Jakie są plany polityków prawicy dotyczące ograniczenia praw cudzoziemców
Co oznacza masowy wyjazd Ukraińców dla polskiej gospodarki
Jak obecność migrantów wpływa na polski rynek pracy i PKB
Dlaczego migranci są istotni dla rynku pracy w Polsce
Wraz z nasilaniem się antyukraińskich nastrojów w Polsce politycy prawicy licytują się na kolejne propozycje dotyczące ograniczenia praw cudzoziemców przebywających w naszym kraju. Prawo i Sprawiedliwość chce deportacji ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie. Janusz Kowalski, od niedawna poseł niezależny, idzie jeszcze dalej i nawołuje do powrotu wszystkich Ukraińców – bez wyjątku. Ugrupowanie
Grzegorza Brauna sprzeciwia się zarówno migracji nielegalnej, jak i legalnej. Emocje rozpala również wciąż żywa debata o konsekwencjach paktu migracyjnego, który – zdaniem jego przeciwników – ma prowadzić do utraty kontroli nad naszymi granicami.
O faktach i mitach na temat paktu pisaliśmy kilka tygodni temu na w RadioZET.pl.
Jak podkreśla CBOS, po raz pierwszy w historii tych badań głosy sprzeciwu wobec przyjmowania ukraińskich uchodźców przez Polskę przeważają nad głosami poparcia. Rośnie również odsetek osób uważających, że pomoc udzielana Ukraińcom przez nasz kraj jest zbyt duża. W badaniu z lipca 2026 roku 52 proc. Polaków opowiedziało się przeciwko dalszemu przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy, a 54 proc. uznało skalę udzielanej im pomocy za nadmierną.
Polska gospodarka bez cudzoziemców? Co to oznacza?
Z
sondaży wynika też, że Polacy sprzeciwiają się migracji w ramach mechanizmów unijnych. Najbardziej niechętni są wyborcy PiS i Konfederacji. Zgoła inaczej wygląda jednak stosunek Polaków do cudzoziemców, którzy już pracują w naszym kraju. Analiza CBOS z 2025 roku wykazała, że aż 93 proc. badanych akceptuje podejmowanie przez nich pracy w Polsce. 58 proc. uważa, że powinni mieć możliwość zatrudnienia w każdym zawodzie, a 35 proc. – że tylko w wybranych.
Z przytoczonych badań wyłania się zatem obraz społeczeństwa nie tyle jednoznacznie antyimigranckiego, ile coraz bardziej selektywnego w podejściu do migracji. Polacy w większości nie chcą przyjmowania kolejnych migrantów i coraz krytyczniej oceniają skalę pomocy dla uchodźców z
Ukrainy. Jednocześnie niemal powszechnie akceptują obecność cudzoziemców na krajowym rynku pracy.
Jak zatem polityczne obietnice, radykalne zapowiedzi i zmieniające się nastroje społeczne mają się do gospodarczych realiów? Jak wyglądałyby polska gospodarka i rynek pracy, gdybyśmy – zgodnie z niektórymi postulatami prawicowych partii – zamknęli
migrantom drzwi? Co stałoby się z branżami, w których obcokrajowcy odgrywają dziś kluczową rolę? I wreszcie: jak tak restrykcyjna polityka migracyjna przełożyłaby się na portfele Polaków?
Prof. Orłowski: Ukraińcy wytwarzają przynajmniej 3–4 proc. PKB
W ocenie ekonomisty prof. Witolda Orłowskiego masowy wyjazd Ukraińców z Polski oznaczałby, że niektóre usługi mogłyby wręcz stanąć w miejscu. – Sami Ukraińcy to 5 proc. zatrudnionych w Polsce. W niektórych sektorach to nawet więcej, np. w usługach kurierskich. Gdyby nagle z naszego rynku pracy zniknęli obcokrajowcy, to prawdopodobnie produkcja spadłaby o 2–3 proc. Oczywiście, z czasem zapewne zostałoby to uzupełnione, ale bezpośrednio sami Ukraińcy wytwarzają przynajmniej 3–4 proc. PKB. Imigranci łącznie pewnie około 5 proc. – podkreśla rozmówca RadioZET.pl.
Jak taki scenariusz odbiłby się na rynku pracy? – Bez tych osób wzrosłyby gwałtownie płace w niektórych zawodach. Widzieliśmy to na przykładzie medyków, których w pewnym momencie zabrakło w Polsce. W ślad za tym wzrosłyby
ceny. W usługach kurierskich zapomnielibyśmy o dostawach w ciągu jednego czy dwóch dni. A jednocześnie ceny wzrosłyby o 20–30 proc. – uważa prof. Orłowski.
Jak mogłoby to wyglądać w praktyce? Wyobraźmy sobie hipotetyczny scenariusz, w którym w krótkim czasie z polskiego rynku pracy znika większość cudzoziemców. Firmy transportowe i magazyny zaczęłyby szukać kierowców i pracowników, budowy miałyby problem z obsadzeniem ekip, a restauracje, czy hotele – z wypełnieniem grafików. Pracodawcy, chcąc przyciągnąć brakujących ludzi, musieliby dość szybko podnosić wynagrodzenia. Wyższe pensje oznaczałyby jednak wyższe koszty prowadzenia działalności, a przynajmniej część z nich zostałaby przerzucona na klientów. W konsekwencji więcej moglibyśmy płacić za dostarczenie przesyłki, remont mieszkania, nocleg, posiłek w restauracji czy towary produkowane w polskich zakładach.
„Dwa miliony pracowników wyjdzie z rynku”
Michał Polakowski, ekspert ds. polityki społecznej z OPZZ, potwierdza, że gospodarka bez udziału obcokrajowców musiałaby zmierzyć się z dużymi niedoborami pracowników i desperackim poszukiwaniem rąk do pracy na krajowym rynku. – Czy udałoby się te wszystkie potrzeby zastąpić? Do pewnego stopnia prawdopodobnie tak, ale bardzo wiele sektorów, takich jak rolnictwo, usługi i handel, również przemysł, borykałyby się z dużymi deficytami w zatrudnieniu – wylicza.
– Gospodarka, w której nie mielibyśmy migrantów, to będzie gospodarka, w której nastąpi szybko starzejąca się populacja pracowników. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat aż dwa miliony pracowników wyjdzie z rynku, bo przejdą na emeryturę. Prawdopodobnie częściowo zostałyby zmobilizowane głównie kobiety, a także osoby z niepełnosprawnościami, bo pracodawcy musieliby się zderzyć z tą twardą rzeczywistością. Pod wieloma względami rynek pracy nie funkcjonowałby poprawnie – mówi naszemu portalowi ekspert OPZZ.
Skala obecności cudzoziemców na polskim rynku pracy jest już na tyle duża, że nie można traktować jej jako zjawisko marginalne. Według danych GUS na koniec stycznia 2026 roku w Polsce pracowało 757,7 tys. obywateli Ukrainy. Stanowili oni około 67,7 proc. wszystkich pracujących cudzoziemców, których było łącznie 1,119 mln. Jeszcze nowsze dane, opublikowane przez GUS 11 sierpnia 2026 roku, pokazują dalszy wzrost: na koniec lutego liczba pracujących obcokrajowców sięgnęła 1,1324 mln, czyli była o 7,1 proc. wyższa niż rok wcześniej.
Nie tylko Ukraińcy i Białorusini
Nieco inną metodologię stosuje ZUS, który bierze pod uwagę osoby zgłoszone do ubezpieczeń emerytalnych i rentowych. Na koniec marca 2026 roku w rejestrach znajdowało się 1,305 mln cudzoziemców, w tym 873 229 obywateli Ukrainy. Ukraińcy stanowili więc 66,9 proc. wszystkich ubezpieczonych obcokrajowców, a zarazem 5,4 proc. ogółu osób ubezpieczonych w ZUS. Choć największymi grupami pozostają Ukraińcy i Białorusini, struktura migracji zarobkowej stopniowo się zmienia. Coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność pracownicy z Azji i Ameryki Łacińskiej – szczególnie z Indii, Filipin, Nepalu i Kolumbii.
Obecność migrantów to jednak nie tylko liczba pracowników, lecz także wymierny udział w gospodarce i finansach publicznych. Z raportu Deloitte przygotowanego dla UNHCR wynika, że uchodźcy z Ukrainy zwiększyli w 2024 roku polski PKB o około 2,7 proc. Z kolei dane rządowe za 2024 rok wskazują, że obywatele Ukrainy odprowadzili około 21,5 mld zł podatku PIT oraz składek do ZUS i NFZ.
Michał Polakowski przypomina, że migranci są potrzebni polskiemu rynkowi pracy m.in. dlatego, że podejmują się zajęć, którymi Polacy często nie są zainteresowani. – My jako związki zawodowe bardzo silnie walczymy o to, żeby pracownicy cudzoziemscy mieli takie same prawa jak polscy. Żeby nie pracowali w takich sektorach, które charakteryzują się patologicznymi rozwiązaniami – przypomina.
Najlepiej skalę tego zjawiska widać w konkretnych branżach. Z danych GUS za koniec 2025 roku wynika, że największa grupa obcokrajowców – około 208,3 tys. osób – pracowała w przetwórstwie przemysłowym. Kolejne około 156 tys. znalazło zatrudnienie w transporcie i gospodarce magazynowej. Istotną rolę odgrywają również w działalności związanej z administrowaniem i usługami wspierającymi, do której zaliczają się m.in. agencje pracy tymczasowej. Są licznie obecni także w budownictwie, handlu oraz hotelarstwie i gastronomii. Nie są więc już wyłącznie uzupełnieniem braków kadrowych w pojedynczych zawodach.
Polska gospodarka za 10 lat, ale bez migrantów
Jak zatem mogłaby wyglądać polska gospodarka za 10–15 lat bez dużego udziału pracowników z innych państw? W ocenie prof. Witolda Orłowskiego nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. – Z jednej strony mamy demografię i rzeczywiście spadającą perspektywę pracujących w Polsce. I to dość drastycznie. Z drugiej strony mamy jednak zmiany technologiczne, czyli np. sztuczną inteligencję i robotyzację. Możemy sobie poradzić w Polsce, inwestując więcej i stosując bardziej pracooszczędne technologie.
– Jeśli nie będzie żywych kurierów, to prędzej czy później nauczymy się dostaw dronami. To oczywiście byłby bardzo kosztowny proces. W międzyczasie płacilibyśmy cenę spadku ilości i jakości usług – podkreśla ekonomista.
Oznacza to, że szumne, polityczne deklaracje o konieczności radykalnego ograniczenia migracji mogą więc mieć konsekwencje wykraczające daleko poza sytuację samych cudzoziemców. Przy obecnej skali ich udziału w rynku pracy nagły odpływ pracowników oznaczałby problemy kadrowe w wielu branżach, presję na wzrost płac, a w konsekwencji także cen, ale także miliardowe ubytki we wpływach ze składek do ZUS i NFZ oraz podatków. Ostatecznie skutki decyzji podejmowanych pod wpływem antyimigracyjnych nastrojów odczuliby więc również sami Polacy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET