Z Birmingham Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty
Jesteś mistrzynią olimpijską w sztafecie, masz też brązowy medal igrzysk wywalczony w biegu indywidualnym. W konkurencji w teorii przeznaczonej dla biegaczek z USA czy Jamajki, od lat dominujących na najważniejszych imprezach.
Masz też srebrny medal mistrzostw świata, jesteś mistrzynią i wicemistrzynią Europy. Rekordzistką Polski, wymazującą z tabel wynik legendarnej Ireny Szewińskiej.
Przyjeżdżasz na mistrzostwa Europy, uzyskujesz najlepszy wynik ze wszystkich uczestniczek w półfinałach. A w dniu finału udowadniasz, że jesteś tylko człowiekiem. Nie dlatego, że nie wygrywasz, ale dlatego, że przyznajesz się do braku pewności siebie i wątpliwości co do swoich umiejętności.
ZOBACZ WIDEO: Fredi Bobić: Dzwoni do mnie znajomy: przeczytaj „New York Timesa”! Piszą o Ekstraklasie!
Natalia Bukowiecka zaimponowała w Birmingham nie tylko na bieżni. Tam zdobyła srebrny medal mistrzostw Europy, przegrywając jedynie z niesamowitą Henriette Jaeger. Ale szczerym przyznaniem się do tego, że jak każdy, ma swoje momenty zwątpienia. Nawet mając worek medali i uwielbienie tłumów.
– To były dla mnie chyba najcięższe mistrzostwa. Było mi bardzo trudno utrzymać pewność siebie. Choć powinno mi być coraz łatwiej, bo mam coraz więcej tych medali i jestem bardziej doświadczona, to jednak tak nie było – wyznała nam po finale owinięta w biało-czerwoną flagę.
A to nie pierwszy raz, gdy gwiazda światowej lekkoatletyki mówi o tym, jak łatwo można utracić wiarę w swoje możliwości.
– W roku olimpijskim wiedziałam, że w każdym biegu mogę wygrać praktycznie z każdym. A tutaj w ogóle nie miałam tej pewności siebie przez to, jak wyglądał cały sezon. Na pewno pod względem psychicznym było bardzo trudno, bo pomimo tego, że wiedziałam, że może tak być, to nie było łatwo się z tym pogodzić i to udźwignąć – mówiła rok temu.
Wtedy po raz pierwszy tak mocno wybrzmiały jej słowa i „stwierdzenie, że pewność siebie nie jest dana raz na zawsze”.
Mimo problemów w Birmingham osiągnęła duży sukces. Choć przyznawała, że czuje pewien niedosyt, to gdy minie trochę czasu, na pewno ten drugi w swojej kolekcji srebrny medal mistrzostw Europy bardzo doceni. Przecież to trzecie ME z rzędu, na których stanie na podium w biegu na 400 metrów.
A tego nie dokonał jeszcze nikt w historii.
Do tego w obecnym sezonie nie wszystko układało się po jej myśli. Dość napisać, że przed ME ani razu nie złamała granicy 50 sekund, co już zaczynało ją mocno denerwować. Na szczęście wraz z trenerem Markiem Rożejem zachowali spokój, cierpliwość i opanowanie. I opłaciło się.
Życiowa forma, o której mówiła w wywiadach po finale, i z czego też bierze się nutka żalu wobec braku złota, też nie ucieknie. Przecież już za tydzień w Chorzowie Memoriał Kamili Skolimowskiej zaliczany do elitarnego cyklu Diamentowej Ligi.
Jeśli Bukowiecka zamierza w tym roku pobić po raz kolejny rekord Polski, to Stadion Śląski nie będzie do tego wcale gorszym miejscem niż Alexander Stadium.