Premier ogłosił we wtorek, że dotychczasowy minister do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek odchodzi z Rady Ministrów, a jego obowiązki przejmie Joanna Knapińska, szefowa Rządowego Centrum Legislacji. Podczas czwartkowej konferencji Tusk poinformował, że wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z rządu i jego kandydowanie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoZgrzytów w koalicji nie brakuje
Decyzja premiera nie spotkała się jednak z jednoznacznym zadowoleniem wśród koalicjantów KO. Marek Sawicki z PSL w rozmowie z Polską Agencją Prasową ocenił, że ten „pomysł nie jest mądry”, i nie wie, co kieruje Donaldem Tuskiem.
— Jeśli się wyznaje przez 11 lat zasadę, że nie wolno upolityczniać wymiaru sprawiedliwości i swoją prawą rękę […] ustanawia szefem tegoż Trybunału, to nie jest to poważny sygnał dla odbiorców, także dla partnerów politycznych — stwierdził Sawicki.
Kulisy operacji „Berek”. Karol Nawrocki może storpedować plan Donalda Tuska
W podobnym tonie wypowiedziała się też posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska. — Prezydium naszego klubu jest bardzo mocno sceptyczne wobec tej kandydatury, z uwagi na to, że sami chcieliśmy, żeby sądy były niezależne od polityków z każdej opcji […] Maciej Berek jest politykiem — oznajmiła w Polsat News.
Polska 2050 też nie jest zachwycona
Podzieleni w sprawie kandydatury Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego są też parlamentarzyści Polski 2050. Szef klubu parlamentarnego Paweł Śliz ocenił, że Berek byłby świetnym sędzią Trybunału Konstytucyjnego, gdyby nie to, że był ministrem.
— Współpracowałem z Maciejem Berkiem. Uważam go za świetnego, wybitnego fachowca, doceniam jego doświadczenie i merytorykę. Jednak moje stanowisko jest jednoznaczne w tym zakresie. Nie będę łamał swojego kręgosłupa — powiedział Śliz w wypowiedzi dla PAP.