Gdy idzie wojna, Tusk traci swojego najwierniejszego druha — prawą rękę, a wręcz „prawniczy mózg” całego rządu, czyli Macieja Berka. Dotychczasowy minister chce być sędzią Trybunału Konstytucyjnego i rozprawić się z „Godzillą” (prezesem TK Bogdanem Święczkowskim). To koniec miękkiej gry — Tusk ogłosił, że wobec „masakry” w TK, nie będzie „ciotuleńką”, ale będzie się bił. To znaczy, Berek się będzie bił — na paragrafy i głosy w TK.
W potrzasku znajduje się Marcin Romanowski — były wiceminister sprawiedliwości. Prosi on o list żelazny — za cenę uniknięcia aresztu jest gotów przyjechać do Polski i odpowiadać przed sądem. Napisał list, który — wedle stempli pocztowych — wysłał z Naddniestrza, kontrolowanego przez Rosję regionu Mołdawii. PiS nie chce go bronić, ale musi.
Ale i obóz władzy jest wstrząsany. A to aferą na 4,5 mln zł, które rozdawała, także swojemu mężowi, działaczka Koalicji Obywatelskiej, a to wyciek danych medycznych 19 mln polskich pacjentów. Większego ataku hakerskiego w Polsce nie było, a sprawcy chcieli za te dane okupu. Rząd płacić nie będzie.
Premier przekonywał Władysława Kosiniaka-Kamysza i Włodzimierza Czarzastego, że przy obecnym układzie sił jedna lista jest najbezpieczniejszą drogą do utrzymania władzy. Tusk nie może biernie czekać na wybory w 2027 r., bo to jak czekanie karpia na Wigilię. Tym bardziej że prezes PiS potwierdził informacje podane przez nas w „Stanie Wyjątkowym” i „Newsweeku”, które dały do myślenia premierowi. Na miesięcznicy smoleńskiej rzucił w kierunku kamer: — Ja prezydenta prosiłem i mam nadzieję, że to podejmie. Prawdę mówiąc, byłoby bardzo dobrze, żeby prezydent się za to energicznie wziął.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Przekaz premiera był prosty: jeśli prawica zbierze się do kupy, trzeba będzie zareagować i też się zebrać. Jedna lista to pomysł, który forsował już w 2023 r. Wówczas się Tuskowi nie udało jej sklecić — powstała za to Trzecia Droga, która zdobyła aż 14,5 proc., co przesądziło o upadku rządów PiS. Dziś nie ma Trzeciej Drogi, a sondażowa matematyka mówi koalicjantom coś zupełnie innego niż trzy lata temu: prawica rośnie w siłę — zwłaszcza ta skrajna.
Na jedną listę Tuska nie bardzo chce iść Włodzimierz Czarzasty z Nową Lewicą. PSL to rozważa, ale jako scenariusz awaryjny, bo jedna lista to może już być początek końca ludowców jako osobnej partii. Unia Centrum pójdzie, bo samodzielnie nic nie znaczy — jednak jej szefowej Pauliny Hennig-Kloski nie było nawet na spotkaniu liderów. Polska 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz jest największą opozycją wewnątrz rządu, więc sceptycyzm jest naturalny — samej minister na spotkaniu z Tuskiem nie było.

Tomasz Jastrzębowski / East News
(od lewej) Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz i Włodzimierz Czarzasty w Sejmie. Warszawa, 30.04.2026 r.
Berek do zadań specjalnychPremier Donald Tusk traci swoją „prawą rękę”. A nawet więcej: traci „prawniczy mózg” rządu. Jest nim dr Maciej Berek — jeden z najbardziej zaufanych ludzi szefa rządu, formalnie minister do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Tak — to nazwa stanowiska, z którego właśnie ustępuje. „Nadpremier”, „wiceTusk” — tak czasami o nim mówiono w obozie władzy. On był autorem całej linii obozu rządzącego wobec Trybunału Konstytucyjnego, on był wyrocznią w sprawach prawnych — nie Adam Bodnar i nie Waldemar Żurek.Kulisy operacji „Berek”. Karol Nawrocki może storpedować plan Donalda Tuska
Na posiedzeniu rządu, w czasie zwyczajowej pogadanki premiera, Tusk rzucił pod koniec, że ma jeszcze jedną kwestię do zakomunikowania — personalną: Berek odchodzi z rządu. Tylko paru ministrów wiedziało. Większość była zaskoczona. — Patrzyłem po ministrach: to był szok dla wielu z nich — mówi uczestnik tej Rady Ministrów.
Ze słów premiera wynika, że Berek dostanie nowe zadania, ale nie powiedział gdzie. Ponadto Tusk, rozpływając się nad Berkiem, rzucał, że on sam nie potrafi się chwalić, a rząd nie potrafił chwalić się jego pracą. Berek był już zmęczony dotychczasową robotą, nieco sfrustrowany jej niewidocznością. Chciał odejść — do Trybunału Konstytucyjnego, by dokończyć dzieła odbijania go z rąk nominatów Prawa i Sprawiedliwości.
Co ciekawe, Tusk na posiedzeniu rządu rzucił, że Berek ma mieć nową pracę, ale nie powiedział jaką. Niezręcznie było mu powiedzieć, gdzie. Ale to stało się jasne już w zasadzie minuty później. Premier potwierdzał na konferencji dwa dni później: Berek będzie kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego.
Zamierzenie Tuska jest proste: Berek ma odbić TK z rąk Bogdana Świeczkowskiego. To stanie się możliwe — pokazuje to arytmetyka w Trybunale.

Rafał Guz / PAP
Bogdan Święczkowski
W marcu Sejm wybrał sześcioro nowych sędziów TK. Karol Nawrocki odebrał ślubowanie tylko od Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Czworo pozostałych — Maciej Taborowski, Marcin Dziurda, Krystian Markiewicz i Anna Korwin-Piotrowska — złożyło później ślubowanie w Sejmie i przekazało jego notarialnie poświadczoną treść do Kancelarii Prezydenta. Pałac tego rozwiązania nie uznaje. Siódmym sędzią wybranym przez obecną większość został prof. Sławomir Patyra. Berek byłby więc ósmą osobą wybraną do TK przez obecny Sejm. A ponieważ Trybunał liczy 15 sędziów, po odejściu Piskorskiego obóz rządzący miałby w nim arytmetyczną większość. Dodatkowo w gronie nominatów PiS w TK mają być cisi buntownicy wobec Świeczkowskiego.
Plan jest jednak ryzykowny, bo Karol Nawrocki może go storpedować. Jak? Albo opóźniać odebranie dymisji Berka z funkcji w rządzie. Albo nie odbierać ślubowania od Berka.
Ale w rządzie są też sceptycy. Jeden z ministrów: — Jeżeli Tusk współpracuje z kimś 30 lat i jest to teraz jego najbliższy współpracownik, prawa ręka, a chce rządzić dalej, to by go nie puszczał. Odejście Berka to może być początek szerokiego exodusu ludzi Tuska z rządu.
Jedno jest pewne: jeśli Sejm przegłosuje kandydaturę Berka do TK, to będzie koniec miękkiej gry w TK. — Mamy masakrę, nie mogę być jak jakaś ciotuleńka, która nie może oddać — zapowiedział to już sam Tusk. Kłopot w tym, że ekipa Tuska zaprze się własnej ustawy — wszak dwa lata temu rząd forsował przepisy, by minister bądź poseł musieli czekać cztery lata od odejścia z Sejmu, bądź rządu, by móc kandydować na sędziego TK.
Romanowski w Naddniestrzu?O tym przebąkiwali najbardziej zapiekli przeciwnicy PiS: że Marcin Romanowski ucieknie na Białoruś bądź do Rosji. No prawie. Z listu, który dostała prokuratura, wynika, że Romanowski jest w Naddniestrzu — zbuntowanym, kontrolowanej przez Rosję, terytorium Mołdawii. Nie ma absolutnej pewności, czy były wiceminister sprawiedliwości jest w Naddniestrzu.
Michał Meissner / PAP
Marcin Romanowski, na drugim planie Mariusz Błaszczak. Katowice, 30.07.2024 r.
Romanowski jest poszukiwany od miesięcy — uciekł przed stawianymi mu zarzutami dotyczącymi nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Najpierw przebywał na Węgrzech, ale po zmianie władzy w tym państwie zniknął. Przypuszczano, że może być w Serbii. Albo w Turcji. Z listu podpisanego jego nazwiskiem (wedle śledczych podpis jest podobny do tego, który składa Romanowski, ale opinii grafologicznej nie ma) wynika, że jest we wspomnianym Naddniestrzu. I prosi o list żelazny — możliwość powrotu do Polski, ale z gwarancją, że nie trafi do aresztu.
Z listu: „Oświadczam, że obecnie przebywam w Mołdawii, region Naddniestrza i zamierzam dobrowolnie stawiać się przed właściwym sądem oraz brać udział we wszystkich czynnościach procesowych. Jedyną przeszkodą w moim powrocie jest uzasadniona obawa, że po przyjeździe do Polski zostanę zatrzymany i tymczasowo aresztowany”. Co zadziwiające, z listu wynika, że Romanowski to już nie Romanowski: „Informuję, że zgodnie z prawem w sposób legalny mam wydany paszport na inną tożsamość na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską”. Kto mu stworzył nową tożsamość? Nikt nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć, ale takie rzeczy nie dzieją się bez decyzji służb specjalnych.
Romanowski u ludzi Putina? Człowiek PiS: nasze i tak będzie na wierzchu [KULISY]
Sprawa jest dla PiS bardzo niewygodna. Marcin Romanowski jest wciąż posłem tej partii — klub wciąż też dostaje pieniądze (niecałe 2 tys. zł miesięcznie) za to, że należy do tego klubu. — Strategia jest taka, żeby omijać problem. Musimy go przeczekać i nie dawać paliwa, by się toczył — słyszymy w PiS. Paliwem jest komentowanie i odnoszenie się do sprawy. Czarnek pytany o ucieczkę wiceministra broni się, jak może: — Nie mam pojęcia, gdzie jest Romanowski. Nie ma to najmniejszego znaczenia dla Polaków.
W PiS woleliby, aby odyseja Romanowskiego już się skończyła. Premier może jednak wciąż grzmieć o zdradzie narodowej.
200 tys. za fugę i płytkę
Pan Piotr Konieczyński prowadzi pensjonat. Ma też żonę — Annę Konieczyńską. Mieszkają razem. Mąż — jak sam mówi — „pilnuje harmonogramu” żony. Mieszkają na wzgórzu — prawie 40 metrów nad poziomem najbliższej rzeki. Pani Anna jest — a właściwie była, bo ją odwołano — wiceprezeską Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. Mąż składa wniosek o pomoc dla powodzian. Pensjonat nie został zalany. Ale na balkonie jest to trochę grzyba, a na schodach wykruszyła się fuga i płytka pękła. Agencja żony daje 200 tys. zł — w przyszłości możliwą do umorzenia. Żona nie pamięta, czy pomagała mężowi wypełnić wniosek o pieniądze. Mąż żali się na nagonkę, która przypomina mu historię zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

KARR
Anna Konieczyńska
Na pomoc powodzianom sprzed dwóch lat poszło ok. 8 mld zł. Historii wyglądających na szwindle jest więcej. Jak podała Wirtualna Polska: 4,5 mln zł pomocy powodziowej z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. trafiło do trzech podmiotów z jednej okolicy, choć nie ucierpiały one w wyniku powodzi. Pieniądze otrzymały podmioty powiązane z wiceprezeską agencji, Anną Konieczyńską, zawieszoną w prawach członka KO. Jedna — już wspomniana — należy do męża Anny Konieczyńskiej. Druga do ich sąsiada. Trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.Anna Konieczyńska została odwołana z funkcji wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. W Koalicji Obywatelskiej jest, na razie, zawieszona. Tusk już się wściekł, rzucił na konferencji prasowej: „wiele wskazuje, że ta sprawa śmierdzi”. Sprawę wciąż bada CBA.