— PiS jest dziś w sytuacji dramatycznej. Afera z Romanowskim „u Ruskich”, która niemal dzień w dzień ewoluuje w coraz gorszym dla partii kierunku, sprawia, że zaufanie do nich leci na łeb, na szyję — ocenia prof. Agnieszka Kasińska-Metryka.— Romanowski to jest persona nie do obronienia, ale wyrzucić go nie mogą. Stąd tak wielka powściągliwość prezesa Kaczyńskiego w komentowaniu tej sprawy, w ramach strategii przemilczania tematu. Tyle że w takich okolicznościach jego pomysł ze wspólną listą prawicy pod patronatem prezydenta jest i ucieczką do przodu, i próbą ratowania własnej partii — wskazuje.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo— I właśnie dlatego nie ma szans na wspólną listę, bo żadnej z Konfederacji by się to nie opłacało. Przeciwnie, oni na sojuszu z PiS mogliby tylko stracić. Tym bardziej że właśnie zyskali punkt odróżniający ich od Prawa i Sprawiedliwości w sposób drastyczny. Mogą pokazywać, że oni na swoim pokładzie nie mają ludzi tak skompromitowanych, jak Romanowski, że oni jeszcze nie rządzili, że ogólnie są cali czyści i pachnący, trzeba dać im szansę. W takim obrazie PiS jako partner z listy tylko by „zgrzytał” — przekonuje ekspertka.Politolożka: KO musi się wygrzebać z aferW ocenie prof. Kasińskiej-Metryki po drugiej stronie sceny politycznej sytuacja ze wspólną listą jest bardziej otwarta niż na prawicy. Tyle że warunkiem jest „wygrzebanie się” KO z afer, które ostatnio wstrząsają partią.— To był i Szpital Południowy, i sprawa dotacji dla powodzian, a raczej dla „swoich”. Obie te sprawy uderzają partię w tzw. miękkie podbrzusze, bo każdy z wyborców korzysta ze szpitali i każdy może potrzebować pomocy państwa po jakiejś klęsce klimatycznej — mówi.— Tusk na pewno tej wspólnej listy by chciał, sprawę z Centrum Hennig-Kloski ma ułatwioną, bo ta partia chyba tylko marzy, żeby się pod tego dużego podczepić. Co zaś będzie z Polską 2050 Pełczyńskiej-Nałęcz, to nie wiadomo, bo premier „nie ma chemii” z jej liderką. Do tego jeszcze Hołownia jest w grze — podkreśla.
— Natomiast idea pójścia razem może rozbić się o postawę PSL. Bo ich liderzy od lat opowiadają o swojej „ludowej tradycji, ponad setce lat istnienia, dziedzictwie”. A do tego wciąż mają w głowach ten mit, że „ile by PSL nie tracił w sondażach, to do Sejmu i tak wejdzie”. Ale to są mrzonki, bo ludowcy od kilku już wyborów musieli szukać sobie „wabika”, kogoś nowego, z kim razem szli, żeby stać się choć trochę bardziej atrakcyjni dla wyborców — wyjaśnia ekspertka.
„Stan Wyjątkowy”: Starcie totalne Tuska i Nawrockiego. „Nadpremier” odchodzi. PiS w potrzasku
„PSL może nie mieć wyjścia”
— Jeśli do wyborów będzie coraz bliżej i okaże się, że kolejne sondaże pokazują dramat z poparciem PSL i np. będą na granicy progu, to nie będzie wyjścia, pójdą razem z Platformą — mówi prof. Kasińska-Metryka.
Przewiduje, że niezależnie od formuły listy, partie obecnego obozu władzy wciąż mają szansę na premię i mobilizację wyborców. — Ta „antypisowość” wciąż jest ich elementem nośnym, wspólnym dla wszystkich partii po tej stronie. Do tego dochodzi jeszcze straszenie nie tylko Kaczyńskim, ale i Braunem, więc ludzi to może ruszyć i pognać do urn — podsumowuje prof. Kasińska-Metryka.