Motor Lublin pokonał w sobotę GKS Katowice 1:0 i tym samym odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie 2026/27. Jedynego gola strzelił Karol Czubak w samej końcówce.

— Mam takie poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu. Jak ten czas leci tydzień po tygodniu i przygotowujesz się do czwartego spotkania, a cały czas na tym koncie masz jeden punkt, to często już zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej kolejce, co w drugiej czy w trzeciej. Ja się dzisiaj tak najnormalniej po prostu cieszę, że zdobyliśmy trzy punkty, bo wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich na swoim koncie już dużo więcej. Wierzę, że taką konsekwentną pracą i procesem, w którym jesteśmy, to nie ucieknie i krok po kroku będziemy budowali silną drużynę — mówił trener Mariusz Misiura na konferencji prasowej.

— Wydaje mi się, że z przebiegu całego meczu wykreowaliśmy więcej sytuacji bramkowych, na pewno w pierwszej połowie, więc konsekwencją tego jest bramka. Cieszę się, bo powiedzieliśmy sobie dzisiaj w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. W 104 minuty, w takim upale, powiem wam, że to jest ogromny szacunek dla piłkarzy. Wydaje mi się, że sami państwo, siedząc na trybunach, czuliście momentami gorąco i zmęczenie. To jest coś normalnego, że w takim upale przytrafiały nam się błędy. Cieszę się, że po tych błędach nie było konsekwencji w postaci gola, ale podobało mi się nasze dążenie do zdobycia bramki. Uważam, że były dobre zmiany, że każdy z tych zawodników dał impuls — dodał trener Motoru.

ZOBACZ WIDEO: Fredi Bobic: Za dużo rozmawiamy o pieniądzach. Ale coś
tam jeszcze wydamy

Mieliśmy w tym spotkaniu parę nieuznanych bramek przez VAR, ale trener Misiura o sędziowaniu wypowiedział się w sposób bardzo dyplomatyczny.

— Uważam, że sędzia był dzisiaj bardzo dobry i nie mam problemu z sprawdzaniem sytuacji na VAR, z tym, że dzisiaj nie uznali dwóch bramek, czy że doliczyli 10 minut — bo to wszystko się wydarzyło. Apeluję tylko o konsekwencję, żeby nie było sytuacji, że na jednym stadionie dana sytuacja nie jest weryfikowana i ponosimy tego konsekwencje, a na innym jest inaczej — przyznał.

— Tak samo jest na przykład z autami. Nie wiem, czy zwracacie uwagę, ale my korzystamy momentami z dalekich wyrzutów. Grając w Szczecinie, gdy „Żak” przebiegał na drugą stronę wybić aut, sędzia już mu liczył czas w momencie przebiegania, a tydzień wcześniej czy później zawodnik trzyma piłkę i dopiero po siedmiu czy ośmiu sekundach jest mu liczony czas. Chodzi mi o to, że uważam dzisiejsze sędziowanie za świetne, ale chcielibyśmy doświadczać takiej samej konsekwencji wszędzie — mówi trener Misiura.

W Lublinie radość, z kolei w Katowicach smutek i rozczarowanie. GKS nie notuje dobrego początku sezonu — jak wiemy, odpadł już z eliminacji Ligi Konferencji, a gdyby zliczyć wszystkie wyjazdowe spotkania (dokładając do tego Ekstraklasę), to mamy cztery przegrane z rzędu.

— Jesteśmy rozczarowani. Kiedy nie możesz wygrać tego meczu, to powinieneś je po prostu umieć zremisować. Niestety, nie jesteśmy w tym sezonie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń do tego, żeby wywieźć remis. Bo może on też nie był jakimś szczytem naszych marzeń przed spotkaniem, bo przyjechaliśmy z zamiarem zwycięstwa, ale na pewno ten remis by bardziej odwzorowywał to, co się działo — przyznał trener Rafał Górak.

— Wydaje mi się, że powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy zrobić, a mamy momenty, kiedy na różnych pozycjach ta gra w różny sposób — czy w defensywie, czy w ofensywie — nam się po prostu łamie i powoduje pewnego rodzaju bałagan, który może się niekiedy właśnie skończyć tak, jak się skończył przy straconej bramce — podkreślił szkoleniowiec GKS-u Katowice.