Niedawne pomiary na warszawskich bulwarach wykazały, że poziom Wisły wynosi zaledwie 103 cm. Odsłonięte wyspy i płycizny są widoczne gołym okiem. Mieszkańcy stolicy zwracają uwagę, że podobny widok pojawia się latem niemal co roku.
Według dr Alicji Pawelec z WWF Polska problem jest jednak znacznie poważniejszy niż sezonowo niski poziom rzeki.
— Tak jest co roku i z roku na rok jest coraz gorzej. To jest taka smutna rzeczywistość, do której zaczynamy się trochę przyzwyczajać — mówi ekspertka.
Susza trwa w Polsce od lat
Ekspertka wskazuje, że Polska znajduje się obecnie w fazie suszy hydrogeologicznej. Oznacza to, że obniżenie poziomu wody dotyczy już nie tylko rzek i jezior, ale także wód podziemnych. Potwierdzają to dane Państwowego Instytutu Geologicznego. W maju 2026 r. niższy poziom wód podziemnych niż miesiąc wcześniej odnotowano w ponad 89 proc. analizowanych punktów. Rządowy portal edukacji ekologicznej podaje natomiast, że tzw. ukryta susza w Polsce trwa nieprzerwanie od 2013 r. Odbudowa zasobów wód podziemnych może zajmować nawet 30–100 lat.
— To jest ten poziom suszy, który widzimy już nawet po studniach głębinowych. Nie tylko po poziomie rzek, ale już nawet po poziomie studni głębinowych — tłumaczy Pawelec.
„Nie było śniegu, którego potrzebujemy”
Ekspertka zwraca również uwagę na pojawiający się wśród sceptyków zmian klimatycznych argument, że po śnieżnej zimie poziom rzek powinien być wyższy. Jej zdaniem znaczenie ma nie tylko ilość śniegu, ale również miejsce jego występowania i czas zalegania. Najważniejsza dla zasilania rzek i wód podziemnych jest długotrwała pokrywa śnieżna, szczególnie w górach.
— To jest śnieg około trzech miesięcy do nawet pół roku w górach. To jest śnieg, który wolno topnieje, który powoli zasila nasze zasoby wodne, zasoby rzek, zasoby wód głębinowych, wód podziemnych — mówi.
Susza uderzy w ceny prądu i żywności?
Niski poziom rzek to nie tylko problem środowiskowy. Według ekspertki skutki suszy mogą być odczuwalne także w gospodarstwach domowych. Jednym z przykładów jest rolnictwo i związane z nim ceny żywności.
— To jest z jednej strony to, co widzimy po naszych portfelach, czyli bardzo wysokie ceny warzyw, bardzo wysokie ceny owoców — wskazuje Pawelec.
Kolejnym problemem jest energetyka. Elektrownie wykorzystujące wodę z rzek do chłodzenia mogą mieć trudności z pracą przy bardzo niskich stanach wody.
— To jest ryzyko, które będzie wzrastało. Ryzyko też blackoutów, czyli takich czasowych, całkowitych wyłączeń prądu — ostrzega ekspertka.
„Małże po prostu wysychają”
Niski stan wody oznacza również coraz trudniejsze warunki dla organizmów żyjących w rzekach.
Przy mniejszej ilości wody i wysokich temperaturach spada ilość rozpuszczonego w niej tlenu. Może to prowadzić do tzw. przyduchy, czyli niedoboru tlenu zagrażającego organizmom wodnym.
— Ryby mogą uciec gdzieś do głębszych miejsc. Natomiast takie organizmy, które wolniej się poruszają, takie właśnie jak małże, jak bezkręgowce, one nie mają gdzie uciec. One po prostu wysychają — mówi dr Pawelec.
Co można zrobić?
Ekspertka WWF przekonuje, że potrzebne są przede wszystkim zmiany w gospodarowaniu wodą. Chodzi m.in. o zatrzymywanie deszczówki tam, gdzie spada, odbudowę mokradeł, naturalną retencję w lasach i przywracanie naturalnego charakteru rzek. Nie oznacza to jednak, że rozwiązaniem jest budowa kolejnych dużych zbiorników.
— My wiemy już, że zbiorniki retencyjne się nie sprawdzają — mówi, wskazując m.in. na zbiorniki Włocławski i Siemianówka.
Jej zdaniem większe znaczenie ma naturalna retencja: mokradła, meandry rzek i zatrzymywanie wody w środowisku.
— To są takie działania, gdzie możemy właśnie łapać wodę tam, gdzie spada — tłumaczy.
Problem już jest. Pytanie, co dalej
Dane pokazują, że problem nie dotyczy wyłącznie jednej rzeki czy jednego wyjątkowo suchego lata. Wody Polskie również wskazują na narastające znaczenie suszy dla rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego oraz potrzebę zatrzymywania wody jak najbliżej miejsca opadu. Dr Alicja Pawelec zwraca uwagę, że część rozwiązań jest już przygotowana. Wskazuje na Krajowy Program Renaturyzacji Wód Powierzchniowych przygotowany przez Wody Polskie.
— Instrukcja jest, instrukcja leży na stole. To jest ten moment, kiedy pytamy władze: kiedy zaczniecie to wdrażać? — mówi ekspertka WWF.
A niski poziom Wisły jest dziś jednym z najbardziej widocznych sygnałów problemu, który dotyczy nas wszystkich. Jak podkreśla dr Pawelec: — To już nie jest moment na alarmowanie. To już się dzieje.