Systemy obrony przeciwrakietowej to cenny i zaawansowany technologicznie sprzęt. USA od dziesięcioleci przodują w opracowywaniu tych systemów i sprzedawaniu ich sojusznikom. Umożliwiły one państwom Zatoki Perskiej oraz amerykańskim bazom przechwycenie ponad 90 proc. irańskich pocisków.
Ten parasol ochronny okazał się skuteczny, choć kosztowny. Ochrona wiązała się z ogromnym uszczupleniem zapasów pocisków obronnych — w ciągu zaledwie kilku miesięcy wystrzelono pociski odpowiadające kilkuletniej produkcji. A to jeszcze nie koniec działań wojennych.
Wywołało to pytania o to, czy systemy obrony przeciwrakietowej będą w stanie dotrzymać kroku w nowym wyścigu zbrojeń z Rosją, Iranem, Chinami i Koreą Północną.
W najnowszej analizie amerykańskiego think tanku Centre for Strategic and International Studies oszacowano, że USA zużyły ok. dwóch trzecich zapasów pocisków Patriot, którymi dysponowały przed wojną z Iranem, oraz ok. 40 proc. zapasów pocisków THAAD.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zapas pocisków przechwytujących Patriot zmniejszył się według tych szacunków z ok. 2330 do ok. 800, a zapas pocisków przechwytujących THAAD, które mogą niszczyć nadlatujące pociski na większej wysokości poza atmosferą, zmniejszył z 452 do ok. 250.
Fabryki w Stanach Zjednoczonych produkują rocznie jedynie ok. 650 pocisków przechwytujących typu Patriot, z których każdy kosztuje ok. 4 mln dol. (15 mln zł), a do niedawna ok. 96 pocisków przechwytujących typu THAAD, z których każdy kosztuje ok. 16 mln dol. (59,6 mln zł).
Pentagon i prezydent Trump stanowczo zaprzeczają istnieniu jakichkolwiek niedoborów amunicji, jednak doniesienia o wyczerpaniu zapasów nie są problemem wyłącznie Ameryki.
Obecnie dziewiętnaście krajów korzysta z systemu Patriot, w tym Niemcy, Polska, Ukraina, Japonia, Katar, Arabia Saudyjska i Egipt. Prawie wszystkie z nich są uzależnione od produkcji i łańcuchów dostaw w USA, co oznacza, że wszelkie niedobory w Stanach Zjednoczonych skutecznie przekładają się na niedobór na skalę globalną.
Japonia posiada licencję na produkcję pocisków Patriot, a Niemcy budują fabrykę, jednak są to zakłady znacznie mniejsze niż linie produkcyjne w USA i zwiększenie ich wydajności zajmie trochę czasu. Przy obecnym tempie uzupełnienie zapasów zużytych w 2026 r. zajmie kilka lat.
„Trzeba zmienić podejście”
Analitycy twierdzą, że sytuacja jest tym pilniejsza, że Rosja, Iran, Chiny i Korea Północna zwiększają produkcję pocisków. W wyścigu zbrojeń między produkcją pocisków balistycznych a systemami obrony przeciwrakietowej strona obronna pozostaje w tyle.
Szacuje się, że Chiny dysponują już 3 tys. pocisków balistycznych, a Rosja jest podobno w stanie produkować 120 sztuk miesięcznie, czyli ok. dwukrotnie więcej niż wynosi obecne tempo produkcji systemu Patriot. Ponadto Korea Północna dostarcza Moskwie własne pociski.
Różnica ta jest jeszcze większa, ponieważ zgodnie z obecną doktryną wojskową USA systemy obrony przeciwrakietowej wystrzeliwują dwa pociski przechwytujące na każdy nadlatujący pocisk, aby zwiększyć szanse na jego trafienie.
Główną przyczyną wyczerpania zapasów jest wojna z Iranem, jednak, jak twierdzą analitycy, zapasy te nigdy nie były obfite, a fakt ten ujawniła nowa fala eskalacji działań z użyciem rakiet.
— Wojna z Iranem jest najważniejszym czynnikiem, ale problem ma szerszy zakres. Te zapasy nigdy nie były zbyt duże. Myślę, że panowało przekonanie, że zagrożenie ze strony pocisków balistycznych nie było aż tak duże — mówi Jennifer Kavanagh z amerykańskiego think tanku Defence Priorities.
— Do niedawna nie obserwowano tak powszechnego wykorzystania pocisków balistycznych. Tylko nieliczne kraje posiadały tego typu pociski i nie zdawano sobie sprawy z tego, jak wysokie są wymagania współczesnej wojny w zakresie zapasów pocisków — twierdzi.
Trump zyskał potężnego przeciwnika. „To nie jest wojna Iranu z USA”. Chiny wchodzą do gry i mają cztery asy w rękawie
Planiści wojskowi nie docenili, jakiego rodzaju systemów obrony przeciwrakietowej będą potrzebować w nowoczesnym konflikcie, i wierzyli, że ich zapasy wystarczą na pokonanie trudności.
— Na całym świecie po prostu nie ma ich zbyt wiele i uważano to za coś normalnego. Ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z problemu, gdy wybuchła wojna w Ukrainie — mówi Kavanagh.
Zapasy zostały wyczerpane w wyniku dostaw dla Ukrainy, obrony Izraela po atakach z 7 października 2023 r. oraz podczas 12-dniowej wojny z Iranem w 2025 r., a także — co najważniejsze — w wyniku tegorocznej wojny z Iranem.
— Założeniem było, że możemy zgromadzić zapasy na potrzeby wojen o ograniczonym zasięgu, ale teraz Ukraina i ta wojna pokazały, że nie da się przetrwać wielkiej wojny wyłącznie dzięki zgromadzonym zapasom — mówi Sascha Bruchmann z think tanku Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych.
— Potrzebne jest odpowiednie tempo produkcji. Trzeba zmienić podejście, ale zmiana ta oznacza zainwestowanie miliardów w moce produkcyjne w Stanach Zjednoczonych — dodaje.
Zwiększenie produkcji zajmie lata i nie będzie łatwe, ponieważ fabryki nie są jedynymi wąskimi gardłami. Produkcję mogą hamować niedobory wysoce wyspecjalizowanych komponentów i materiałów, takich jak głowice naprowadzające, elektronika czy silniki rakietowe.
Bruchmann stwierdził, że Stanom Zjednoczonym nie grozi wyczerpanie zapasów, ale zbliżają się one do punktu, w którym muszą ustalić priorytety i przeznaczyć zapasy na inne cele.
Założenia planistyczne dotyczące liczby pocisków, które mogą być potrzebne do wsparcia kilku konfliktów w różnych regionach, nie są już pewne. Może to potencjalnie zmusić amerykańskich dowódców na Pacyfiku do rywalizacji o zapasy z dowódcami w regionie Bliskiego Wschodu i w Europie.
Sytuacja jest gorsza dla partnerów USA, zwłaszcza Ukrainy. To, co dokładnie dzieje się, gdy wyczerpią się zapasy systemów obrony przeciwrakietowej, stało się jasne w Kijowie w tym miesiącu.
Partnerzy Ukrainy dostarczali jej podobno ok. 130 pocisków przechwytujących typu Patriot rocznie, ale obecnie jest to zbyt mało, by poradzić sobie z natarciem rosyjskiej broni, takiej jak pocisk balistyczny Iskander-M. Kijów był kiedyś w stanie zestrzelić niemal wszystkie nadlatujące pociski, ale jego systemy obronne stały się obecnie zbyt słabe.
„Każdy musi teraz dostosować swoją strategię”
Według ukraińskich sił powietrznych w ciągu pierwszych 10 dni sierpnia Rosja wystrzeliła w kierunku Ukrainy prawie 70 pocisków balistycznych, z których przechwycono tylko jeden. Wołodymyr Zełenski stwierdził, że problem polega na tym, iż zapasy pocisków przechwytujących typu Patriot w kraju niemal się wyczerpały.
Prezydent Ukrainy prowadzi rozmowy z Donaldem Trumpem w sprawie uruchomienia przez Ukrainę własnej linii produkcyjnej, jednak jego urzędnicy przyznają, że może to potrwać od jednego do pięciu lat.

Yurii Rylchuk/ Ukrinform/Future Publishing via Getty Images / Contributor / Getty Images
Wołodymyr Zełenski
Kraje Zatoki Perskiej składają bardzo duże zamówienia w celu uzupełnienia swoich zapasów po tym, jak na początku wojny wyczerpały swoje arsenały, odpierając irańskie salwy rakietowe.
Amerykańscy giganci z branży obronnej zapowiedzieli już, że zwiększą produkcję, ale to również zajmie trochę czasu.
W zeszłym miesiącu firma Lockheed Martin zdobyła siedmioletni kontrakt o wartości 58,6 mld dol. (218 mld zł) na potrojenie produkcji najnowszego pocisku przechwytującego Patriot do końca 2030 r.
Izrael, Korea Południowa, Francja i Włochy dysponują własnymi, krajowymi systemami, które w przyszłości mogłyby wypełnić część luk, jednak ich możliwości przemysłowe są ograniczone.
Wszystko to dzieje się w kontekście coraz większej produkcji pocisków balistycznych.
— Pociski różnią się coraz bardziej pod względem rozmiarów, kształtu i prędkości. Rosjanie, Irańczycy, Chińczycy i Koreańczycy z Północy intensywnie inwestują w pociski. Dlatego zachodnie strony muszą inwestować w systemy obrony przeciwrakietowej — mówi Bruchmann.
Wszystkie cztery kraje produkujące pociski będą próbowały wyciągnąć wnioski z tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie i w Ukrainie, oraz ocenić skuteczność systemów obrony przeciwrakietowej.
— Każdy musi teraz dostosować swoją strategię. Ile pocisków potrzebuje? Ile z nich dotrze do celu? Ile z nich w ogóle wzbije się w powietrze? — dodał Bruchmann.
Kavanagh stwierdziła, że dysproporcja między pociskami a systemami obrony przeciwrakietowej może teraz stać się czynnikiem wpływającym na to, jak Zachód i jego sojusznicy radzą sobie z agresją, ingerencją i prowokacjami w tak zwanej „szarej strefie”, znajdującej się poniżej progu konfliktu.
— Myślę, że oznacza to, przynajmniej w najbliższej przyszłości, istnienie słabego punktu, który zmusza kraje do starannego rozważenia, w jaki sposób powinny reagować, zwłaszcza na działania Rosji w strefie szarej — powiedziała.
— Nie sądzę, by ten niedobór miał być czynnikiem decydującym: nie sądzę, by skłonił Putina do podjęcia decyzji o inwazji na Europę, ani Xi Jinpinga do uznania, że to dobry moment na zajęcie Tajwanu — dodała.
— Uważam jednak, że zmusza to Stany Zjednoczone, Azję i europejskich sojuszników do ostrożności w reagowaniu na działania w szarej strefie. Nie można sobie bowiem pozwolić na wojnę, nie dysponując odpowiednimi środkami obronnymi, więc należy przynajmniej zachować większą ostrożność i unikać eskalacji — podsumowała.