Ostatnie dni to dla Igi Świątek cała seria spotkań rozgrywanych w ciągu zaledwie kilkunastu dni. Starcie z Marią Sakkari w trzeciej rundzie w Cincinnati było ósmym meczem w ciągu niecałych dwóch tygodni. I niosło za sobą drugie dno, które mogło mieć dla polskiej tenisistki ogromne znaczenie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w 2021 r. Maria Sakkari zupełnie zdominowała rywalizację z Igą Świątek, gładko wygrywając wszystkie trzy mecze bez straty seta. Potem Polka wzięła bolesny rewanż, wygrywając kolejne cztery starcia, ale w lutym tego roku Sakkari znów była górą w Dausze. Ostatni raz panie zagrały ze sobą w tegorocznym Indian Wells, gdzie górą znów była Świątek.
Pokonanie rywalki, która przez długie miesiące była dla naszej tenisistki nieuchwytna, mogłoby dodać jej jeszcze więcej pewności siebie przed walką o sukces w Cincinnati, a potem w US Open. Mogliśmy tylko liczyć na to, że Świątek zagra tak dobrze, jak robiła to przez ostatnie kilkanaście dni.
Pierwsze gemy to doskonała dyspozycja serwisowa w wykonaniu obu zawodniczek. Podanie obu pań mogło imponować, ale ta passa niestety została przerwana przez gorszego gema przy serwisie Polki. W piątym gemie to Greczynka zdołała odskoczyć, a już kilka minut później stanęła przed szansą na prowadzenie z podwójnym przełamaniem.
Rywalka zupełnie zaskoczyła Igę Świątek. Takich obrazków nie było
Sakkari prezentowała się na korcie jak za najlepszych czasów swojej kariery, co jakby zaskoczyło Świątek w pierwszych gemach spotkania. Choć do przygotowania fizycznego po stronie Polki nie można było mieć najmniejszych zarzutów, to po stronie rywalki wyglądało ono jeszcze lepiej. Wyglądała na doskonale przygotowaną do walki z obrończynią tytułu, i co dla niej najważniejsze, czerpała z tego korzyści.
Do drugiego przełamania nie doszło, ale przy tak stabilnej dyspozycji świetnie grająca Maria Sakkari nie musiała bronić żadnego break pointu i wyszła na prowadzenie 6:4. I było to prowadzenie w pełni zasłużone, bo Greczynka wyglądała na korcie pewniej od swojej przeciwniczki. Co jeszcze oczywiście o niczym nie przesądzało.
Początek drugiego seta miał być dla Igi Świątek nowym początkiem i tak też się stało, bo wreszcie to ona zdołała przełamać przeciwniczkę, co mogło pozwolić na wywalczenie jakże istotnej przewagi. Możemy tylko domyślać się, jak istotnym momentem tego meczu mogła być chwila, gdy Świątek obroniła dwa break pointy na przełamanie powrotne i osiągnęła rezultat 3:0 w drugim secie.
Maria Sakkari krzyczała. Jej złość przerwała głośna „jazda”
Ta stracona szansa wyraźnie rozzłościła Sakkari, która głośno komentowała z niezadowoleniem obrót wydarzeń na korcie centralnym w Cincinnati. A to jakby tylko napędzało Świątek, która wielkimi krokami zbliżała się do wyrównania rezultatu i gry w trzeciej partii. W jednym momencie wściekły krzyk Greczynki zmieszał się z dobrze znanym „jazda”.
Zmartwione miny polskich kibiców szybko zniknęły, a Polka w kilkanaście minut zupełnie odwróciła wynik spotkania, doprowadzając do stanu 4:6, 6:1. Sakkari zupełnie zatraciła swój ofensywny impet i to Świątek mogła przystępować do decydującej rozgrywki w znacznie lepszym humorze.
Frustracja rywalki poskutkowała jeszcze jednym przełamaniem, w co aż trudno było uwierzyć, biorąc pod uwagę to, jak dobrze Sakkari grała w defensywie w pierwszym secie. Po tym nie było już jednak śladu, a Świątek utrzymywała ofensywny i co najważniejsze skuteczny styl gry. Po kilku minutach trzeciego seta zrobiło się 3:0 z dwoma przełamaniami na korzyść mistrzyni z Toronto.
I choć Sakkari w końcu przerwała serię gemów wygranych przez Świątek, nie była nawet bliska przywrócenia sobie nadziei na awans do czwartej rundy. Iga Świątek pokazała dawno niewidzianą twarz: pokazała, że jest w stanie gładko odrobić straty nawet wtedy, gdy mecz nie zaczyna się po jej myśli. Warto dodać, że Sakkari w drugim i trzecim secie zanotowała tylko… jednego winnera.
Po wygranej Polka zmierzy się w czwartej rundzie z lepszą z meczu Lois Boisson z Diane Parry. Niezależnie od końcowego rozstrzygnięcia to mistrzyni z Toronto będzie zdecydowaną faworytką.
Iga Świątek — Maria Sakkari 4:6, 6:1, 6:1