komunizmu i tak gwałtownych przewrotów”.

1. Armia Konna Siemiona Budionnego w 1920 r.

Domena publiczna

1. Armia Konna Siemiona Budionnego w 1920 r.

Herbatka z bolszewikami. „Nazywają nas antychrystami”

Później bolszewicy udają się na spoczynek, a następnego dnia rano rozmowa zostaje wznowiona przy herbacie. Najeźdźcy oskarżają Polskę, że nie skorzystała z pokojowych propozycji Rosji, czym sama wyrządziła sobie krzywdę. Później udają się do sztabu armii i powracają po południu, oznajmiając, że jeszcze dziś wyjeżdżają. Każą jednak podać jeszcze raz herbatę i na chwilę siadają do stołu.

Feliks Dzierżyński w trakcie kolejnej dyskusji przekonuje, że jest „przeciwnikiem kary śmierci, a jednakże podczas rewolucji trzeba ją stosować i usuwać często nawet skądinąd i dobre jednostki, które stoją na przeszkodzie rewolucji”. „Ideały nasze nie dzisiaj się urzeczywistnią, upłyną jeszcze wieki” — dodaje.

Ksiądz odpowiada im, że zgadza się z nimi, iż „każda rewolucja to krok naprzód”, a „być może rosyjska zrobi jeszcze większy przeskok”, ale nie widzi w niej „panaceum na wszystkie bolączki ludzkie”. „Czym np. zastąpicie religię w sercu człowieka, która go uszlachetnia i podnosi? Była dotąd reakcja burżuazji, a obecnie widzę w sowietach reakcję proletariatu, a więc zmianę tylko aktorów” — oponuje duchowny.

Niepodległa Polska miała zniknąć. Podstęp Lenina legł w gruzachTymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski na początku sierpnia 1920. W środkowym rzędzie od lewej: Iwan Skworcow-Stiepanow, Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Feliks Kon

„W zakończeniu powiedziałem im, że rad jestem poznać ideowych polskich komunistów, tak wysoce inteligentnych, z którymi wprawdzie nie godzę się we wszystkich punktach, ale chętnie słucham sprzecznych zdań o zagadnieniach społecznych, które uzdrowić mają ludzkość i uszczęśliwić. W odpowiedzi na to rzekli: »Przyjdą tu pewnie kardynałowie i biskupi wyświęcać tę plebanię, bo w duchownych pismach nazywają nas antychrystami. Wyjeżdżamy, więc się księdzu przedstawiamy: Marchlewski, Kon i Dzierżyński«. Rosjanin i młody Polak nie przedstawili się. (…) Zapytali się, czy tak groźnie wyglądają, jak ich przedstawiają warszawskie gazety. Wygląd ich jednakże nie zdradzał tej dzikości” — zapisuje później ks. Mieczkowski.

Dzierżyński dopytuje jeszcze o to, co o nim konkretnie piszą polskie gazety. Ksiądz odpowiada otwarcie, że nazywają go „katem Rosji”, na co Dzierżyński ze śmiechem odpowiada: „czyż wyglądam na średniowiecznego Torquemadę?”. Na koniec dodaje jeszcze: „Matka chciała, bym został księdzem, a dzisiaj nazywają mnie antychrystem”.

Następnie członkowie Polrewkomu pospiesznie pakują się i wyjeżdżają, nie zdradzając jednak, dokąd się udają. Ksiądz zauważa, że nie ruszają na pewno w kierunku Warszawy. „Przykro mi jednak, że ludzie tak inteligentni powiększają zastępy zdrajców Ojczyzny, być może, jako ofiary obłędu bolszewickiego. Chyba dla nich w wolnej Polsce nie będzie miejsca…” — konstatuje Mieczkowski.

Bolszewicka okupacja trwa jeszcze kilka dni. Polska kontrofensywa przynosi jednak skutki, huk naszych armat słychać coraz bliżej, a choć plebanię nawiedzają kolejni bolszewicy, to jasne jest, że szykują już pełny odwrót. Po tygodniu od zajęcia Wyszkowa najeźdźcy znikają, a miasto znów opanowuje Wojsko Polskie.

Wojsko Polskie w latach 20. XX w.

CC BY 3.0

Wojsko Polskie w latach 20. XX w.

Czerwonym tramwajem prosto do Moskwy

Czym w ogóle był Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski? Powstał 23 lipca 1920 r. w Moskwie, w czasie gdy bolszewickie wojska gen. Michaiła Tuchaczewskiego parły z całą siłą w stronę centralnej Polski. Po zdobyciu Warszawy Polrewkom, działający pod nadzorem bolszewickiego Biura Polskiego, miał objąć władzę w Polskiej Socjalistycznej Republice Rad. Jego pierwsze zebranie odbyło się 24 lipca w Smoleńsku. Stamtąd członkowie Polrewkomu pociągiem udali się najpierw do Mińska, następnie do Wilna, a w końcu do Białegostoku.

Tam, w Pałacu Branickich, Polrewkom urządził swoją siedzibę. Oprócz Marchlewskiego, Dzierżyńskiego i Kona, w skład bolszewickiego rządu polskiej republiki rad weszli jeszcze m.in. Edward Próchniak i Józef Unszlicht. Wszyscy oni pochodzili z Polski. Kon i Unszlicht wprawdzie z rodzin żydowskich i kupieckich, ale już Marchlewski i Dzierżyński, co ciekawe, byli przedstawicielami stanu szlacheckiego.

Marchlewski wywodził się ze zubożałej, zagrodowej szlachty (jego ojciec zajmował się handlem zbożem i prowadzeniem hotelu). Ukończył studia w Szwajcarii i mieszkał w Niemczech, gdzie był tłumaczem, krytykiem literackim i wydawcą książek. „Krwawy Feliks” natomiast pochodził z bogatszego, litewskiego ziemiaństwa posiadającego wielohektarowy majątek. Wydawałoby się, że od komunizmu ludzi takich jak oni powinno dzielić wszystko, ale to tylko pozory.

Pałac Branickich w Białymstoku, 1928 r.

Henryk Poddębski / Domena publiczna

Pałac Branickich w Białymstoku, 1928 r.

Wszyscy wyżej wymienieni na pewnym etapie życia, czy to w szkołach, czy na uczelniach, zetknęli się z ideą socjalistyczną, wszyscy też zaangażowali się w walkę z carską Rosją. Działalność polityczna w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy lub w radykalnych odłamach Polskiej Partii Socjalistycznej, do tego akcje wywrotowe przeciwko caratowi, udział w rewolucji 1905 r., pobyty w więzieniach i zsyłki, a także wiara w chwytliwe hasła o równości i bezklasowym społeczeństwie — wszystko to połączyło ludzi z tak różnych środowisk.

Do pewnego momentu nie było jeszcze jasne, że ta działalność zaprowadzi ich do zdrady własnej ojczyzny. Na przykład Dzierżyński jeszcze w 1914 r. siedział w więzieniu w rosyjskim Orle z działaczami PPS i współpracownikami Józefa Piłsudskiego — Tadeuszem Wieniawą-Długoszowskim i Aleksandrem Prystorem. Wspólnie wzięli nawet udział w proteście przeciwko warunkom przytrzymywania więźniów politycznych.

O ile jednak jedni PPS-owcy, jak Piłsudski, „wysiedli z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość”, o tyle inni, bardziej radykalni, zajechali tym tramwajem aż do pętli w Moskwie, gdzie przyłączyli się do zrewoltowanego tłumu i po 1917 r. rozpoczęli budowę sowieckiego państwa.

Polrewkom zaprowadza porządki. „Tysiąc bolszewików leżało pijanych”

Jaką przyszłość wysłannicy Włodzimierza Lenina chcieli zgotować odradzającej się dopiero Polsce? W Białymstoku Polrewkom wydał swój manifest, ogłaszając na dobry początek pozbawienie władzy „dotychczasowego rządu szlachecko-burżuazyjnego”, zorganizowanie komitetów fabrycznych, folwarcznych i rewolucyjnych, nacjonalizację fabryk, majątków ziemskich i lasów, nietykalność ziemi włościan, a także powołanie do życia organów bezpieczeństwa.

Włodzimierz Lenin przemawia w Moskwie w maju 1920 r.

Grigory Petrovich Goldstein / Domena publiczna

Włodzimierz Lenin przemawia w Moskwie w maju 1920 r.

Polskie województwa czerwona władza przemianowała wówczas na „obwody”, a administracja trafiła w ręce kilkudziesięciu lokalnych komitetów rewolucyjnych. Początkowo planowano, by to rosyjski i jidysz zostały językami urzędowymi, ale ze względów propagandowych przywrócony został język polski. Polrewkom uchwalił ośmiogodzinny dzień pracy, powołano Związek Młodzieży Komunistycznej oraz Centralną Komisję Związków Zawodowych. Utworzono trybunały rewolucyjne, likwidujące „wrogów ludu” i „bandytów”.

Podjęte zostały ostatecznie nieudane próby, przy współpracy z bolszewickim generałem Tuchaczewskim, utworzenia Polskiej Armii Czerwonej. Sztab armii, pozostającej pod dowództwem Romana Łągwy i komisarza Stanisława Budkiewicza, stacjonował w Mińsku.

Można sobie z łatwością wyobrazić, jak wyglądałyby rządy Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski, gdyby rzeczywiście udało mu się objąć władzę nad całym krajem. Wyobrażenie to dają relacje świadków z tych miejsc, gdzie faktycznie zdążyła wkroczyć Armia Czerwona.

„Rozbijali sklep za sklepem i zabierali wszystko. Furmanki czekały na rynku. Zapytani, dokąd towar będzie odprawiany, mówili: »na kolej i do Rosji!«. Ze sklepami skończywszy, zabrali się do domów. Początkowo domy drewniane i biedne omijali. Chodziło im o murowane, tam łupu więcej. Dochodziło do tego, że przechodniom zdejmowali buty z nóg i odzież. Z remizy zabrali kaski strażackie. Pozakładali je na głowy, sądząc, że uchronią je od polskich kul. Bolszewicy po dokonaniu rabunku rozkazali Żydom pod groźbą utraty życia dostarczyć wódki. Wieczorem około tysiąca bolszewików leżało pijanych na rynku i ulicach Pułtuska” — wspominał jeden z mieszkańców miasta.

Sowieckie sztandary porzucone po Bitwie Warszawskiej, 1920 r.

Historic Collection / Alamy Stock Photo / PAP

Sowieckie sztandary porzucone po Bitwie Warszawskiej, 1920 r.

Ks. kan. Leon Gościcki, proboszcz z Goworowa, opisywał natomiast: „Pod wieczór z polecenia czerezwyczajki dokonano u mnie skrupulatnej rewizji (już trzeci raz z rzędu), po której mnie i księdza wikarego Nowakowskiego aresztowano i osadzono za kratkami (…). Przez cały wieczór, noc i następny dzień tłumy i to bardzo liczne parafian domagały się wypuszczenia kapłanów. Mimo iż nad głowami strzelano, nie rozchodzili się, kobiety prosiły i wymyślały (…)”.

Polskę czekałyby więc miesiące chaosu, mordów, aresztowań i grabieży. Bolszewicy zapisali się też w pamięci Polaków jako niezwykle biedni, pozbawieni normalnych mundurów ludzie, którzy przyszli tu jedynie, by się obłowić.

„Wpadli jeźdźcy w damskich kapeluszach, w pantoflach damskich, w jakichś sukienkach, czy nocnych koszulach, przybranych czerwonymi wstążkami” — opisywała Stefania Kołodziejska z Bieżunia.

Z kolei Stanisław Kruszyński, rolnik ze wsi Dąbki pod Mławą, wspominał, że bolszewicy „byli ubrani różnorodnie, w mundurach wojskowych i cywilnych marynarkach, jak również w kapeluszach, a nawet niektórzy nie mieli butów”.

Gdy wojska Tuchaczewskiego dotarły pod Warszawę, trzech przedstawicieli Polrewkomu wyruszyło za nimi z Białegostoku i zatrzymało się na probostwie w Wyszkowie, oczekując wkroczenia czerwonoarmistów do polskiej stolicy. Klęska na przedpolach Warszawy zmusiła ich jednak do szybkiego pożegnania się z ks. Mieczkowskim i powrotu. Wkrótce trzeba im było opuścić także Białystok. Nastąpiło to 20 sierpnia 1920 r. Wszyscy, wraz z pobitą armią bolszewicką, uciekli do Rosji.

Cukier Marchlewskiego porzucony w popłochu

A co działo się dalej w Wyszkowie? Po wyzwoleniu plebanię odwiedzili gen. Stanisław Haller, francuski dyplomata Jean Jules Jusserand oraz korespondenci wojenni. Wśród nich był Stefan Żeromski, który swoje wrażenia opisał następnie w opowiadaniu „Na probostwie w Wyszkowie”. Uwagę pisarza zwrócił wtedy przede wszystkim cukier, pozostawiony tam w pośpiechu przez Juliana Marchlewskiego.

Piechota polska w marszu na front przed Bitwą Warszawską

Paul Fearn / Alamy Stock Photo / PAP

Piechota polska w marszu na front przed Bitwą Warszawską

„Ksiądz wikary, nie przerywając bynajmniej poważnego dyskursu ambasadora Jusseranda z księdzem kanonikiem Mieczkowskim, zdołał szepnąć nam, przybyszom, do ucha: — Proszę brać, proszę śmiało!… To cukier p. Marchlewskiego, zostawiony przezeń w popłochu ucieczki… (…) Wejrzawszy na ów cukier, tak doskonały, poczułem się oto nagle jego prawowitym właścicielem i trzy co najgrubsze kawałki wrzuciłem odruchowo, ku zgorszeniu obecnych, do szklanki” — opisywał Żeromski.

Pisarz wspomniał też o tym, że w przeszłości Marchlewski był wydawcą jego dzieł w języku niemieckim. „Nasycając się niezrównanym gorącem i zatapiając z lubością w smak bolszewickiego cykuru, przypomniałem sobie nadto, że przecież dr Julian Marchlewski to jest mój szanowny wydawca. Posiadam stos jego listów, w których na licznych arkuszach spisane są statuty, umowy, kontrakty” — wymieniał.

Stefan Żeromski nie miał już jednak dobrego zdania o swym wydawcy ani o jego kolegach. „Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła” — podsumowywał.

Źródła:

Norman Davies, „Orzeł biały, czerwona gwiazda”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 1998″Bitwa Warszawska 1920 w relacjach i wspomnieniach”, red. Tadeusz Skoczek i Jolanta Załęczny, Wydawnictwo Naukowe Muzeum Niepodległości, Warszawa 2020Ks. Wiktor Mieczkowski, „Bolszewicy w polskiej plebanji”, Księgarnia W. Wędołowskiego, Wyszków 1921Stefan Żeromski, „Na probostwie w Wyszkowie”, wyd. Ligatur, Skultuna [Szwecja] 2008